niedziela, 4 czerwca 2017

Wykrakałem chyba

No własnie... Ja tu wczoraj o kryzysach za miedzą, a tu...

Budzę się, a tu w radio info o kolejnym "incydencie" w Wielkiej Brytanii. Słowo "incydent" to oczywiście chora nowomowa, która nie pozwala nazywać wprost zagrożenia, by nie daj Boże nie urazić wyznawców pewnej religii lub by nie siać paniki wśród zwykłych ludzi. (Tak, jakby wyznawcy pewnej religii nie byli wystarczająco źli, a zwykli ludzie nie byli wystarczająco przestraszeni...)

Niedziela, więc do kościoła. Msza dziecięca i te autentycznie wzruszające mnie piosenki małych (i nieco większych) dzieci, które z prawdziwą pasją i żarem śpiewają o najzwyklejszych rzeczach - o Bogu, o niebie i dobrych ludziach, Matce Boskiej... Morda mi się śmieje, gdy stoję blisko ołtarza i widzę tę radość. 

Synek za rok komunia (wiem, wiem, ten czas tak szybko leci...), więc odebraliśmy dziś dzienniczek dziecka pierwszokomunijnego - broszurkę, która rozmiarami przypomina indeks studencki i ma pełno rubryczek do uzupełnienia. Cóż, będziemy walczyć, by się wszystko ładnie uzupełniło, a ja może w ciągu najbliższego roku namówię jeszcze Synka do tego, by został ministrantem. Ktoś te rodzinne tradycje kontynuować musi, bo i ja ministrantem byłem, i chrzestny Synka też do mszy służył. 

Nie ukrywam też, że przydałoby mu się towarzystwo dobrych kolegów, bo obecność mniej sympatycznych chłopaków musi znosić w swojej klasie w szkole. Tak, tu jest problem, ale nie na dzisiejszy wpis. 

Spokój dziś. Nieco pracy (recenzje, recenzje...), goście, gra w piłkę w dusznej atmosferze parującego w słońcu deszczu, za dużo kawy. Taka niedziela. Zwykły dzień. Typowy wpis bez pointy większej. Rozkręcę się od poniedziałku.

2 komentarze:

  1. Myślisz, że na całym świecie może się walić i palić, a Ty będziesz sobie spokojnie uprawiał ogródek? Do czasu.

    Wygląda na to, że rozsmakowałeś się w katolicyzmie. Będziesz wypełniał dziecku dzienniczek pierwszokomunijny (o matko bosko, co to się wyprawia), zachwycasz się pieśniami religijnymi w wykonaniu dzieci. Przecież one nawet nie wiedzą, o czym śpiewają.
    Czy dobrze zrozumiałem, że ministranci to są właśnie dobrzy koledzy w odróżnieniu od nieministrantów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ad 1 - jak wiesz, stoicyzm był mi swego czasu bardzo bliski i wciąż jest troszkę. A stoicy forsują tezę, że zajmować się trzeba tym, na co się ma wpływ. I tak widzę tę moją pracę w swoim ogródku. Niedługo mam remont w domu i to mnie teraz bardziej absorbuje niż sprowadzona na własne życzenie groza terroru w UK.

      Ad 2 - Nie rozsmakowałem się w katolicyzmie, ale wróciłem do niego.

      Ad 3 - Sam byłem ministrantem i znam ministrantów z mojej parafii. Znam też kolegów z klasy mojego syna. Przepaść dzieli to towarzystwo.

      Ad 4 - myślę, że bardziej czują niż wiedzą. Ale to jest początek. Tak jak w związku z drugą osobą - najpierw zachwyt, potem refleksja i wiedza.

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.