piątek, 12 lutego 2016

Lokalny ekspert

A stoję ostatnio w kolejce do kasy. Biedronka. Czujecie już więc przaśny klimat, z którym mi całkiem do twarzy. Stoję i czekam. Kolejka długa. Za mną stanął znany w okolicy drobny młody ale już całkiem doświadczony koneser tanich win i piw. Po zapachu wyczułem obecność gościa.

Niby nic do niego nie mam, ale nie lubię, gdy odzywa się w taki sposób:

- Którą to mamy godzinę?
- Dochodzi 15 - odpowiadam grzecznie.
- A co ten czas tak leci? - pyta i nie wiem, czy retorycznie, czy odwrotnie i oczekuje jakiejś głębokiej filozoficznej odpowiedzi.

Po chwili milczenia znów pytanie:

- Co to słońce tak świeci? To zima jest czy już wiosna?

Rozważając te zawiłości czasu i przestrzeni, dochodzimy do kasy. Mój rozmówca podaje kasjerce puszkę piwa, a kasjerka na to:

- O nie! My mamy odgórny nakaz od kierowniczki, żeby tobie i Heniowi nie sprzedawać alkoholu. Koniec, skończyło się. 

A co się skończyło? No chyba szwendanie się tego gościa po parkingu. Chodzi i proponuje, że ludziom odprowadzi wózek i przy okazji zgarnie złotówkę, którą wsuwa się w specjalną szczelinkę, by odpiąć wózek od reszty wózków. W żadnym razie się nie narzuca, ale... no wiecie, taki folklor lokalny.

Ostatnio mój znajomy był świadkiem takiej oto sytuacji. Kobieta jakaś pakowała zakupy do bagażnika. Skończyła, wsiada do samochodu, odpala i... nic. Pod maską rzęzi, charczy, niewiele więcej. 

Nasz bohater z miną fachowca podchodzi do samochodu kobiety i mówi:

- Może pani podnieść maskę?

Kobieta posłusznie wykonuje polecenie, wierząc, że ma do czynienia z fachowcem.

Gość popatrzył na wnętrzności auta, pomedytował i obwieścił z namaszczeniem:

- To jest coś z silnikiem.

Odwrócił się i poszedł.