czwartek, 7 stycznia 2016

Opony

Wróciła zima i nie do śmiechu mi jest trochę. Jasne, śnieg, spacery po zamarzniętym jeziorze (wczuwanie się w pioniera wypraw arktycznych), sanki dla dzieciaków (jestem koniem), błyszczące wieczory... Tak, to wszystko ma większy urok niż potężny mróz, naga ziemia, wiatr i kalesony...

A właśnie, kalesony. Śnieg spadł i musiałem wymienić opony zimowe. Nienawidzę tej czynności. Ona zawsze kończy się źle, bo albo założę zimówki i zima trwa w nieskończoność, albo założę zimówki i po paru dniach przychodzi ocieplenie trwające aż do samej wiosny. Tak czy siak jest niefajnie.

No więc idę do garażu i próbuję wygrzebać zimowe opony. Są. Leżą obok letnich opon teścia. Zaczynam wybierać moje, ale coś mi się nie zgadza. Coś jest wybitnie nie do pary, a w przypadku opon to pewnie problem.



Oglądam te opony, przekładam, sprawdzam numerację, nie zgadza mi się coś. Trzy opony mają nr 185/65, jedna ma 195. No co jest?! Jakim cudem? Sięgam po opony teścia, oglądam, czynność ta sprawia lekki dyskomfort, bo wiecie, ja mam piękne i zadbane dłonie pianisty, ale walczę z tymi oponami, sprawdzam i nic się nie zgadza. Teść ma same letnie. Ja zostaję z trzema pasującymi, jedną nie.

Trudno, idę do pobliskiego wulkanizatora. Opowiadam facetowi o wszystkim, a ten się łapie za głowę i woła swoich dwóch pomagierów.

- Jak pan tym jeździł? Przecież to przednia opona! Całą zimę by pana ściągało na prawo!

- No nie pamiętam, jak jeździłem... Jakoś jeździłem.

Szczerze mówiąc to ja nawet nie pamiętam, bym w zeszłym sezonie opony zmieniał. Po szpitalach się włóczyłem, zima była ciepła, więc może nawet nie zmieniałem opon, ale nic nie mówię, by się nie ośmieszyć przed fachowcami.

- A gdzie pan zmieniał? Bo te znaczki na oponach nie są nasze.

- W X - wymieniam nazwę pobliskiej miejscowości, gdzie chyba rok/dwa lata temu zmieniałem opony.

- No to wszystko jasne... Pewnie panu podmienili. Ostatnio była u nas kobieta, której zmieniali opony. Założyli jej trzy należące do niej, a jedną sobie wzięli. Bo im pasowała. Kobieta miała szczęście, bo na drugi dzień wjechała na śrubę. Przyjechała do mnie, a ja jej na to, że ma pani jedną inną oponę. A ona na to, że niemożliwe. I pojechała do nich się wykłócać.

Cóż, jak widzicie w naszym kraju nie można mieć większego zaufania do fachowców. Jak nie znasz się na wszystkim - od budowy lodówki po opony zimowe, od komputerów po kuchenki mikrofalowe - to masz spore prawdopodobieństwo, że zostaniesz oszukana.

Taki lajf... 

I tym bezbarwnym akcentem kończymy naszą relację.

PS

Pocieszcie mnie, że nie tylko mnie zrobiono w bambuko.

12 komentarzy:

  1. Ja mam zaufany warsztat. Ale mam też dwa komplety kół, więc nie muszę jeździć po wulkanizatorach i przekładać opon, tylko zmieniam koła i po sprawie. Tyle, że akurat nie zmieniłem. Myślałem, że śnieg jednak nie spadnie. Dziś sunąłem 10 na godzinę przez osiedle. Na szczęście większe ulice były już czarne - pewnie posypali, może samochody rozjeździły śnieg.
    Mam nadzieje, że stopnieje za moment i będę mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że dobrze, że opon nie zmieniałem, i tak nie było warto na tę chwilę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma przyjść odwilż, ale po odwilży znów ma być śnieg i do -7.

      Usuń
  2. Pan który kładł nam płytki wylał resztę fug do sedesu. Fugi, jak wiadomo, zastygają. Zamiast sedesu mieliśmy zatem porcelanową wazę z klapą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądam od jakiegoś czasu 'Blok ekipę' - taką kreskówkę o dresiarzach. Często wulgarna, czasem prostacka ale i zabawna. Jest tam majster, pan Wiesio.
      Pan Wiesio mówi: 'U siebie rób jak u siebie a u obcego na odpierdol. Jest niepisana zasada: rób jak każdy - byle jak. Zrobisz u jednego dobrze, to każdy będzie chciał dobrze. Standardy muszą być zachowane'. Tyle o majstrach ;-)

      Usuń
    2. Jakie to przykre, że prawdziwe... ;-)

      Usuń
    3. Marcinie, to jest tak uniwersalna zasada, że rządzi chyba całym kosmosem.

      ;-)

      Usuń
  3. Antku, czy Cię pocieszę jeśli Ci powiem, że w Trzech Króli najechaliśmy na zasypaną śniegiem butelkę i wczoraj mąż musiał ekstra do wulkanizatora jechać by naprawił koło (zmieniamy koła jak Marcin)?
    I bardzo był zdziwiony jak zastał długi sznur aut do zmiany opon... Teraz już wiemy, kto czeka do końca ze zmianą laczków ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tacy ja stoją w kolejkach, gdy spadnie pierwszy śnieg. Cóż, jestem optymistą i liczę, że w końcu zima się nie zjawi.

      pzdr

      Usuń
  4. No, włos się jeży, jak się czyta o tych oponach. Zamieniaczom opon należałoby rozwalać łby kluczem od kół. Nie ważne, czy zrobili to z niedbalstwa, czy świadomie. Ja niespotykanie spokojny człowiek jestem, ale czasem trochę niemiły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego właśnie w Polsce nie lubię. (To jedna z niewielu rzeczy, jakich nie lubię w tym kraju i której nie znoszę, nienawidzę). Zwyczajne wykorzystywanie niewiedzy, nieuwagi. Wiesz, ja już niejedną legendę słyszałem o tym, jak mechanicy samochodowi przy okazji naprawy jakiejś pierdoły, wykręcali inną część, sprawną, i zamieniali na starą.

      Usuń
  5. Opony. Temat wieczny. Czasem mam wrażenie, że działają w systemie co najmniej kwartalnym, w każdym razie w moim domu. Niezwykle istotny jest także problem ich łysienia, którego żaden szampon ponoć nie powstrzyma. Ale co ja tam wiem, jak to nie ja zmieniam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam nawet nie zauważam tych wszystkich oznak. Ślepy jestem na wszystkie techniczne sprawy. Jedni słyszą najdrobniejszy stukot w silniku, ja usłyszę dopiero wtedy, gdy wybuchnie coś lub się zatrze.

      pzdr

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.