piątek, 4 września 2015

Wartburg

Nie rozpieszczam moich elitarnych czytelników. Oj, niewielu Was zostało, niewielu... Blogowanie to przyjemność wielka, ale początkowy zapał szybko może zamienić się w rutynę i z pięknej wewnętrznej motywacji zostają zgliszcza, na których próbuje rosnąć motywacja zewnętrzna. 

Pisze się z przymusu, by "odbiorców nakarmić." A i inne media społecznościowe chyba powoli blogi zastępują. No bo któż nie lubi śledzić reakcji (nie)znajomych na statusy, fotki czy co tam jeszcze chcecie światu pokazać.

A przy okazji pokazywania światu czegokolwiek - jestem subskrybentem kilku sporych serwisów informacyjnych i tematycznych. I niestety powoli zaczynam tego żałować. Zalewa mnie taka fala beznadziejnie zredagowanych, wziętych z dupy, fałszujących priorytety artykułów, że zastanawiam się, kto u licha to wszystko pisze?!

Te pseudoodkrycia, te tanie sensacje z życia ludzi, których powinien znać każdy gapiący się w telewizor zombie, te żenujące, na siłę sensacyjne komentarze... To jest dziennikarstwo? - ja się pytam - to jest traktowanie na serio odbiorcy?

Nie, odpowiadam sam sobie. To szambo, które bulgoce. 



A blogi? A mój? To taki wartburg. Rzadko go teraz wyprowadzam z garażu i odpalam. Uruchamiam z trudem. Prowadzi się opornie. Rzadko kto się obejrzy, bo on taki jakby z innej epoki. Ani wizualnie nie powala, ani treść nie budzi wielkich emocji. 

Pozostał sentyment do niegdysiejszych wojaży. Niewiele więcej...

A tu się okazuje, że dziś odbieram pocztę, a tam mail z zapytaniem, czy zgadzam się odpłatnie umieścić na blogu "artykuł sponsorowany"... Dawno mnie nic tak nie zaskoczyło. 

Odpowiedziałem, że proszę o więcej informacji, konkretów. Ciekawy jestem, jak to się rozwinie. 

Jeszcze mi tego wartburga oblepią reklamami...

11 komentarzy:

  1. Antku :)))) Ja nadal uwielbiam te blogi, które odkryłam na samym początku (choć należy przyznać, że wiele z nich już obumarło). Maszyna i jej poprzednik to właśnie jedne z początkowych odkryć, które przypadły mi do gustu, a że wartburg? - cenię kolekcjonersko wręcz.
    Trzymaj się ciepło
    -g.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może znowu czas na zmianę nazwy? Zamiast Maszyny do pisania - Wartburg do jechania...dalej ;)

      Usuń
    2. Zmiana nazwy, to zmiana wystroju bloga. A ja tego nie chcę, bo nie umiem za bardzo. Wyjdzie jakieś badziewie i co?

      A przy okazji zmiany nazwy - kiedyś nosiłem się z zamiarem, by nazwać blog: "Wnętrze budy Reksia." Serio...

      Usuń
    3. No i od razu mam obraz świerszcza, który we wspomnianej budzie zamieszkał... Ideał happy endu... :-)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. No ale nie mówią, ile mogę zażądać. No przecież milion złotych to trochę za dużo jak na pierwszy raz...

      Usuń
  3. Malo piszesz, to i mało czytają. W książki poszedłeś :)
    A na wartburga to Ty jesteś za młody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za młody, żeby pamiętać czy żeby jeździć?

      Bo wartburg pamiętam doskonale, sąsiedzi mieli. Natomiast ja prawo jazdy to po 30 zrobiłem. Za dziewięciu niezdanych egzaminach.

      ;-)

      Usuń
    2. Wartburgami to arystokracja jeździła! ;-)

      Usuń
    3. O kurczaki... No to w takim razie w dzielnicy królewskiej mieszkałem.

      ;-)

      Usuń
  4. Ja tam wartburgi lubię... Należą do czasów, kiedy aut było na tyle mało, że na wszystkich się człowiek znał. A teraz z autami jak z dziennikarstwem, nigdy nie wiadomo czy pies czy wydra. Łamanie norm (językowych i etycznych) stało się normą...
    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.