czwartek, 10 września 2015

Swoje obowiązki to ja znam, czyli jak oblałem pewien egzamin

Ekscytujemy się (i pewnie słusznie) kwestią uchodźców/emigrantów ekonomicznych. Przerzucamy się argumentami, że TAK, że NIE, że TAK, ALE... I tak dalej. W całej tej pyskówce, mniej lub bardziej udolnej wymianie ciosów, zabrzmiał też Papież, a potem niemal jednocześnie zabrzmiały jego tuby tutejsze - biskupi.

Cóż, Papież jak zawsze wyraził się jasno, wprost, ale jak to u niego w zwyczaju, słowa nie przystają do rzeczywistości. Znacie takich ludzi? Macie takich przełożonych, którzy rzucają hasło, machają rękami, niby motywują do działania, ale gdy się wgryźć w szczegóły, detale, okazuje się, że za prostym porywającym hasłem stoi problem, przy którym wyciągnięcie z dna oceanu "Titanica" to małe miki.

A więc mówisz, że mamy przyjmować uchodźców? Każda parafia, klasztor, sanktuarium? Tak? I co dalej? W miejscowości, w której pracuję, była rodzina syryjskich uciekinierów. Mieli zapewniony loka, pracę, szkołę (katolicką, bo to przecież chrześcijanie byli) i po jakimś czasie, nocą, pod osłoną ciemności, uciekli. Ponoć na Zachód...

Powinniśmy ich ścigać i przywiązać pasami, karmić kroplówkami i błagać, by dzieci do szkoły poszły?

I co pan powie, panie Franciszku?

To jeszcze nic. Festiwal hipokryzji, jaki oglądamy w środkach masowego ogłupiania, przypomina najczarniejsze czasy PRL-u. No bo jak mamy się czuć, gdy przystawia nam się do głów pistolet miłosierdzia i w sumie wprost mówi, że

albo jesteśmy chrześcijanami i przyjmujemy ludzi, wśród których mogą czaić się terroryści, ludzi obcych naszej kulturze, mentalności, ludzi, którzy w wiadomym celu do Europy przybywają (It's about the money, maaan...), ale jakoś do pracy zarobkowej się nie palą (vide Szwajcaria i w sumie każdy inny kraj europejski), ludzi, w których mamy widzieć ludzi, a nie jednostki naznaczone konkretnym pochodzeniem, wyznaniem, systemem wartości...

(gorzej, że nie ma czegoś takiego jak "po prostu człowiek", ale to już inna bajka)

albo jesteśmy źli, ksenofobiczni, egoistyczni, nie znamy pojęcia solidarności, empatii, nie jesteśmy godni do kościoła w niedzielę chodzić, bo to czysty faryzeim ociekający faszyzmem.

Cóż, najśmieszniejsze jest to, że najgłośniej wypowiedź papieża powtarzają ci, którzy wcześniej piali z zachwytu nad sekularyzującym się polskim i europejskim społeczeństwem. Pisali instrukcje, jak najłatwiej zdobyć akt apostazji. Cieszyli się jak dzieci obserwując, jak "Polacy coraz częściej wybierają wyjazd na Wyspy Kanaryjskie zamiast celebrowania sztywniackiego śniadania wielkanocnego." Media wałkujące bez przerwy temat zakonnic dręczących dzieci (gdzie Wasza troska o uchodźców? Może te betanki też spacyfikują jedno czy drugie syryjskie dziecko?), pedofilię wśród księży, apelują teraz do chrześcijańskich sumień Polaków.

Może być coś bardziej cynicznego? Bardziej przewrotnego?

Ja jako aplikujący do miana chrześcijanina, mając tak naiwnych przewodników stada, wolę nie ryzykować i nie wcielać w życie ich polityki miłości. Została we mnie resztka instynktu samozachowawczego, a także obserwuję uważnie to, co stało się w miejscach, w których na stałe osiedlili się obcy kulturowo przybysze. Jeżeli nie pochodzą z podobnego kręgu kulturowego, jest bieda. Mam problem.

Mój nauczyciel z liceum definiował go tak: "Wpuścisz chłopa do urzędu, a wypije ci atrament." Dziś widzimy, że wpuszczając obcych, nie możemy przesadnie liczyć ani na wdzięczność, ani na asymilację, ani na szacunek wobec tradycji miejsca, w jakim się znaleźli.

Europa jest po prostu głupia. Naiwna. Tak naiwna jak na przykład inny papież - Jan Paweł II, o którym słyszałem kiedyś takie zdanie: "On myślał, że wystarczy pokazać człowiekowi dobro, delikatnie go popchnąć we właściwą stronę, a wtedy ku dobru pójdzie." No ale ludzie rzadko kiedy tak działają. W stronę dobra zawrócą najczęściej wtedy, gdy totalnie się zeszmacą, idąc w stronę przeciwną.

Znamy to przecież - "Od jutra nie piję..."

Europa wierzy, że wystarczy mówić o wartościach, o prawach człowieka. Taka gadka-szmatka paraliżuje jakikolwiek zdroworozsądkowy odruch refleksji. "Zaraz, skoro oni nie traktują nas dobrze - powinien myśleć mieszkaniec Starego Kontynentu - to ja też nie muszę się z nimi certolić." Tak jednak nie myśli. On nie chce obrażać inności, chociażby ta inność na głowę mu wchodziła.

Ilustruje to w dość prosty sposób mało poprawna politycznie kreskówka "Captain Sweden." Nie będę wstawiał linki, wystarczy wpisać w YouTube.

Moje obowiązki wobec bliźniego kończą się tam, gdzie zaczyna się troska o moich najbliższych i nieco dalszych. Dokładnie tak to wygląda. To im jestem coś winny, cała reszta świata może najwyżej łaskawie poczekać, aż spojrzę w jego stronę. Być może to brzmi nieco egoistycznie, ale sam Jezus powiedział... A sprawdźcie sobie tu: MT 15, 21-28.

Cóż, nie będą mnie papież Franciszek i jego pomagierzy/klakierzy terroryzować wartościami chrześcijańskimi. O nie. Nawet gdyby miał zostać automatycznie wykreślonym z pewnego kółka i nie zdać egzaminu z "humanitaryzmu i uniwersalnych wartości europejskich", nie zmartwię się tym za bardzo. Wolę martwić się o najbliższych.



Aha,

wpłaciłem dziś pewną sumę na ratowanie pszczół. Satysfakcja gwarantowana.

5 komentarzy:

  1. Jedyna nadzieja w tym, że uchodźcy zareagują po osiedleniu się w Polsce jak rodzina z Twojego posta - pakować się i w nogi! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję, ale ci cholerni Niemcy chcą Polskę zamienić w obóz dla uchodźców, z którego nie wolno nam ich nigdzie wypuścić.

      Usuń
  2. Całe to pitolenie o ludzkiej solidarności to ściema. Niemcy przyjmą tylu uchodźców, ilu będzie im się opłacało ekonomicznie. Jak będzie ich za dużo, natychmiast serca niemieckie stwardnieją na kamień. Papież może sobie mówić, co chce, bo za nic nie odpowiada. Ponieważ Polska jest krajem, z którego się wyjeżdża z powodów ekonomicznych, uchodźców nie potrzebuje. I oni o tym wiedzą.

    Jesteś niespójny. Jako aspirant chrześcijański nie możesz być wolnomyślicielem. Albo jedno, albo drugie. Chrześcijanin w Polsce to katolik, a katolik to owca idąca za pasterzem. Marnie widzę Twoją przyszłość w Kościele :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niespójność to moje drugie imię. Jasne, ja wciąż pod kątem doktrynalnym (a może bardziej pod kątem posłuszeństwa hierarchii) jestem na bakier z katolicyzmem. Cóż, co zrobić...

      Usuń
    2. Spójna to jest dobrze wypalona cegła. Człowiek ma prawo do większej fluktuacji postaw. Natomiast jeśli nie działa kulturowy instynkt samozachowawczy, to upadek cywilizacji jest kwestią czasu.
      To jednak fascynujące (w sensie dziejowej interpretacji), że ten czas się zaczął za kadencji naszego pokolenia, najwyraźniej.

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.