poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Z automatu czy kulki?

Wakacje się kończą, więc temat będzie wakacyjny.

Lato=lody. To aksjomat. Nie ma o czym dyskutować... A w sumie okazuje się, że jest o czym. 

Nie lubię lodów "z papierka", tych wszystkich z oszronionych lodówek, poduszonych, połamanych, wrzuconych jak leci. Lodów na patyku, w plastikowych kubkach... No nie lubię.

Za to lody tzw. włoskie, z automatu, uwielbiam. Tak samo zresztą lody "kulkowe" są jak najbardziej w porządku. A gama smaków bije na głowę lody każdego innego gatunku. (Mój ulubiony smak to słony karmel przypominający cukierki toffi z PRL-u)

No i właśnie o lodach kulkowych teraz. 

Gdy byliśmy w Łagowie, trafiliśmy tam do rewelacyjnej małej budki z lodami produkowanymi przez miejscowych "lodziarzy". Smaków mieli od groma, większość spróbowałem. Rewelacja. A cena? 2 złocisze za jedną kulkę. Ale jakaż to była kula! Ogromna! Wylewała się z wafelka. Ledwie mieściła się w nim, tak była szczodrze nałożona. 

Moje dzieciaki, które za lody dałyby się namówić na zjedzenie szpinaku z dżemem, nie były w stanie poradzić sobie z dwiema takimi kulkami. 

Po wakacjach przyjeżdżam do mojego hrabstwa. Tam też widzę stoisko z lodami "kulkowymi" - cena za jedną wynosi 2,5 złotego. Ok, biorę. Dziewczyna nakłada mi tak miniaturową porcję, że niemal cały "słony karmel" ginie w wafelku. Jadę kilka dni później do Kalisza, do rodziców. (Do domu pracy twórczej, by pisać kontynuację pierwszej książki) Idę w miasto. Znów widzę szyld "LODY NATURALNE", podchodzę. Cena 2,5. Poproszę więc. I znów to samo. Miniaturowa kuleczka, na którą aż żal było patrzeć.

Wniosek?

Na wakacje oprócz wszystkiego, co się nam może przydać i nie przydać, należny również własną łyżkę do lodów zabrać. 

Najlepiej słusznych rozmiarów...

7 komentarzy:

  1. Testowałam lodziarnie w ubiegłą niedzielę w nowym miejscu zamieszkania (inna niż przedtem część Katowic). Pod kubki smakowe poszły dwa punkty. Lody kulkowe - po mojemu gałkowe :)

    Pierwszy punkt miał na zapleczu produkcję, tzn fabryka z częścią degustacyjną.
    Gałka 2,5zł Smaków co nie miara, nie wiedziałam, na który się zdecydować. Gałki średniej wielkości, na szczęście nie obcierane, coby równe były :) (jak to robią w znanej firmie słynnych lodów na G.)
    Punkt drugi - wciśnięta między kebabownie, gdyby nie ludzie z lodami to bym nie zauważyła. Gałka 2,5zł, smaków mniej, ale to nie były gałki. To były gaały. Pani zresztą nie miała tradycyjnego narzędzia, tylko coś innego do niczego nie podobne. Jak sie zamachnęła tak nałożyła. Nie nadążyłam w oblizywaniu by nie kapało.
    Więc polecam jakbyście się znaleźli w okolicy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja polecam lody w Nowym Targu, przy rynku. Też "domowe", naturalne a porcje iście kopiaste :) No i bardzo smaczne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Lody nieodmiennie kojarzą mi się z latem, dzieciństwem i wolnością, i tak chyba będzie zawsze. Kto nie lubo? Chyba nie ma takiej osoby. Jadam na co dzień, w kubku, na patyku, rolady. Ciężko mi powiedzieć, które lubię bardziej z tych ,które napisałeś. Chyba najwięcej zjadłem z maszyny (włoskich) - niegdyś na wsi była u nas taka babka, u której brałem dziennie, bo zmieniały się smaki z dnia na dzień, i dawała mi zawsze nieco więcej. Uwielbiałem tam jeździć. Włoskie też bardzo lubię, ale u nas to jest kicha straszna z tymi gałkami, nawet u Grycana chociaż dobre to drogie. W zeszłym roku będąc na Węgrzech, jak poszliśmy grupą na miasto i zobaczyliśmy jaka kolejka do budki to nie wierzyliśmy. Jak dołączyliśmy i przyszła nasza kolej to zdziwienie odeszło w zapomnienie, bo to co widziałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Lodów tyle smaków, że nie ogarniałem, i jak dostałem Rafaello to aż slinotoku się nabawiłem. :D I od tamtej pory dziennie w lodziarni, chociaż raz, chociaż na jedną gałkę. Uwielbiam to. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, i oczywiście te gałki to mega były, jedna u nich, to jak u nas 3.

      Usuń
  4. Czyli im większe miasto, tym mniejsze kulki. Nie jedź do Warszawy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo, jeżeli będziesz miał 4 zł na kulkę i mikroskop, żeby ją namierzyć w waflu, to przyjeżdżaj, śmiało ;)

      Usuń
    2. W Warszawie dają lody wielkości odpowiedniej do kubków... smakowych ;-)

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.