wtorek, 28 lipca 2015

Ostatnia szansa

We Francji ogłoszono właśnie tydzień ostatniej szansy na spotkanie z malarstwem mistrzów z XIX i XX wieku. Po tygodniu między innymi te dzieła zostaną spalone, a popiół zostanie wsypany do Sekwany. Wszystko to w ramach wciągnięcia społeczności muzułmańskiej do dialogu z Francuzami nie wyznającymi tej pokojowej religii. 

- Zrozummy ich - mówi francuski Minister Kultury - oni naprawdę nie mogą patrzeć na te, moim zdaniem też, potworne bazgroły. Nie wiem doprawdy, co nasi przodkowie widzieli w tych zboczonych bohomazach:








- W obawie o życie i zdrowie rodzin tych zdegenerowanych malarzy, nie podajemy nazwisk tych, pożal się Allahu, artystów - dodaje Minister - W dalszej kolejności urządzimy seans całej serii przygód żandarma z Saint-Tropez, który również teraz wydaje się być niemoralnym i plugawym dziełem sztuki filmowej:


- Jesteśmy również w stałym kontakcie z moim polski odpowiednikiem, który ma za zadanie przeforsować usunięcie pierwszego zdania z nagrodzonej Noblem powieści "Chłopi." Muszę niestety zacytować to zdanie: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!"

PS

21- letnia kobieta została pobita przez grupę pięciu młodych kobiet prawdopodobnie wyznających islam we francuskim mieście Reims. Dziewczynom nie spodobało się, że opala się w bikini, które według nich jest niemoralne. 


poniedziałek, 20 lipca 2015

Z parkingu

Wracam do nadawania z samego środka wakacji. Wczoraj burza, dziś wiatr, czekamy na kolejną falę upałów i tak w kółko. Dzieje się niewiele, bo jeszcze w sumie się nie ruszaliśmy gdzieś dalej.

Jadę dziś z dzieciakami do Dużego Niemieckiego Sklepu na L. Tuż obok jest biblioteka, więc pieczemy dwie pieczenie przy jednym ogniu - sprawunki i książki, strawa cielesna i duchowa.

Przede mną w kolejce stoi starszy pan. Lubię takich klientów, którzy mają pełno towaru, ale jest on mało zróżnicowany. Ten dżentelmen miał w jednej reklamóweczce bodajże osiem piw. Typowych banalnych Heinekenów. 

"Oho, będzie pite" - myślę sobie i w sumie o gościu zapominam. Teraz ja kasuję swoje zakupy, dzieciaki walczą z lodami, ja wbijam PIN-y... Nic niezwykłego.

Toczymy wózek na parking, a tam niemożliwy zaduch. Woń kwaśna. Piwsko, uświadamiam sobie i widzę na środku parkingu pełno potłuczonego szkła, kałużę spienionego browaru, strumyczki ściekające do najbliższej kratki ściekowej.

- O fuj! - mówię sobie - Ależ kopie to piwo po nozdrzach...

Mijamy jakąś młodą matkę prowadzącą za rączkę dziecko.

- Widzisz to? - pyta kobieta córeczkę - Ale by nasz tata płakał jakby to zobaczył.

Miłych wakacji.