sobota, 13 czerwca 2015

Typowy wieczór na planecie Ziemia

Jak już się pewnie nieliczne grono odbiorców mojego bloga zdążyło zorientować, nieco przygasł mój entuzjazm do prowadzenia blog. Kiedyś mój Synek posługiwał się takim jednym słowem, gdy chciał określić coś, czego już nie lubił, nie używał, zepsuło się. 

STARODZIADKOWE

A więc blog zrobił mi się właśnie starodziadkowy. Brakuje mi ochoty i samozaparcia, by zalogować się i ponazywać tych parę rzeczy, jakich byłem ostatnio świadkiem lub parę kwestii, jakie ostatnio żeglowały mi w głowie.

Mógłbym napisać o tym, jak bardzo nienawidzę, gdy obce samochody parkują mi przed domem, gdy ja nie mam gdzie stanąć. Życzę źle kierowcom tych aut, wysyłam ich na Księżyc lub na innego naturalnego satelitę jakiejkolwiek planety w okolicy.

Mógłbym napisać o tym, że lekarz, który de facto uratował mi życie, gdy inni lekarze coś spartaczyli, umarł. I nie wiem, gdzie tu jest jakakolwiek, kurwa, sprawiedliwość w tym wszystkim.

Mógłbym napisać o tym, że powoli przestaję oglądać jakiekolwiek wiadomości ze świata, bo wydaje mi się, że poziom głupoty, okrucieństwa i upiornego zła, jakiego jesteśmy świadkami via różne media już przerósł moje możliwości absorpcji. Więcej nie mogę słuchać lub oglądać człowieka. 

Mógłbym napisać, że cieszę się napisaną książką, ale już się nacieszyłem i piszę następną. Długą, ciężką, mroczną... Najważniejsza następna. 

Mógłbym napisać o dzieciach, żonie, życiu na zwolnieniu lekarskim (bo wciąż czuję skutki dwóch operacji), ale w sumie wszystkiego doświadczam i zapominam. 

Ale nie napiszę niczego więcej. Nie dziś. Dziś celebruję sobie typowy wieczór na planecie Ziemia. Piwo i orzeszki ziemne.

Aha, jeszcze coś - dziś cały rój pszczół buczał nad naszym ogrodem, by w końcu obsiąść jedną z gałęzi tui. Ciekawe, cóż uczynią te pracowite owady, gdy zaskoczy je krążąca gdzieś tam burza...

Bywajcie, idę słuchać audiobooka "Nad Niemnem"... 

7 komentarzy:

  1. Coś się kończy, coś się zaczyna i to naturalna kolej rzeczy. Chociaż nie powiem, smutno byłoby mi bez choćby jednego zdania raz na jakiś czas no. Nie porzucaj nas całkiem!
    Może kiedyś muza-natchniuza wróci.

    Przesyłam ciepłe myśli (chociaż w lato to może chłodne bardziej się przydadzą? :)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie porzucę całkiem, bo za dużo serca tu zostawiłem i zbyt wielu ludzi poznałem. Ogarnę się i będę się regularnie pojawiał. Dzięki za miłe słowa.

      Ściskam.

      Usuń
  2. Blogi żyją jakiś czas. Może Twój dożywa swoich dni, a może jeszcze będzie Cię kręcić pisanie tutaj. Mógłbyś napisać o lekarzu, który umarł. Wydarzenia zmieniają człowieka, a w każdym razie to, jak patrzy na świat.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, opowieść o lekarzu jest z kategorii bardzo bolących i niezrozumiałych. Ja nie rozumiem, jak działa mechanizm tego świata. Jednego dnia gość ratuje Ci życie, po miesiącu sam nie żyje...

      Usuń
  3. Sam obawiam się chwili zwątpienia i braku sił w prowadzeniu bloga, kiedy mnie dopadnie. Chociaż jeszcze roku nie prowadzę wiem, że kiedyś nadejdzie. Ty prowadzisz już wiele lat, więc szkoda by było to zmarnować. Ale jeżeli jeszcze stąpasz po Ziemi to nie najgorzej. ;) Trzeba przeboleć dupiaty okres albo częściej sięgać po złocisty napój kojący nerwy i rozluźniający umysł. Browar zawsze spoko. :D W każdym razie powodzenia, pozdro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przychodzi po jakimś czasie dopiero. Wiesz, dopóki Ci nie wygaśnie motywacja wewnętrzna, to wszystko idzie gładko. Możesz mieć nawet skromne statystyki, a jakoś to działa. Gorzej gdy się znudzisz. Wtedy jest bida.

      Pzdr serdecznie

      Usuń
  4. Niby nic nie napisałeś, a jak dużo liter i słów i uczuć i wszystkiego. To tak "nie pisać" możesz.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.