piątek, 6 marca 2015

Raport, cz.I

I

"Nieszczęśliwi chętnie słuchają o swoich nieszczęściach" napisał kiedyś tam Seneka. Jeżeli to prawda, rzadko kiedy byłem nieszczęśliwy. A już na pewno nie byłem nieszczęśliwy w szpitalu. Ani jednym ani drugim. 

II

Mam w głowie masę przykładów literatury "szpitalnej." Mój ulubieniec, Miron Białoszewski, umiał się rozpisać. Jego "Zawał" to pyszny kawałek prozy na temat sal chorych, korytarzy, powolnego przywracania własnego ciała do użytku. Na temat pacjentów, lekarzy, odwiedzających. 

Ale Białoszewski miał słuch absolutny. Czuł rytmy ludzkiej codziennej paplaniny. Miał niezłą pamięć, która pozwalała mu zatrzymać i wypuścić na papier to, co podejrzał, podsłuchał. W czym sam brał udział.

Ja tak nie umiem. 

III

Na onkologię trafiłem w pewien czwartek. Oddział chirurgiczny. Wpierw jednak musiałem przedostać się przez śluzę rejestracji. Tam odesłano mnie pod odpowiedni pokój, skąd miał mnie wywołać lekarz. 

Trafiłem. Tak, trafiłem do miejsca, gdzie czekało już około 50 osób. Część z nich z walizkami, torbami, siatkami. A więc z nimi dzielić będę niepewny los? Część twarzy staram się zapamiętać, by mieć orientację w czasie - ile oni, a ile poleżymy.

Lekarz w końcu wyłania się ze swojego gabinetu i wywołuje po nazwisku szczęśliwców. Dostaniemy łóżka i czarującą opiekę pielęgniarską. Podźgają nas igłami, zważą nas, opiszą jako przypadki. Prześwietlą. 

Wjeżdżam więc windą na właściwe piętro. Rejestrują mnie, wpisują, przypisują numer pokoju i łóżko. 

Czuję się zameldowany. Zasiedliłem się w dwuosobowym pokoju. Komfortowo. 

III

Po pobraniu krwi (ofiara złożona bóstwom?) idę do swojego pokoju. Przebieram się w piżamę (jej górna część może mylić, do złudzenia przypomina elegancką koszulę), szlafrok (takoż elegancki) i zaczynam kursować po korytarzu. 

Badam teren. Rozglądam się. Wytyczam sobie ścieżki, którymi będę miał chodzić kolejne dni. Mapuję przestrzeń. Zadamawiam się. 

Stanowisko pielęgniarskie zdobi akwarium. W nim malutki słodki krab. Kazio.

Poznam go bardzo dobrze. Jego zwyczaje, sposób karmienia, fazy snu i czuwania.

IV

Przedziwna rzecz. Przedziwna. Pierwsza, na którą zwróciłem uwagę. 

Na parterze szpitala znajduje się całkiem nieźle zaopatrzony bufet, kilka automatów z przyzwoitą kawą. Chcąc tam trafić, trzeba zjechać windą i przejść przez tłumy "zwykłych" ludzi, którzy przychodzą z Zewnątrz. 

Zwykłych, ubranych w kurtki i płaszcze, ludzi, wśród których człowiek w piżamie, szlafroku i kapciach czuć się może cokolwiek dziwnie.

Śniło Wam się kiedyś, że szliście do pracy lub do szkoły w bieliźnie lub całkiem nago? Pewnie tak. Ja kilka razy dziennie przezywałem ten stan na jawie. Paraduję w negliżu niemal między ludźmi i tłumię w sobie wrażenie dziwności, osobliwości. 

Czuję się surrealistycznie. Jakbym odtwarzał senne majaki. 

Przypominam sobie nagle, że kiedyś śniła mi się pielęgniarka robiąca strip-tease...

V

Sąsiad z pokoju już był po operacji. Wycięto mu coś z jelita. Trzeba przyznać, że dzielnie walczył z późniejszym bólem, powtarzając swoje "ja pierdylę, ja pierdylę." 

Dostało mu się nawet od personelu za to, że nie prosił w nocy o środki przeciwbólowe. 

- Nie chciałem nikomu przeszkadzać w nocy, jeszcze by siostry pomyślały, że taki marudliwy jestem.

Nie rozmawialiśmy za dużo. Zgasić światło? Zapalić światło? Tylko tyle.

Za dużo barier. 

VI

Miałem problemy z komunikacją. Kilka dni, powiedzmy, że niemal tydzień czasu czekania na operację, upłynęło mi między innymi na uświadamianiu sobie, jak trudno mi przełamać się i wdać się w rozmowę w drugim człowiekiem.

Widziałem jak zupełnie obcy ludzie (z reguły kobiety, starsze) w ciągu kilku minut zawiązywali tak żywą i serdeczną rozmowę, jakby znali się od lat. Zarzewiem rozmowy były oczywiście historie przebytych chorób, szlak bojowy (od lekarza rodzinnego po stół operacyjny), dzieje ciała.

Śmiech mieszał się z westchnieniami, żal z nadzieją. Tak rozmawiają ludzie, myślę sobie, ja tak nie umiem. 

Gdy zapytano mnie: "Co taki młody tu robi?", odpowiadałem, ale byłem skrępowany. Nie umiałem wejść na tę ścieżkę nieszczęścia prowadzącą do nawiązania kontaktu. Miałem wrażenie, że opowiadając o moich przypadłościach, chwalę się.

Jestem za skromny na moją chorobę.

5 komentarzy:

  1. Zdrowia, chłopie. Na teraz i na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  2. O, to mnie zaszokowałeś tym ostatnim wyznaniem. Stawiałabym raczej na coś odwrotnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, ja ciężko wchodzę z relację z innymi. Jak już wejdę, jest Ok, ale początki mam zawsze trudne. Zwłaszcza ze starszymi ode mnie. Z młodszymi też chyba.

      ;-)

      Usuń
  3. Zawiązałeś akcję ciekawie. Ty pisz, ja będę czytał :)

    OdpowiedzUsuń
  4. hm, rozumiem te trudności, mnie nazywają aspołeczną i cóż, jak w każdej nieprawdzie, jest w tym pewne trafne spostrzeżenie, obawiam się

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.