poniedziałek, 5 stycznia 2015

Pora przypływu

Oto jeden z najczarniejszych koszmarów moich:

to był trzeci rok studiów. Jesień. Listopad? Grudzień? Poznań, gdzie zostałem na weekend w akademiku. Zostałem, bowiem wypatrzyłem w prasie lokalnej ogłoszenie o tzw. "Festiwalu Wolnej Tfurczości", który miał się odbyć w pewne sobotnie popołudnie w pobliskim domu kultury.

Wystąpić na scenie mógł każdy. Absolutnie każdy, kto wyśle organizatorom próbkę swojej twórczości, wypisze deklarację jakąś, wpłaci drobną sumkę (chyba) i stawi się o takiej i takiej godzinie.

Dom kultury wypełniony był ludźmi. Dzieci, młodzież, dorośli, starsi... Artyści, kibice, publiczność. Na ścianach wisiały obrazy amatorów, w antyramach wzrok przykuwały jakieś komiksowe plansze, ba! nawet jakieś niby rzeźby się znalazły. Mydło, powidło, 1001 drobiazgów.

Scena była pięknie oświetlona. Komplet ludzi na widowni. Artyści-amatorzy wchodzili po kolei i śpiewali, recytowali, wygłaszali jakieś monologi, skecze, być może ktoś nawet zatańczył.

Ja pokazałem się z jednym dłuższym wierszem. Dziś nawet nie pamiętam jakim. Z 15 lat temu to było. Przeczytałem, dostałem brawa. Wydawało mi się, że głośniejsze niż te, którymi nagradzano innych. Cóż, pewnie każdemu tak się wydaje...

Gdy zszedłem ze sceny, podbiegł do mnie jakiś nastolatek i powiedział: "Stary, ale świetny wiersz! Gratulacje!" Podziękowałem, a on uciekł.

Usiadłem, by popatrzeć na innych występujących. 

Nagle na scenę wszedł jakiś starszy pan. Dziadek na oko 60+. Emeryt pełną gębą.

Trzymał opasły skoroszyt. 

- Mam tutaj ze sobą moją powieść, nad którą pracuję od dawna. Opisuje ona życie ludzi w latach 80. To powieść obyczajowa dziejąca się na tle przemian politycznych zachodzących w kraju. Przeczytam fragment...

Zaczął czytać. Męczył wszystkich około 10 minut. Jakieś dialogi, charakterystyki bohaterów, opisy wnętrz... Potwornie to było nudne, chociaż nie wykluczam pewnych walorów, które ujawniłyby się w czasie cichej, "zwykłej" lektury. Gdy skończył, dostał brawa, zszedł ze sceny i zniknął za kulisami.

Ten dziadek był od zawsze moim sennym koszmarem. Od zawsze bałem się, że z moimi pretensjami do bycia osobą "piszącą", skończę właśnie tak samo. Jako dziadek, który przez całe dekady będzie dłubał w jednym tekście, by w końcu wylądować na podobnej scenie, by innych zanudzać swoimi obsesjami.

Ten dziadek chcąc nie chcąc symbolizował wszystko, czego się w życiu bałem. 

(Myślę, że większość z Was ma gdzieś tam podobnego "dziadka" - kogoś, kim nigdy nie chciał zostać, najgorszą wersję tego kogoś, kim może zostać...)

Wczoraj "dziadek" umarł. Skończyłem powieść i wysłałem do wydawnictwa. Przez cztery miesiące napisałem 60% całości. Walczyłem, błądziłem, improwizowałem... Wyszło 10 arkuszy wydawniczych. 



W międzyczasie wtłaczałem moim uczniom do głów bezcenne wiadomości z języka polskiego, jeździłem po doktorach, szpitalach... Zdiagnozowano mi paskudną rzecz w brzuchu, a równo za miesiąc pojadę do szpitala, by mi to wykrojono... Byłem też tatą, mężem, zięciem, synem... 

Zmusiłem się do pisania. Zmusiłem, by nie stać się dziadkiem z koszmaru.

I udało się. Cóż, z drugiej strony debiut w moim wieku z większa formą prozatorską to jakieś pomniejsze kuriozum... Zobaczymy, co z tego będzie. Co się finalnie urodzi.

Niech ta przypowiastka zmobilizuje kogoś do działania, a innych być może pocieszy, że jeszcze sporo życia przed nimi, by zdobyć szczyt, w który wpatrują się uparcie.

Na zakończenie dodam jedno. Przez te ostatnie miesiące prowadził mnie cytat z Szekspirowskiego "Juliusza Cezara":

W zabiegach ludzkich jest przypływ i odpływ:
Pora przypływu stosownie schwytana
Wiedzie do szczęścia; kto oną opuszcza,
Ten podróż życia po mieliznach z biedą
Musi odbywać. Myśmy teraz właśnie
Na tak wezbrane wypłynęli morze:
Trzeba nam z fali przyjaznej korzystać,
Inaczej okręt nasz zatonie.

tłum. Józef Paszkowski w: "Pora przypływu"

Nie, nie jestem taki mądry, by Szekspirem sobie życie umilać. Po prostu jeden z kryminałów mojej ukochanej Agaty Christie otwierają te same słowa.

Pozdrawiam!

19 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Nie ma za co, chociaż ja Ci się do końca życia nie wypłacę... Ty wiesz za co...

      Ściskam.

      Usuń
  2. Trzymam kciuki za wszystko :) A powieść na pewno kupię i przeczytam, a co!

    To mnie zmotywowałeś do rysowania. W sumie tutaj też się walczy z pustą kartką ;)

    Zdrowia życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję najmocniej.

      Pusta kartka jest najlepszą motywacją.

      Pozdr serdecznie.

      Usuń
  3. Trzymam kciuki i bede oczekiwala o informacji na temat mozliwosci zdobycia ksiazki :) Pozdrawiam i zycze wszystkiego co najlepsze. I duzo, duzo sily, szczegolnie tej wewnetrznej...

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomyśl, że Christie też kiedyś wysłała pierwszą książkę do druku... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już chyba nie dam rady napisać tyle, ile ona...

      ;-)

      Usuń
  5. chorobcia, toś mi dowalił...
    muszę sobie przemyśleć i przypływy, i szacunki własne, no i namierzyć w końcu dziadka

    a Tobie - wszystkiego dobrego, najlepszego, dla każdej wymienionej Twojej roli, w której sobie stale lub okresowo przebywasz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że pozytywnie dowaliłem, bo inaczej bym nie chciał. Przypływ trzeba łapać, nie ma opcji, bo inaczej Cię na plaży dziadek znajdzie i dopiero będzie...

      ;-)

      Pozdrawiam i dziękuję za cudne życzenia.

      Usuń
  6. O, poważnie dzisiaj.No tak, można to zrozumieć. Ja tylko nie wiem, co miałeś na myśli, pisząc o debiucie w Twoim wieku z większą formą prozatorską? Że wcześnie?
    A o czym ta książka? Coś byś choć powiedział. A jeśli wyjdzie, to zareklamuj.

    Trzymaj się zdrowo! Niech Ci wytną szybko, bezboleśnie i skutecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważnie, poważnie...

      Wiesz, jak się ma ten wiek, w którym za chwilę zaczną mi przypominać o badaniach prostaty, to jest to cokolwiek późno na debiut. No ale się udało...

      Usuń
    2. Ale dlaczego późno? Jak na poetę to może by było dziwne, ale proza musi dojrzeć i czasem się kisi w trakcie, co nie umniejsza debiutu, o ile autor nie czuje się przeterminowany.
      Takie mądre posty pisze, ale czasem taki marudny, jeju.

      Usuń
  7. NIgdy nie jest za późno na debiut!

    OdpowiedzUsuń
  8. Będę wypatrywać książki, bom bardzo ciekawa. I trzymam kciuki za sukces!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby był to sukces taki prawdziwy, nie marketingowo wypracowany....

      pzdr

      Usuń
  9. Gratuluję książki Kolego! Ale nie o tym chciałem. Chciałem życzyć Ci po prostu zdrowia.

    ps. jak książka się ukaże to obowiązkowo wklej tutaj okładkę ;)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.