sobota, 17 stycznia 2015

Obmacywanie

Za trzy tygodnie ląduję na szpitalnym łożu, z którego mam zamiar się zwlec o własnych siłach i żyć sobie dalej spokojnie dłuuugie długie lata. Czas mija bardzo powoli, a już chciałbym mieć to wszystko za sobą, szwy ściągnięte i lizać rany. Rzecz jasna w metaforycznym sensie...

Zdarzają się rzecz jasna osobliwe zdarzenia na tej ścieżce do ozdrowienia.

Tydzień temu wymacałem sobie pod lewą pachą dziwne zgrubienie. Macam, ściskam, dotyka, porównuję z lewą pachą. Niby coś wyczuwam, coś dziwnego, jakieś opuchnięte miejsce? No ładnie - myślę sobie - już ścinają drzewo na moją trumnę. Na bank mam węzeł chłonny pod pachą zaatakowany i stąd ta anomalia.

Tak pomyślałem, a potem kolejna genialna myśl mnie nawiedziła - muszę ogolić tę lewą pachę, to wtedy zobaczę, co się tam dzieje. Jest coś nie tak czy nie. Maznąłem pianką do golenia, poczekałem chwilę i zacząłem operować maszynką. Cały kwadrans się męczyłem zanim uznałem, że jest OK.

I znów zaczynam poszukiwania wszelkich nieprawidłowości, wypukłości. Niby coś jest, ale czy ja wiem, co to jest? Decyduję się iść do lekarza, ale cały weekend autoobmacywanek mnie czeka, więc najprzyjemniej nie jest. Paranoja, hipochondria, wizje eschatologiczne...

W poniedziałek rano idę zbadać krew. Potem wizyta u lekarza. Wchodzę, żalę się na ten mój wykryty "guz", lekarka zabiera się profesjonalnie za oględziny i mówi:

- Ja tu nic nie czuję.

- Nie? - pytam, nie dowierzając.

- Jeszcze zawołam koleżankę, ona też sprawdzi.

Koleżanka sprawdziła i potwierdziła opinię. Nic tam nie ma. Wyniki krwi też były wzorcowe.

- Mam prośbę - mówi moja pani doktor - niech się pan już tak nie obmacuje, dobrze?

- Obiecuję.

Kamień spadł mi z serca, ale kilka następnych dni upłynęło pod znakiem najbardziej wkurzającego uczucia dyskomfortu, jaki dał mi się we znaki ostatnio.

Ogolona pacha.

Jedna, bo drugą oszczędziłem.



Już wiem, że włosy pod pachami czemuś służą. Gdy się ich nie ma, jest bardzo niemiło. Bardzo. Wszystko mnie szczypało, swędziało, drapało. Nie rozumiem, jak ktoś z własnej nieprzymuszonej woli pozbawia się w tym miejscu owłosienia...

(Wiem, niedzisiejszy jestem pewnie.)

Byłem tak zdesperowany, że zacząłem się zastanawiać, czy istnieją specyfiki na porost włosów pod pachami.

Dziś już wiem, że nie ma.

Po tygodniu jest już dużo lepiej. Cieszę się jak łysy na widok grzebienia.

12 komentarzy:

  1. Zastanawiam się, co będzie w przyszłości większym hitem: skuteczna maść przyspieszająca porost włosów, czy skuteczna maść hamująca porost włosów...
    I ciekawe, czy będą miały łudząco podobne opakowania...? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że Ci nic pod tą pachą nie wyrosło, oraz stwierdzam, że do ogolonych pach można się przyzwyczaić bez większego problemu,
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  3. hm, ja tam zdecydowanie wolę jak pod pachą nic nie rośnie

    OdpowiedzUsuń
  4. A dajże spokój, miliony kobiet nie mogą się mylić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze 30 lat temu się myliły, myliły... Ba! W filmie polskim erotycznym "Och, Karol" też jedna pani ma nieogolone pachy.

      ;-)

      Usuń
  5. Ja to dobrze, że nic na łydkach nie wymacałeś ;)
    Znam takich którzy się golą a potem i tak wszędzie noszą kocią sierść, hehe.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łydki to ja mam jak Achilles. Okaz zdrowia.

      pzdr

      Usuń
  6. W przyszłości jak będziesz chciał coś ogolonego pomacać, to może poprosisz połowicę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze się musi zgodzić, prawda?

      ;-)

      Usuń
    2. O ile nie będzie jej boleć głowa, to z pewnością się zgodzi ];->

      Usuń
  7. I nie czytaj książek medycznych, bo znajdziesz u siebie także to, czego nie można wymacać.
    Widzę, że klatę też goliłeś. No jasne, do szpitala się idzie, to, tego... trzeba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ove, święte słowa. Ale jak się w nałóg macania wpadnie raz, to już trudno się uwolnić.

      ;-)

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.