sobota, 13 grudnia 2014

Tak brzmi przerażenie

Świat nie zapomina przesyłać mi swoich dziwnych, zabawnych, kuriozalnych komunikatów. Oto jeden z cyklu "Edukacja najmłodszych."

Prowadzę Tymka do szkoły. Jesteśmy lekko spóźnieni. Minęła ósma rano, więc pędzimy. Synek błyskawicznie rozbiera się w szatni. Wpuszczam go do sali, gdzie jego koledzy i koleżanki siedzą na dywanie w kółeczku i bawią się w coś z wychowawczynią.

Zabawa polega na tym, że każde dziecko musi coś zrobić. Jakiś rodzaj "głuchego telefonu" czy coś w ten deseń.

Pani łagodnie traci cierpliwość:

- Kochani, jak nie zrobimy całego kółeczka, jak każdy tego nie powtórzy, to chyba będziemy tu siedzieć do trzynastej.

- W nocy?! - pyta z szekspirowską rozpaczą w głosie jedno z dzieci.

sobota, 6 grudnia 2014

Tyle wygrać...

No i się dowiedzieliśmy...

Po całej sekwencji badań nieinwazyjnych (UGS, tomografia, prześwietlenie, krew) już wiemy (chociaż nie do końca) co mi jest.

Nie brzmi to optymistycznie ani pesymistycznie - 8 lat temu pojawił się u mnie pewien guz i został on wycięty. Przez 8 lat był spokój. Chyba. Teraz wszystko wróciło.

Trzeba mnie będzie otworzyć, wyciągnąć "to coś" i zbadać. Inaczej się nie da. 

Potem możliwa chemioterapia.

Mówię Wam... Tyle wygrać. Człowiek sobie nad książką pracuje, musi ją do końca roku oddać, by światło dzienne ujrzała szybciej niż później, a tu rośnie w nim spokojnie coś, co bardzo (naprawdę bardzo) potrafi zdekoncentrować.

Życie, życie jest nowelą...

PS

Wybaczcie, że mam zawiechę z odpowiadaniem na komentarze, ale nawet ten post z trudem skleciłem.

Czołem!