środa, 26 listopada 2014

Ząb

Jestem, jestem, żyję. 

Cóż tu po drodze było? Tymek stracił pierwszy ząb. Dolna jedynka. Atrakcji było przy tym co niemiara. W ogóle późno mu się te zęby zaczęły ruszać, bo on już pełną (szczerbatą) gębą sześciolatkiem jest, a niektórym jego kolegom i koleżankom zdążyły już wyrosnąć zęby stałe.

Generalnie panikował, gdy przypominał sobie, że kiedyś też go to spotka. „Będą na mnie mówić szczerbol” – jęczał.

- A ty tak mówisz na innych? – pytamy.

Spuszcza głowę i szybko zmienia temat rozmowy.

A więc trzy tygodnie temu się zaczęło. Tymek ma niemowlęcy zwyczaj nieświadomego gryzienia różnych rzeczy. A to rękaw od bluzy lub kurtki sobie żuje. A to poduszkę. (Najgorzej pod tym względem wygląda żucie samego jedzenia…)

Kładziemy się do łóżka. Wieczór. Piżamy. Synek słucha czytanej bajki, aż tu nagle krzyk, wrzask, rozpacz.

- Co się stało? – pytamy autentycznie przerażeni.

- ZĄB MI SIĘ RUSZA!!! – odpowiada Tymek i zaczyna zawodzić jak zawodowa płaczka. Ryczy jak bóbr. Łzy ciekną po policzkach, ślina cieknie z rozchylonych ust. Pół godziny go uspokajaliśmy. Całe szczęście, że nie przytrafiło mu się to w szkole przy śniadaniu, bo pewnie musiałaby przyjeżdżać karetka pogotowia, a na 100 % byłby telefon do rodziców.

Ok.,. Z tygodnia na tydzień ząb ruszał się coraz mocniej, ale paradoksalnie zaczął być coraz bardziej ignorowany.

Przedwczoraj mleczak wisiał już „na jednym włosku”, więc wróciło widmo „szczerbola.” Tymek biegał po domu, wrzeszcząc… w sumie nie wiem, co wrzeszczał, bo ciężko się cokolwiek artykułuje, gdy się człowiek lata z otwartymi szeroko ustami.W końcu, widząc naszą wymuszoną obojętność na widok tego typu histerii, stanął gdzieś w kąciku i sobie ząbek po prostu wyjął.

Duma go rozpierała. Ząbek schował pod poduszkę, licząc się z wizytą tzw. Wróżki Zębuszki, która (jak chce pewna miejska legenda) zamienia w nocy mleczaki na monety lub inne dobra materialne, tudzież słodycze.

Z racji tego, że Synka wciąż fascynuje świat elektrotechniki zmieniliśmy nieco konwencje i zamieniliśmy Wróżkę Zębuszkę na Wróżkę Dioduszkę, która w zamian za mleczne zęby przynosi dzieciom diody (plus rezystory, żeby się dioda nie spaliła pod napięciem 9V z bateryjki).

Pytacie, co z Córą. Na widok brata, który dumnie paraduje z pierwszą szczerbą w dolnej szczęce, oświadczyła, że też już nie chce mieć zębów i „wyrwijcie mi je!”

Oczywiście płaczem skończyły się nasze próby tłumaczenia, że „na każdego przyjdzie jego kolej”, jak to mawiał robot kolejkowy Ewa 1 z serialu „Alternatywy 4.”


Czołem!