poniedziałek, 15 września 2014

"Siedź w kącie,

znajdą cię." Takie hasło niepopularne dzisiaj. W czasach, gdy wyszarpywać, wygryzać trzeba sobie drogę kariery, rozwoju osobistego etc.

W czasach, gdy trza się promować, naginać, łokci używać nie tylko do podpierania głowy przy stole, ale również do rozpychanie się. 
A pamiętacie moją notkę sprzed roku?

To był tak zwany "List do samego siebie z przyszłości", miła i bezbolesna inicjatywa, za pomocą której miałem jakoś zmotywować siebie do działania, pracy, doskonalenia wewnętrznego. No bo czyż motywująco nie brzmią słowa:

"A jak tam Twoje dwie rozgrzebane powieści, którymi masz zyskać sławę i uniezależnić się finansowo od budżetu państwa? Masz je w końcu skończyć! Bo jak nie, to w ryj!"

Nie traktowałem tej notki, listu wysłanego w przyszłość, wyjątkowo poważnie. Jeżeli by miał już o czymś przypominać, to raczej o kolejnym mijającym roku. O bezlitosnym czasie, co liście zrywa z drzew i sił ludzi pozbawia. 

Aż tu nagle trzęsienie ziemi. Pewna osoba, której nigdy na oczy nie widziałem, ale w Internetach znajomymi jesteśmy i kojarzymy swoje nazwiska, pyta się, czy dobrze pamięta, że pracuję nad jakąś książką. Oniemiałem, bo tak. Mam rozgrzebane 3 lub 4 powieści. "No to przyślij próbkę, bo wydawnictwo moje szuka nowych ciekawych autorów." 

Oniemiałem drugi raz, ale posłałem mniej więcej połowę maszynopisu. Nie liczyłem na nic specjalnego, bo mimo licznych talentów mam jedną wadę - niewyleczalną nieumiejętność oceny własnych dokonań. Ktoś taki nigdy nie powie, że zrobił coś dobrego, przyzwoitego, porządnego. 

Po tygodniu dostaję pozytywną odpowiedź. Tekst zrobił "duże wrażenie." 

Dziś jestem po pierwszych wstępnych rozmowach z Wydawnictwem. Za chwilę umowa. Do końca roku dopisać resztę. Wiosną być w dobrej formie, by serce wytrzymało moment, gdy w księgarni znajdzie się własną książkę...

Niech ta notka będzie przykładem działania Losu, Opatrzności lub czego tam chcecie, w co tam wierzycie. Morał jest jeden - życie zawsze będzie inne niż nam się wydaje, że będzie. To po pierwsze. 

A po drugie - przepraszam za moralizatorstwo - nigdy nie pisałem z wyrachowania, licząc na jakikolwiek sukces oprócz własnej (skromnej) satysfakcji. Być może brak jakichkolwiek oczekiwań + uparta spokojna praca to klucz do ... sukcesu (?).

Może...

10 komentarzy:

  1. Wystarczy powiedzieć A. Reszta alfabetu wskoczy.
    Gratulacje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :))))))))

    ps. A w kącie nie siedzisz, pracujesz i widać to to tu to tam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, ja sobie po cichutku swój ogródek uprawiam. Naprawdę po cichutku.

      pzdr i dziękuję!

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Jak dobrze pójdzie, nie zapeszając, może się na Targach Książki w Warszawie spotkamy.

      I obym dostał na Twoim blogu ładną notę za moją opowieść. ;-)

      pzdr

      Usuń
    2. A zapraszam, zapraszam, ja z pewnością się pojawię (o ile losowe pozwolą).

      Ładna będzie z pewnością, nie wiem tylko czy wysoka ;)

      miłej pogoni za sławą (:

      Usuń
  3. Baaardzo motywujacy wpis. Bardzo! Gratulacje i czekam na ksiazke :) A czytelnicy bloga beda mogli kupic z autografem? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mirko, z założenia nie miało być motywująco. A jeśli już, to tylko tak delikatnie, podprogowo. ;-)

      Tak czy siak dziękuję najserdeczniej.

      A z tymi autografami - nie dzielmy jeszcze skóry na niedźwiedziu. Muszę ochłonąć z pierwszego zachwytu nad samym sobą ;-)

      pzdr

      Usuń
  4. No widzisz, jak dobrze :) Będzie umowa, termin, to i motywacja będzie, żeby skończyć. Pieniędzy wielkich się nie spodziewaj, zdjęć na ściance i czerwonym dywanie też nie, ale do Biblioteki Narodowej Cię wyślą i będziesz sobie tam stał na półce jeszcze po swojej śmierci, a za życia budził podziw i zazdrość tych, którzy też by chcieli, ale nie umieją.
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Proszę proszę, gratulacje! Będę wypatrywał w empiku :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziemy! Ale recenzenckiego egzemplarza też, hihi ;)
      Gratulacje i powodzenia w tworzeniu urywającego sempiternę finału ;)

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.