środa, 10 września 2014

Po przerwie

Dawno mnie nie było. Przygód miałem więcej niż Indiana Jones, ale niestety mniej malownicze były i żadnych skarbów nie wygmerałem nigdzie. A szkoda...

Moja odyseja, w czasie której starałem się odwiedzać kolejnych lekarzy, rozbiła się o kilka raf. Przyjemna rafa to moja pani doktor pierwszego kontaktu, która skutecznie przekonywała mnie, że wszystkie (albo większość) z moich dolegliwości mają podłoże nerwowe. Uf, dziękuję pani doktor, bo już zacząłem siwieć. Serio, zdobyłem kilka siwych włosów na mojej bujnej czuprynie.

Inna rafa była już mniej sympatyczna. Chciałem, jak co roku, iść na kontrolę do szpitala onkologicznego. Tak, miałem kiedyś przygody w ten deseń, więc co jedno okrążenie Słońca wokół Ziemi, chodziłem się badać. Przez wiele lat można było po prostu wejść z ulicy, zarejestrować się i już. A teraz? Dzwonię, a okazuje się, że najbliższy możliwy termin przypada na styczeń. Bez komentarza.

Trzecia rafa - zapisałem się na badanie USG w miejscowym ośrodku zdrowia. Konkretnie. Na 9 rano. 45 minut później miałem lekcje, więc zależało mi na konkretnej i w miarę wczesnej godzinie. Przychodzę 8:55. Okazuje się, że... jestem za wcześnie, przede mną jeszcze jeden pacjent, pani doktor przyjechała później, więc wszystko się przesunęło. 

Jak się wkurzyłem! Nic, absolutnie nic nie można w Polsce załatwić na daną godzinę. Nie po to umawiam się na taką a nie inną, by potem gnić w poczekalni i dzwonić do szkoły, że się spóźnię, bo pani doktor nie przyjechała na czas.

No wściekłem się i już.  

Na froncie szkoły jest też wesoło. Już pierwsze objawy zdartego gardła zaliczyłem. Ledwie w domu mogę mówić, gdy wcześniej przez bitą godzinę tłumaczyłem (skutecznie mam nadzieję) klasie, czym jest platońska filozofia Idei. Mojej klasie, osobistej, tłumaczyłem. Mili są i sporo się odzywają. Szczęściem, sensownie.

Za to wpadłem na rewolucyjny pomysł metodyczny. Muszę sobie zmajstrować koszulkę. Zwykłą koszulkę, która na plecach będzie miała nadrukowane istotne przedmiotowe treści. na przykład "Rodzaje narracji", "Podział środków stylistycznych", "Najważniejsze gatunki romantyczne."

Pisać będę na tablicy, a z moich pleców popłynie strumień informacji. 

Muszę tylko trochę przyłożyć się do kształtowania górnych partii mięśni - więcej się materiału zmieści.

I na koniec rodzynek - uczeń omawiając wiersz Tuwima "Wiosna. Dytyramb" zamiast określenia "choroby weneryczne" użył sformułowania "choroby wegetatywne."

I tym chorobowym akcentem kończę, tak jak zacząłem zresztą...

13 komentarzy:

  1. Ty się mnie słuchaj! Zaoszczędzisz czas i pieniądze! ;)
    Z chorobowym pozdrowieniem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, Ty to masz jednak ten dar przekonywania. Przekonałaś mnie, żem zdrów i pstryk! Przeszło.

      dzięki.

      Usuń
  2. Koszulka z napisami to rzeczywiście bardzo sensowny pomysł dydaktyczny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Welcome back! Dobrze, że jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedziałem, że wrócisz :)
    Dam komentarz do Twojej przygódki z USG. Otóż trzeba być niepoprawnym optymistą, żeby zakładać, że załatwisz wszytko w czasie poniżej 45 minut i jeszcze zdążysz do szkoły. Tak by się chciało, ale tak nie jest, co już powinieneś wiedzieć.

    Pomysł z koszulką fajny, tylko żeby ta informacja była choć trochę ciekawa, wiesz, a nie rodzaje narracji (o matko!). Takie smęty to kiedyś się wieszało na ścianach w klasie. Teraz nie? A jakby tak przygotować koszulki z nazwiskami autorów i tytułami książek wartych przeczytania? Takie działanie na podświadomość. Po lekcjach uczeń idzie do biblioteki i mówi: Idiotę proszę. No, ale Ty nie doceniasz Dostojewskiego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ove, z tym Dostojewskim to nieporozumienie. Ja go bardzo DOCENIAM, ale go nie lubię. Taka drobna różnica.

      Usuń
    2. Niektóre tytuły mogłyby nieść zbyt duży ładunek informacji, Ove... ;-)

      Usuń
    3. Kalino...
      Nie szukaj drugich den! I tytuły byłyby zawsze z autorami, żeby nie było... no :)

      Usuń
    4. Tomku,
      Widocznie doceniasz go wyłącznie z zawodowego obowiązku i pod przymusem. Inaczej byś także lubił :)

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. Doceniam go tak samo, jak doceniam Tomasza Manna na przykład. Wiem, że wielki, ale nie trafia do mnie. I już.I nie z obowiązku nauczyciela, ale z obowiązku kulturalnego człowieka.

      pzdr

      Usuń
  5. Na pierwszą wizytę u ortodonty dziecięcego moja córka czekała 1,5 roku... Niezadowolenie z powodu terminu styczniowego uważam za nieeleganckie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Kalino, niewychowana ze mnie kanalia...

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.