sobota, 13 września 2014

Eksplozja w Sparcie

Od miesiąca nie mamy kuchni.

Tak, to prawda. Miesiąc temu wynieśliśmy z kuchni wszystkie meble, bo liczyliśmy, że jeszcze w wakacje uda się przeprowadzić głębinowy remont tego najważniejszego pomieszczenia w całym domu. 

Wynieśliśmy meble, zlew, kuchenkę gazową. Wszystko wylądowało na tarasie. 

W salonie złożona została nowa kuchnia. W 99 paczkach leży. Od miesiąca mniej więcej. 

W korytarzu mamy stół, na którym jest WSZYSTKO, co niezbędne do kulinarnego funkcjonowania. Do kontaktu podpięty czajnik i mikroskopijna kuchenka turystyczna.

Na szczęście w pomieszczeniu gospodarczym obok domu (brzmi dziwnie) mamy kuchenkę gazową podłączoną do butli gazowej. Tam jakoś gotujemy dania obiadowe. Lodówka w garażu.

Warunki spartańskie w praktyce.

W tych warunkach takie oto wydarzenie. Dzisiejsze śniadanie. Siedzimy przy stole kuchennym w korytarzu. Żona mówi:

- Coś mi się wydaje, że te soki co tu stoją, to już chyba trzeba będzie wylać. Pewnie sfermentowały już.

Sprawdzę, myślę sobie i wyciągam rękę, by sprawę zbadać, a tu nagle...

PUFFFFFFFF!!!

Głośny wystrzał i rozbryzg czegoś czerwonego w powietrzu. Tuż obok mnie. Okulary mam w czerwonych cętkach. Bluza tak samo. Pół stołu obryzgana. Jedna ściana. Druga ściana. Obie w zeszłym roku pomalowane. Na biało.

Eksplodował sos Jalapeño. Czerwony. Pikantny.


Sceneria rodem z filmu o polowaniu na seryjnego mordercę. W naszej kuchni. To znaczy w korytarzu...

2 komentarze:

  1. Także, już wicie co po kuchni trzeba będzie pomalować:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomalujcie następny raz na czerwono.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.