czwartek, 21 sierpnia 2014

Werter, mój człowiek

Wiem, dobrze wiem, że "Cierpienia młodego Wertera" są jedną z najbardziej nielubianych lektur szkolnych. Pokolenia całe musiały czytać o przygodach aspołecznego, nadwrażliwego, smętnego młodzieńca, któremu niemal wszyscy czytelnicy życzyli śmierci od pierwszego wejrzenia.

Ja jednak nie znajduję mi bliższego bohatera. Nie, nie chodzi o romantyczną fatalną miłość, platoniczną, chorą, pozbawioną szans na realizację. (Chociaż sam takową w liceum i na studiach przetrawiłem i powiedziałem sobie "Nigdy więcej!").

Chodzi o coś więcej. 

W jakimś mądrzejszym omówieniu książki znalazłem zgrabną metaforę, która opisuje/tłumaczy przyczyny samobójstwa Wertera. "Odwaga rezygnacji." Za każdym razem, gdy pytam uczniów, jak rozumieją te słowa, padają słowa oskarżające Wertera o tchórzostwo.

- On nie powinien rezygnować ze swej miłości!
- Powinien znaleźć inną!
- Powinien olać swoich pracodawców!
- Mieć w nosie to, co myślą o nim inni!
- Poddają się tylko najsłabsi!

Taką oto litanię można usłyszeć za każdym razem. A ja wtedy wiem, że Werter miał jednak rację. Czasem największą odwagą, najsłuszniejszą drogą, jest rezygnacja z tego, o co się walczyło wcześniej do upadłego.

Nie, nie chodzi o popełnianie samobójstwa za każdym razem, gdy coś nam w życiu nie wychodzi. Chodzi o pokorę w stosunku do rzeczywistości, o szanowanie samego siebie, o odmowę wzięcia udziału w wyścigu...

Jak mnie znacie, kochani, to wiecie, że nigdy nie piszę takich teoretycznych blubrów bez jakiegoś podczepienia do życia. Mojego, osobniczego...

A więc co mnie strzeliło? Przeglądam internety, strony poświęcone pisarstwu, pisaniu, czytaniu i... Cóż, czuję, że już nie chcę. Już to nie moje. Nigdy nie będzie. Jeśli setki, tysiące osób, aspirujących do bycia pisarzem. Dziesiątki stron autorów, którzy marzą, fantazjują, mają niemal perwersyjne życzenia związane z pisaniem książek... Targowisko próżności, samozadowolenia, miłości własnej, rozbuchanych fantazji...

Wybaczcie emocjonalny wpis, ale po kolejnej podesłanej na skrzynkę mailową prośbie o recenzję "młodego zapowiadającego się autora", po kolejnym kontakcie z książką beznadzieją, w którą "autor włożył całe serce, by opisać trud dojrzewania i wchodzenia w życie społeczne", mam dosyć. 

I jeżeli sam też wzdychałem do bogini Fortuny, by zesłała mi wenę, życzliwego wydawcę i grono licznych czytelników, teraz powoli zaczynam się z tych westchnień wycofywać.

Zatem - czy chcesz zrezygnować ze swojego największego marzenia, bo inni marzą o tym samym?

Tak! Po stokroć tak!

Podobnie rzecz się ma z blogowaniem. Dziś jeśli nie zdajesz relacji z żywota swego na blogu. Jeśli nie polecasz, nie doradzasz, nie reklamujesz się, nie wygłaszasz głupkowatych opinii (mądrzejszych jeszcze wyrobić sobie nie umiesz), nie istniejesz w social mediach.  

Pal sześć, gdy piszesz o życiu, swoim, osobistym, prywatnym folwarku, którym zarządzasz tylko ty. Gorzej, gdy blog staje się nieznośnym, pretensjonalnym narzędziem służącym autopromocji. To gorsze, o wiele, od ekshibicjonizmu lub narcyzmu wszelkiej maści.

Zatem - czy chcesz zrezygnować z pisania bloga, bo inni też piszą?

...

9 komentarzy:

  1. Też o tym ostatnio myślałam, ha!
    Właśnie o tym, że nie umiem przepchać się łokciami wśród migoczącego światłem i kolorami tłumu. Ale wiesz co, nie wszyscy wchodzą na ten sam szczyt. Jest ich bardzo wiele. Krzykacze może wchodzą tylko na Gubałówkę. Ci, co wyżej, mają trudniej i sapią po cichu. Tez sobie to mówię ;)
    Jednakże na świecie jest niezliczona ilość gór i wzniesień. Pomyśl o tym i nie rezygnuj. Z niczego. I jeszcze jedno - to, że siedzimy tu cicho, nie znaczy, że nas nie ma. A to, że nie każdy zostawia komentarz, nie oznacza, że go to nie obchodzi. Czasami jest wręcz odwrotnie. Rób co do Ciebie należy i co Ci w duszy gra.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zrezygnować zawsze można, i to z honorem. Ale trzeba też umieć zrezygnować ze zrezygnowania. Też z honorem ;-) Wydaje mi się, że jak ktoś ma napęd atomowy w głowie do pisania i pisze, bo to lubi, to żadna rezygnacja mu nie pomoże... Mam nadzieję, Bosy, że za jakiś czas dasz znać, że się z pisaniem przeprosiłeś... :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Był taki film "Jakobowsky i pułkownik". Tam dochodzi do momentu, że oficer chce popełnić samobójstwo, oczywiści honorowe, bo przecież oficer powinien z honorem zginąć. Na co Jakobowsky: - a, nie lepiej z tym honorem żyć?
    I to trzeba gdzieś zaistnieć, nie można tego robić dla siebie (i być może dla kilku dziwaków) i własnej przyjemności?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ot właśnie, popieram fprefect. To, że wszyscy coś robią i to Ci się nie podoba, od razu znaczy, że Ty masz nie robić tego, co kochasz, lubisz? To trochę dziecinne, nie uważasz :P Jeśli w ten sposób myślisz, to może tak naprawdę nie lubisz tego, co robisz? Może wystarczy obchodzić łukiem te kółeczka wzajemnej adoracji, może coś na jakiś czas odłożyć, poszukać nowych wyzwań, marzeń, a później wrócić do poprzednich i zweryfikować, czy to są rzeczywiście marzenia, czy tylko wyobrażenia?

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytaj powyższe komentarze, Bosy, bo dobre są. Nie wiem, co Ci jest, tylko widzę, że coś niedobrze. Upały minęły, więc to nie słońce przygrzało... W każdym razie Werner był idiotą, a to, że coś robi wielu ludzi, jako argument przeciw robieniu tego czegoś, nie ma znaczenia. Należy robić to, co sprawia przyjemność. Nie należy tylko robić tego, co w sposób oczywisty nie wychodzi i wychodzić nie będzie. I ostatecznie: zawsze lepiej żałować nieudanych działań niż zaniechań.

    OdpowiedzUsuń
  6. Werner to znaczy Werter. Von Braun był geniuszem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bosy, odezwij się, bo nas już tu nogi trochę bolą!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochani, odpowiem zbiorowo.

    Mam kryzys pewny formuły. Pomysłu na ten blog, na pisanie obok, na robienie czegokolwiek oprócz pracy zawodowej i bycia mężem/tatą.

    Wasze rady są cenne.

    Punktujecie mnie precyzyjnie.

    Pewnie, jak to już bywało, przejdzie mi. Ale komuś/gdzieś żale wylać "internetowe" musiałem.

    Padło na Was. Wybaczcie...

    Pozdrawiam i do przeczytania niebawem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz wybaczone, a co do pomysłu, to kontynuuj stary, mnie się podoba, jak noga podroba.

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.