środa, 13 sierpnia 2014

Kolaże nadbałyckie

O czymże dumać na bałtyckiej plaży,

skoro piąty rok z rzędu na niej słońce nas praży?

Wybaczcie ten rymowany wstępniak, ale nie dało się inaczej. Zainspirował mnie pewien sprzedawca kursujący regularnie po plaży i wołający: NALEŚNIKI WIELKIE JAK BYKI!

A skoro już jedzenie i plaża... Taki obrazek. Młoda mama, nawet kształty wzbudzające zainteresowanie, woła swojego synka. Chłopiec ma około pięciu lat.

- Chodź, no chodź na chipsa!!!

I wyciąga z torby całą paczkę Lay's... 

Może nie mam (już) kształtów greckiego boga ( a jeśli tak, to do Dionizosa mi najbliżej), to jednak uważam, że karmienie dzieciaków chipsami jest absolutnie karygodne. Dziwić się potem, że polskie pociechy należą do najszybciej tyjących w Europie? Zdziwienia zero, jak to mawiał mój kolega, gdy wychodził z kolejnego egzaminu z kolejną oceną niedostateczną.

A idąc w stronę wychowania - taki sen miałem. Autentyczny. 

Mam przed sobą książkę o ojcostwie. Książka poważna. Naukowa. Psychologia i tego typu gusła. Otwieram na przypadkowej stronie i czytam passus o roli ojca w... "Tytusie, Romku i A'Tomku." 

Żałuję, że sen trwał tak krótko... 

Z tak pięknego snu szybko budzi szpetota nadbałtyckich bud, straganów, tras spacerowych. Wiecie, o czym mówię - tryliony i tony obrzydliwych pamiątek, zabawek, dupereli, które nijak mają się do tego, czym miasto nad morzem powinno być. Kilometry kwadratowe obrzydliwych banerów, reklam, ogłoszeń...

I mój pomysł, nieco faszystowski, przyznaję, ale myślę, że w ciągu jednego sezonu problem by się rozwiązał. Zabroniłbym nad Bałtykiem handlu towarami, które nie są związane z regionem i nie zostały wyprodukowane w regionie. Koniec. 

Dyktator przemówił. I żadnego biadolenia o wolnym rynku i tego typu zabobonach.

A co sądzicie o tym cudzie? 


Park miniatur w Niechorzu. Latarnie morskie, okręt podwodny jeden i okręt nawodny drugi. W tle, za mną, miniaturowa replika katedry z Kamienia Pomorskiego. Z katedry dochodzą nawet miniaturowe dźwięki zapewne miniaturowych organów.

Padłem obok, leżę sobie jak Guliwer w tej krainie niedorzeczności... Wyobraźcie sobie, że odwiedzony przez nas park miniatur dumie głosi następującą nowinę: "Postawiliśmy trzy nowe repliki zbudowane za łączną sumę 600 000 złotych!"

Nie wiem, ale przyjmując nawet najprostszą metodę dzielenia przez trzy tej bajońskiej sumy, to i tak nam wyjdzie, że katedra, obok której spoczywam, postawiona została za około 200 000 złotych! 

Nie chcę marudzić, bo może nie czuję tych klimatów i w ogóle jakiś dziwny jestem, ale za dwieście baniek to ładne mieszkanie można kupić, wspomóc kogoś czymś a nie stawiać miniaturową katedrę z której wybuchają organowe akordy?

Nie wiem. 

I z tą niepewnością kładę się spać. Nie pisałem na komputerze od tygodnia i wszystko mnie boli.

Dobrej nocy.

6 komentarzy:

  1. o to to! precz z bananami, precz z francuskim winem.
    kto te parki miniatur utrzymuje, że tak radośnie powstają?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samorządy się rzucają na takie coś. Jak nie aquapark, to park miniatur.

      Ech...

      Usuń
  2. gdyby te sprzedawane w budo-straganach "cudeńka" były chociaż produkowane w Polsce, to już byłoby wspaniale...

    OdpowiedzUsuń
  3. Może ten park miniatur to pralnia pieniędzy?
    Czy Ty masz, nie daj Bóg, bródkę???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ove, wyglądam nieco jak demoniczny Czesław Miłosz pod koniec życia, gdy bródkę właśnie miał.

      A ten park miniatur to wygląda jak kolosalna i baaardzo droga zabawka miejscowego samorządu. Nie mój gust. Nie.

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.