piątek, 4 lipca 2014

Zły harmonogram

Jaki koń boży byłem taki jestem. 

Sprawdzam ostatnio w Internetach, kiedy wywożą śmieci z naszej ulicy. Śmieci posortowane, posegregowane jak ustawa nakazuje (chociaż sortować nienawidzę). Mam - 3 lipca. Ok, myślę sobie, rano wystawię, bo i tak mnie dzieci o 6:00 budzą, więc zdążę. 

Budzę się. Ubieram w jakieś zgrzebne lumpy i lecę po worki wypełnione makulaturą, plastikiem, szkłem. Wystawiam to wszystko przed bramę i cały zadowolony idę w miasto po świeże bułki, jakieś mięsko na kanapki i ser. Ale coś mi nie gra, coś mi nie pasuje... Jeszcze nie wiem co.

Wracam po 20 minutach do domu. 

- Kubły wystawiłeś? - pyta Żona.

- Segregowane wystawiłem...

- Ale dziś też zwykłe, z kubłów, zabierają.

No ładnie. Wybiegam na ulicę. Patrzę, a wszystkie kubły sąsiadów puste. "O w mordę misia!" - myślę subtelnie i przeklinam własną głupotę.

Puszczam się w pogoń za śmieciarką i po 10 minutach doganiam ją.

- Będziecie panowie jeszcze przejeżdżać (nazwa mojej ulicy)?

Gruby jegomość w jaskrawym kombinezonie analizuje i analizuje sytuację, by stwierdzić, że mam wystawić kubły na ulicę Poznańską, bo tamtędy jeszcze dziś nie jechali. Ok, nie stać mnie na komfort czekania dwóch kolejnych tygodni z niewyrzuconymi śmieciami.

Chcąc, nie chcą idę po dwa ciężkie, wypchane do granic możliwości kubły. Wlokę więc jeden po drugim przez kilkaset metrów po wyboistych chodnikach,  przechodzę przez ulicę, przeciskam się przez rozryte remontem rynku okopy. Wyglądam zaiste komicznie. Jak z czeskiego filmu. Lub z jakiejś nieudanej etiudy Polańskiego - zamiast "Dwóch ludzi z szafą" "Człowiek z dwoma kubłami."

Szczególnie dramatycznie wyglądałem na tle ogromnego krzyża, który wisi na pobliskim budynku. Tu potężny uniwersalny symbol, pod spodem ja - baran, który źle sprawdził harmonogram wywozu śmieci.


Morału tradycyjnie się nie spodziewajcie. A może jeden, malutki - firma, która nam remontuje rynek i okolice, firma, która rozgrzebała całe malutkie centrum mojej mieścinki i zmusiła autobusy, by zatrzymywały się dokładnie przed moimi oknami...

A więc ta firma zbankrutowała i szykuje się kolejny przetarg, który ma wyłonić kogoś, kto domknie prace.

Polska.

4 komentarze:

  1. gdybym zobaczyła taki obrazek, pomyślałabym: to u nas już nawet śmieci kradną?! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce wszystko jest możliwe. Oprócz notorycznej normalności.

      pzdr

      Usuń
  2. Żenada. Ku...a, jakich czasów dożyliśmy, żeby człowiek biegł za śmieciarką i prosił o łaskę, a następnie w drodze tejże łaski popierdalał z kubłami na następną ulicę. Przypomina mi się skecz z czasów PRL, Kobuszewski, Michnikowski i Gołas, o hydrauliku i kliencie, któremu pękła rurka przy zlewie.
    Mówisz, że to Twoja głupota? Ja tak nie myślę. Głupie jest to, że z tymi kubłami zaiwaniałeś. To nie jest normalny kraj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ove, Ty mnie do pionu stawiasz. Racja, mogłem się spierać, a tu wyszło ze mnie poczucie niższości względem śmieciarzy...

      Ech...

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.