środa, 16 lipca 2014

Mroczna sekwencja

Nie umiem, no nie umiem obojętnie przejść obok dziecka, któremu rodzice na chrzcie dość oryginalne imię nadali. Nie najlepiej to o mnie świadczy. Jakiś taki mało tolerancyjny wobec gustów rodaków jestem. Nie bijcie, ale już tak mam...

Nic dziwnego więc, że dziś, gdy byliśmy z dzieciakami nad jeziorem i usłyszałem głos wołającej z pomostu matki: "Lorenzo! Lorenzo!!", zamurowało mnie. Wypatrzyłem młodego Lorenzo i zacząłem się zastanawiać, jaką fantazję trzeba mieć, jakie filmy oglądać, by tak dać na imię chłopcu.

Jednak pokarało mnie. Błyskawicznie, powiedziałbym... Matka Lorenza zaczęła nagle wygłaszać jakąś rozbudowaną, pełną wykrzykników tyradę po... francusku! Wstyd mi się zrobiło. Może we Francji to imię jest równie naturalne jak nasz nie przymierzając Norbert czy Miłosz? Ech, głupi ja, głupi i ciemny. 

Młody Lorenzo, sześciolatek (sądząc po wyglądzie i budowie ciała), nie był jednak najgrzeczniejszym synkiem swojej mamusi. Woła go i woła kobieta, a ten siedzi w wodzie i ani myśli wychodzić na brzeg. W końcu matka sięga po najostrzejszą broń, jaką mają do dyspozycji rodzice. 

Zaczyna liczyć do trzech:

UN! DEUX!! TROIS!!!

Przy trzech chłopak już stał obok mamy, która skończywszy liczyć, kontynuowała niezrozumiałą dla mnie tyradę. 

Zaśmiałem się w duchu. My też liczymy. I też się sprawdza, przynajmniej w przypadku Tymka ("Mama! Nie licz! Nie licz!"). Następujące po sobie liczby niosą jakąś mroczną zapowiedź przyszłych kar, przynajmniej konsekwencji. A najlepsze jest to, że ten sposób przywoływania do porządku wydaje się być skutecznym i jawi się jako...hmmm... ponadnarodowy?

Ludzie na całym świecie, jak się uwalą na łące, żują źdźbła trawy. Jak siądą nad rzeką, wrzucają do niej coś, by porwał to jej leniwy nurt. Gdy siedzą przy ogniu, lubią w nim grzebać kijami. Taki zestaw uniwersalnych człowieczych, automatycznych niemal zachowań mi się zebrał. 

Dodaję teraz do niego liczenie do trzech, by uspokoić dziecko.

Dodam jeszcze, że powiedzonko o kimś, kto do trzech zliczyć nie umie, nabiera nowego wymiaru. 

Będzie miał kłopoty z dyscyplinowaniem dzieciaków.

5 komentarzy:

  1. Ej, przecież to śliczne imię :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Imię śliczne, ale włoskie, prawda? Czyli jednak coś nie pasuje. Powinna mu dać Ławrientij ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Coraz więcej takich egzotycznych imion. Polki - emigrantki, często wychodzą za mąż za cudzoziemców i muszą kombinować jak tu nazwać dziecko, żeby wszyscy dziadkowie nie połamali sobie języków.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wawrzek, po prostu Wawrzek, a nie żaden Lorenzo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Halo, mój praprapradziadek (z ilością pra mogłam się pomylić) był Lorentz. Więc jakie śmieszne imię?! :D

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.