poniedziałek, 9 czerwca 2014

Sobowtórzyć

Rano spojrzenie na termometr wystarczy, by przewidzieć całą ponurą resztę. Rano, raniutko mieliśmy stopni 20! Reszta dnia spędzona w grubych murach szkoły nie pozwoliła za bardzo odczuć upału, od którego miękł asfalt. No, może troszkę hiperbolizuję, ale było okrutnie gorąco.

O dziwo, w taki upał dobrze wchodzi mi kawa. Nie wiem, ale nie przeszkadza mi jej temperatura, smolistość, gorycz. Rano sobie zrobiłem. W pokoju nauczycielskim. Nie zdążyłem wypić przed lekcją, więc bezceremonialnie idę z filiżanką do klasy. Stawiam w otwartym oknie. Niech stygnie, myślę sobie.

Po pięciu minutach niezidentyfikowany przeciąg domknął okno, przechylił filiżankę i już miałem jej połowę mniej. Grrrr... - zawarczałem, bo nie tak miała wyglądać poranna kawa, więc stawiam w oknie doniczkę z rośliną jakąś. Generalnie roślin doniczkowych nie żal mi w żadnej sytuacji, mogą więc służyć jako odbojniki trzaskających okien.

Zemściło się. Kolejny powiem nie wiadomo skąd przesunął zbyt lekką doniczką i ta spadła na podłogę. 

Gdybym miał jeszcze jedną lekcję w tej sali, z pewnością za sprawą mojej nieporadności zleciałaby tablica, runęłyby rolety i pękłby blat biurka, na którym mam zwyczaj siadać. Taki początek dnia.

Na innej lekcji jedna dziewczyna mnie pyta:

- Była pan wczoraj na dniach naszego miasta?

- No coś ty?! - oburzyłem się - wczoraj było tak gorąco, że ledwie się czołgałem między lodówką a dywanem, na którym leżałem.

- Głowę bym dała, że to był pan. W białej koszuli. Już miałam "dzień dobry" powiedzieć, ale jakoś tak...

- Wiesz, "dzień dobry" to powiedzieć można zawsze. Nic się nie stanie przecież.

No i przypomniałem sobie, jak na własne oczy widziałem swojego sobowtóra. Przerażające. Zwłaszcza, że był to sobowtór "cofnięty w czasie." Patrzyłem wytrzeszczonymi gałami na dzieciaka, który wyglądał identycznie jak ja, gdy miałem 10-12 lat. Powalające podobieństwo. Długo nie mogłem się otrząsnąć. I zacząłem się zastanawiać, na ile jest do mnie podobny wewnętrznie. Na ile podobne losy go czekają? Ile tożsamych z moimi błędów popełni?

Popołudniem coś się na niebie zaczynało dziać. Błękit, taki przetarty dżins, zaczął zabarwiać się na szaro, potem na granatowo. Powiał wiatr. Ptaki obniżyły swoje pętle. Burza będzie, pomyślałem z nadzieją. I tak było. Ulga, jaką przynosi deszcz, wiatr, grzmoty, pomruki... 

Powietrze wpuszczam do domu, chociaż teściowa woła: "Pozamykajcie okna, pozamykajcie!" Ja, na przekór, otwieram jedno i wdycham, oddycham... (Mój Ojciec przyłączyłby się do tych burzowych napomnień. ZAWSZE, gdy burza szamotała się na niebie, wołał: "Nie stójcie w oknach! Nie stójcie w oknach!")

Już przyjemnie.

9 komentarzy:

  1. Z tymi sobowtórami to dziwna sprawa. Jakiś czas temu, całkiem przypadkiem, znalazłem w necie zdjęcie gościa, który wygląda dokładnie tak samo jak ja. Identyczny. Nawet czesze się tak samo, brodę ma w tym samym odcieniu i okulary nosi podobne. Niesamowite. Pierwsza myśl była taka: co ja robię w tych Googlach? Powiększyłem, przyjrzałem się - jednak nie ja. Ale taki sam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, czy "taki sam" ogranicza się do podobieństwa fizycznego? Na ile to podobieństwo odciska się na wnętrzu? Hmmm

      Miałem kiedyś na uczelni profesora, który wyglądał jak pewien zawodowy zapaśnik amerykański, wrestler. Zapaśnik miał ringowy pseudonim "Bestia" i za każdym razem, gdy miałem mieć zajęcia z rzeczonym profesorem, miałem wrażenie, że na zajęcia przyjdzie w kolorowym trykocie i zacznie nami rzucać o ściany.

      pzdr

      Usuń
    2. Ciekawe, może to mój 'zły brat bliźniak' ;-) Chociaż wygląd baaardzo sympatycznie :-)

      Usuń
  2. To ciekawe.. U nas też dzisiaj same kataklizmy się wydarzały... Nastepnym razem, gdy będziesz miał taki dzień, Bosy, daj znać! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ jesteś wypadkowy :) Będę to miała na względzie, kiedy przyjdzie nam, być może, wypić kawkę. Ubiorę się wtedy na czarno, bo wiadomo, że na czarnym plam nie widać. Nie będziesz miał może takich wyrzutów sumienia.
    Widziałam swojego czasu fotografie sobowtórów (co za dziwny wyraz, dwa razy sprawdziłam, czy nie ma w nim błędu i o dziwo, nie, hm. Zresztą każdy wyraz obracany kilka razy w głowie nabiera cech bezsensu i niezrozumiałości, taka afazja na zawołanie. Masz tak?) Sobowtórów pochodzących z różnych krajów nawet chyba.Znajdowała je fotograf/ka, tylko nie pomnę nazwiska ani szczegółów. Zdjęcia artistik, warto poszperać, może IK coś wie na ten temat.
    Mój Małż jest identyczny jak Twoja teściowa- zamykać okna! Barykadę wznośmy, bo burza idzie! A ja otwieram :) Odwieczny, dośmiertny konflikt interesów :)
    PS
    Prosz!. Jak od razu post urósł po deszczu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam! Jestem boska :)
      http://www.kimono.pl/Kazdy-ma-swojego-sobowtora-NIEZWYKLE-ZDJECIA-NIESPOKREWNIONYCH-ZE-SOBABRACI-I-SIOSTR-s4992

      Usuń
    2. Ech, jak się (mam nadzieję) spotkamy, to faktycznie w ochraniacze trzeba będzie zorganizować. Dla mnie na pewno śliniak lub nawet fartuch, bo na pewno się upaprzę czymś, poleję. A im bardziej chcę być elegancki i "wersalski", tym mnie się to wszystko udaje.

      pzdr

      Usuń
  4. Jako małolata posiadałam w Gdyni sobowtórkę. Identyczną!

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.