sobota, 7 czerwca 2014

Sobota, bezimienna

Rano Córa była niemiłosiernie "tatowa." Wciąż tylko powtarzała "tatonerku, tatonerku" (taki jej neologizm), chodziła za mną i domagała się noszenia na rękach. Ok, w to mi graj, bo ja tam czuły tatuś jestem, ale musiałem od rana załatwić zmianę opon z zimowych na letnie, miałem zakupy porobić przed czekającą jutro Polskę tragedią narodową (z racji święta zamknięte będą sklepy wielkopowierzchniowe), więc nie mogłem sobie pozwolić na przeciągające się czułości...

Na szczęście wczoraj Żona wybrała się do Dużego Miasta w poszukiwaniu sandałów. Nie kupiła. Wróciła za to z śliczną sukienką dla Kaliny. No więc przynoszę Córce sukieneczkę. W kwiatki, falbaniastą. 

Oczy jej się zrobiły okrągłe z zachwytu. A jej pierwsze słowa (Kaliny, nie sukienki) brzmiały:

- Ale się koleżanki w przedszkolu zdziwią...

Autentyk. 

W tle mamy Opole i festiwal piosenki polskiej. Oj, dobrze mi się kojarzy to wydarzenie "artystyczne." Nie, nie chodzi o poziom imprezy, bo ten jest od lat przewidywalny - niski, ewentualnie średni... Opole to czerwiec, czerwiec to wakacje, wakacje to...i tutaj wstawmy sobie wszystkie określenia oznaczające euforię.

Cóż, no istnieje jeszcze jedno niezbyt miłe wspomnienie z Opolem związane. Na trzecim roku studiów za bardzo pofolgowałem sobie na studiach i miałem poważne obawy, czy zdam egzamin z literatury pozytywizmu i Młodej Polski w wiosenno-letnim terminie. Do tego stopnia byłem pewny porażki, że zdecydowałem się... oblać egzamin. Nie mogłem egzaminu po prostu przełożyć. Egzaminator był bezlitosny dla tych, którzy sobie cokolwiek przekładali na wrzesień. Wolałem nie zdać. Uczciwie nie zdać.

Moim jedynym zadaniem było przekonanie egzaminatora, że nie umiem TYLKO I WYŁĄCZNIE tego, o co mnie zapyta. Całą resztę umiem doskonale, ale akurat te trzy, przypadkowe pytania, mnie pogrążają... No cóż, pech, więc widzimy się we wrześniu, tak, panie profesorze?

Ech, udało się nie zdać. Oj, udało się. 

A kiedy przygotowany stawiłem się we wrześniu, dostałem taki zestaw pytań, że myślałem, że się popłaczę. Egzamin był koszmarny. Do samego końca nie wiedziałem, czy moje odpowiedzi były wystarczające, by dostać chociaż ocenę dostateczną... Jak bum cyk! Nie wiedziałem. 

W indeksie pojawiło się wymarzone 3. Profesor wpisując ocenę, spojrzał na mnie przecierając okulary i z szelmowskim uśmiechem zapytał: 

- Było groźnie, co?

No było.

Pogoda dziś piękna. Ciepło, upał łagodzą lekkie powiewy wiatru. Grillujemy. Ja, ogniomistrz, bawię się w walkę o ogień i przy pomocy naprawdę skromnych środków rozpalam resztkę węgla drzewnego. 

Zadymiłem się fest. Ponoć proces wędzenia sprzyja konserwacji mięsa. Nie dziwmy się więc, że ludzi dają mi mniej lat niż mam w rzeczywistości...



6 komentarzy:

  1. Opola (ani żadnego innego festiwalu w naszej TV) nie oglądam, bo załamać się idzie...i nie wiem czemu, ale mam dziwne wrażenie, że tam ZAWSZE musi być jakiś jubileusz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okrągła, 31 rocznic, jak to mówią...

      ;-)

      pzdr

      Usuń
  2. Mnie jakoś nie biorą festiwale, prócz jednego, które miało miejsce latem. Pamiętam, bo zawsze oglądaliśmy go w telewizorku Junost' na działce. Ale co to mogło być? Hmmm
    Ale jedno co dobre, to "Spotkanie z balladą" :)
    Córeczka Tatusia mnie położyła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Spotkanie z balladą" to dla mnie przede wszystkim przaśne skecze z Kopydłowa, które w jakiś tam perwersyjny sposób nawet lubię.

      Pzdr

      Usuń
  3. To już w przedszkolu się zaczynają "wyścigi"?!
    O rany!
    Pozdrawiam ciepło
    -g.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyścigi? Chyba nie. Raczej z mojej Córy powoli wychodzą typowo kobiece cechy charakteru. Na złość wyznawcom genderowych pierdół, moja Kalina potwierdza, że NIE UCZONA w domu pewnych zachowań, zachowuje się tak, jak podpowiada jej płeć biologiczna.

      pzdr

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.