piątek, 6 czerwca 2014

Serio? Ale na serio?

Uwielbiam ten moment, gdy mogę z rozgarniętymi uczniami porozmawiać o moich ukochanych awangardowych rewolucjonistach z początków XX wieku. Nie wspominam nawet o tym, że gdybym miał możliwość, to mógłbym natychmiast spakować manatki i przenieść się w czasie do takiego Paryża, gdy tacy kubiści na spółkę z dadaistami i surrealistami wyzwalali sztukę z kajdan mieszczańskich gustów i przyzwyczajeń. 

Nie, nawet bez wchodzenia w moje prywatne fascynacje i obsesje można znaleźć i zauroczyć innych tym szaleństwem, odwagą i nieprzewidywalnością awangardy.

Wpadłem na niecny plan - zaprezentuję w klasie jakieś surrealistyczne dzieło. Filmowe, bo film wyjątkowo dobrze służy nadrealizmowi. Z początku chciałem pokazać "Psa andaluzyjskiego" Bunuela. Klasyk niemożliwy. Jeden z największych skandali w historii kina. Po jego pokazie zdemolowano salę kinową. Film-choroba, film-policzek wymierzony w przyzwyczajenia i banalne gusty. 

Jednak "Pies..." trwa tylko 15 minut i szybko może rozpłynąć się w przygnębiająco realnej klasopracowni. Dlatego wymyśliłem sobie ostatnie istotne dzieło hiszpańskiego reżysera - "Widmo wolności." Genialny wielki ponury i wstrząsająco śmieszny obraz.

No bo cóż napisać o filmie, który zaczyna się sceną rozstrzelania jeńców wojennych przez żołnierzy napoleońskich. Jeden z nieszczęśników na chwilę przed śmiercią krzyczy: "Precz z wolnością!" Wszystko postawiono na głowie, świat zamienia się w jeden wirujący strumień sprzecznych sygnałów, niby pękamy ze śmiechu, ale zastanawia nas, dlaczego to w ogóle ma prawo śmieszyć?  

Miałem sporą satysfakcję, gdy regularnie klasę wypełniały niemal okrzyki "Serio? Serio?", które odczytywałem jako wyraz bezmiernego zdumienia na widok tego, co im pokazałem. Tak, Bunuel się nie zestarzał. Wciąż drażni. Jest cyniczny i zrywa maski. Burzy nasz przyzwyczajenia.

Wolność jest widmem. Fantomem. Złudą... 

Po tym filmie w sumie niczego już nie jestem pewien. I w pewien sposób jest to bardzo przyjemny stan.

1 komentarz:

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.