niedziela, 1 czerwca 2014

Ostateczny upadek etosu blogerskiego,

czyli tonący obserwator rzeczywistości podsłuchów się chwyta.

Taka scenka z Parku Sołackiego (Poznań, jakbyście nie wiedzieli, a macie prawo przecież...):

Kobieta rozmawia przez telefon. Głośno. Obok mnie.

- Tak! Pełno ludzi było po te lody. Pół godziny czekaliśmy. Pół godziny!

-...

- Tak, w końcu kupiliśmy.

- ...

- Nie, dla ciebie nie kupowaliśmy, przecież by się roztopiły zanim byś przyjechała. Ale mamy dla ciebie plakietkę.

-...

-Taką z napisem "I LOVE LODY"

-...

- Nie takie lody, świnio!

A ja powiem tylko tyle:


9 komentarzy:

  1. Wiem o czym mowa! Dzisiaj ich kosztowaliśmy! Sławna Kościelna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałem tę kolejkę. Przerażające... Nie wiem, czy miałbym tyle samozaparcia, by stać 0.5 godziny w kolejce...

      Podziwiam jednak tych, którzy mają cnotę cierpliwości wyćwiczoną do mistrzowskiego poziomu.

      Usuń
    2. eee, szybko idzie! Bosy, kto jak kto, ale Ty powinieneś jeszcze pamiętać kolejki po masło i cytryny.

      Usuń
    3. Kochana, mnie jeszcze mama wywlekała raniutko z łóżka i do rzeźnika lecieliśmy, bo z małym dzieckiem bez kolejki czy jakoś tak... Pamiętam jak dziś.

      Usuń
  2. Możesz mi oddać plakietkę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to nie mnie się one dostały. A szkoda w sumie, bo też lubię.

      ;-)

      Usuń
    2. Mam dwie! Chce ktoś czy żartuje?

      Usuń
  3. Czyżby głodnej lody na myśli? :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.