środa, 4 czerwca 2014

Kwestie fundamentalne

Dziś w pracy siedzę od rana do nocy. Bite osiem godzin, bo lekcje, okienka, a potem konsultacje comiesięczne dla rodziców. Całe szczęście, że przynajmniej ktoś mnie nawiedził, bo siedzieć w pustej klasie, obserwować przesuwające się po niebie chmury, odliczać 60 minut niczego, to naprawdę kiepski pomysł na popołudnie.

A tak to sobie przynajmniej pogadałem serdecznie z dwiema mamami i czas jakoś zleciał. 

Porozmawiałem sobie też z koleżanką-nauczycielką. Rozmowa zeszła na temat oceniania. Kwestii, której w całym procesie nauczania platonicznie acz szczerze nienawidzę. Od dłuższego czasu nachodzą mnie myśli, jak to możliwe, że uczniowie z taką pasją, intensywności, z taka energią i ofiarnością są w stanie przekonywać mnie, że należny im się 4- a nie 3+

Natychmiast staje mi przed oczami obraz mojego starszego kolegi po fachu (dawno chłopa nie widziałem...), który podobne kwestie kwitował w bardzo ekspresywny sposób:

"Przychodzi do mnie uczeń. Marudzi. Dlaczego taka ocena? Dlaczego nie może mieć wyższej? Co zrobił źle? A może da się coś zrobić? Proszę pana, przecież... A ja wtedy tracę panowanie nad sobą. Już przestaje mi zależeć. Chcesz piątkę? Masz! I mu wpisuję. Ten na mnie patrzy, bo chciał tylko czwórkę, a ja mu piętkę wpisuję na pracy klasowej. Mówię mu tak - Masz, powinieneś się cieszyć. Masz cyfrę pięć na kawałku papieru. Czyż to nie twój szczęśliwy dzień?"

Gdyby ode mnie zależał ten element istnienia szkoły, zastąpiłbym oceny prostym komunikatem - zaliczone/niezaliczone. Wiem, utopijne i nie wiem, czy możliwe w praktyce, ale tak mi się roi. Słusznie? Nie wiem sam...

Z ciut innej beczki - omawiam ostatnio dość mocny wiersz Tuwima pt. "Wiosna. Dytyramb" Wiersz, w którym pełno nastoletnich prostytutek, śliniących się na ich widok starców, niemowląt potopionych w kloacznych dołach; choroby weneryczne, ruja i porubstwo... Mocna rzecz, nawet jak na dzisiejsze standardy.

Autorzy podręcznika proponują przed lekturą tekstu zapytać uczniów, jak stereotypowo wygląda wiosna opisywana w poezji. Jakie obrazy i emocje dominują. Jakie problemy poruszają "wiosenne" wiersze.

Coś mnie natchnęło, zapewne duch Tuwima, więc drążę ten dość banalny temat:

- No dalej - inicjuję pogawędkę - Jak się o wiośnie pisało? Jakie macie skojarzenia? Co się może narzucać? Tylko proszę bez wierszy w stylu:

Wiosna, lato, jesień, zima
ja przed komputerem,
mnie na dworze ni ma.

Tak sobie wyimprowizowałem i myślę narcystycznie, że to wciąż lepsze niż jedno z fundamentalnych pytań/poleceń, jakimi autorzy używanego przez nas podręcznika dręczą uczniów. Takie pierwsze z brzegu - polecenie z rozdziału dotyczącego "Chłopów" Reymonta. 

Znajdź fragmenty, które opisują potrawy, jakie spożywa się w domu Macieja Boryny i porównaj je ze swoim jadłospisem. 

A zatem owocnych poszukiwań i pogłębionych refleksji. 

Czołem!

9 komentarzy:

  1. Zadanie z ,,Chłopów'' mnie rozwaliło... Czy to ,,fakt autentyczny''?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej autentyczny. Polecenie było jeszcze dodatkowo skomplikowane, bo trzeba było znaleźć potrawy "codzienne" i świąteczne. Kupa roboty, mówię Ci.

      ;-)

      pzdr

      Usuń
  2. uczeń idzie do domu a tam tatuś z mordem na mordzie - czemu czwórka a nie piątka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i to chore koło się zamyka. Niestety...

      Usuń
  3. Zainteresował mnie ten wiesz. Przeczytałem. Super! Nie wiedziałem, że Tuwim coś takiego pisał. W sumie to... ja w ogóle wiem niewiele o jego wierszach, więc to nie dziwne. Chociaż zaraz, Całujcie mnie wszyscy w dupę to też jego :)
    Wiersz świetny, tylko wątpię, czy do szkoły. Nie chodzi o temat, ani o przekleństwa, bo to młodzież zna, tylko o sens. Czy oni czują ten sarkazm?
    Przeczytałem internetową analizę wiersza i dopiero się ubawiłem. Podaję najsmakowitsze cytaty. "Bohaterem utworu jest tłum, który wiosną wybiega na ulice miasta celem dokonywania zbiorowej kopulacji", albo "Podmiot nakłania tłum do szybkiego seksu na ławce". Jeśli o to chodziło Tuwimowi, to widać jeszcze nie dorosłem, żeby go zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, Tuwim ma sporo nieodkrytych skarbów. My, czytelnicy, okroiliśmy go do kilku sztandarowych i ogranych do bólu standardów, ale autor ma duuuużo więcej do zaoferowania.

      A sarkazm, ironia zjadliwa? Jest i mam nadzieję, że moi podopieczni się tego dopatrzyli. A i sporo im sam od siebie podpowiedziałem.

      Interpretacje internetowe to osobna kategoria - przy odpowiedniej znajomości tematu można łapać się za głowę, jakie głupoty i idiotyzmy widzą w literaturze domorośli interpretatorzy...

      Usuń
  4. Bosy, moje dziecię korzysta z usług nauczania początkowego. W skromnym zakresie korzysta, bo przez cały rok "uczyło się" tego, co już umie od kilku lat, czyli przepisywania liter według wzoru i liczenia do 20...
    Wszystkie zadania w pierwszej klasie polegają na uzupełnianiu brakujących liter, wyrazów, zdań - zgodnie z podanymi wzorami. Często nawet są to przyklejane naklejki, bez konieczności użycia ołówka. Ani razu nie zdarzyło się, żeby polecenie zmuszało do uruchomienia wyobraźni. Odpowiedzi przepisuje się w odpowiedniej rubryce, albo łączy kreską z pytaniem, albo numeruje, ale nigdy nie wpisuje się ich "z głowy". Dlatego wydaje mi się to bardzo konsekwentne, żeby z "Chłopów" wybrać jako temat rozmów na lekcjach potrawy, z "Potopu" - rodzaje czapek, z "Quo vadis" - rasy byków, a z Tuwima - budowę silnika spalinowego... ;-)
    Wyobraźnia, wrażliwość, delikatność nie są w cenie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Proszę, nie było jeszcze galerii handlowych a już były galerianki a i mama Madzi ma swoje prekursorki opisane w do tego przez poetę.
    A oceny - moim zdaniem one trochę jednak motywują, przynajmniej tych ambitniejszych. Swoją drogą - też wolałem dostać 4- niż 3+. Dlaczego? Ocena była chyba jakąś miarą sukcesu. Tak już działa ten system. Z tych małych ocen jest semestralna, później roczna, która ładniej lub mniej ładnie prezentuje się na świadectwie. Za moich czasów (nie wiem, jak to wygląda teraz) mając 5 na świadectwie, można było nie zdawać ustnej matury a to już było coś. I średnia ocen ważna była przy naborze na studia, choć i tak ważył egzamin wstępny.
    W każdym razie lepsi chyba ci uczniowie, którym zależy na tym pół stopnia niż ci, którym wcale nie zależy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym "zależeniem" jest różnie, bo mam/miałem takich uczniów, którzy byli tak pochłonięci i zafascynowani jednym przedmiotem (fizyka, matma etc), że z mojego polskiego dawali z siebie minimum i było i absolutnie wszystko jedno, czy będzie 4, 3 czy 5. Oby do przodu, a reszta nieistotna.

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.