czwartek, 3 kwietnia 2014

Szukam sponsora, postaram się, obiecuję...

Ostatnio z Tymkiem przed zaśnięciem wałkujemy przygody Tytusa, Romka i A'Tomka. Rzecz jasna nie wszystkie księgi, bo niektóre są jeszcze  dla niego za trudne - na przykład nie rozumie częstego motywu przenoszenia się w czasie, nie umie tego uchwycić. Czas? Przeszłość? Tymek wciąż się pyta, ile to jest 15 minut, a gdzie tu mówić o stuleciach, poprzez które podróżują bohaterowie.

Niemniej zabawy mamy po pachy, bo sporo typowych Tytusowych klimatów bezbłędnie załapuje i śmiejemy się zdrowo z Papciowego poczucia humoru. "Jesteś niewypałem siódmej klasy!" - woła Tytus do Romka i już jest wesoło...

Czytam więc "Księgę V" - podróż wannolotem do "ćwierć koła świata." Przygody są fantastyczne. Szwecja, Anglia, Paryż... W końcu lądują w kapitalistycznym Nowym Jorku, gdzie widzą dolary leżące na ulicy. Oczywiście rzucają się zbierać banknoty, gdy nagle okazuje się, że to fałszywki - z jednej strony "martwy prezydent", z drugiej strony hasło reklamowe: "Pij co krok koko-sok!"

Tymkowi tak się spodobał ten epizod, że wpadliśmy na pomysł primaaprilisowego żartu. Inspiracja była konkretna. A oto owoc naszych starań:



Gdy w największej tajemnicy przez Mamą swoją Tymek wycinał pokserowane w powiększeniu banknoty, już nie mógł wytrzymać ze śmiechu. Ledwie nożyczkami operował. A gdy rozsypał "pieniądze" w salonie, zawołał ofiarę żartu i krzyczał: "Mamo, zobacz, ile pieniędzy leży na podłodze!", łzy leciały mu z oczu...



Mówię Wam, niewiele trzeba, by być parentingowym blogerem...

Zasponsoruje mnie jakaś firma? Please...

;-)

12 komentarzy:

  1. Zacny to środek transportu, ów wannolot. Sama często korzystam, a jak doleję lawendowego Lenora, to mam podróż prawie jak do Paryża ;)
    Okropnie żałuję, że swoją tytusową kolekcję rozdałam, też bym się pozaśmiewała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz mi nie uwierzyć, ale jako dziecko marzyłem, by mieć latające łóżko. Wciąż rozścielone. Latałbym nad miastem. Mógłbym wlecieć nawet do .... Pewexu (tak, jestem z czasów, gdy Pewexy miały się całkiem dobrze!), porwać ileś tam rarytasów i fruuuu! w górę!

      Usuń
  2. Jakto nie wiele? Dziecka trzeba ;D taki drobny szczególik ;)

    Dobrego dnia i hojnego sponsora ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję! Przyda się taki hojny. Oj przyda.

      pzdr

      Usuń
  3. Kochaaany... podpadasz pod paragraf. Tobie się zdaje, że to niewinne zabawy, a tymczasem produkujesz fałszywki, kto wie, czy nie z zamiarem użycia ich w pliku prawdziwych banknotów. Najpierw ksero, potem dasz dziecku kredki do kolorowania i tak to pójdzie ;)
    I jeszcze polskie banknoty na tle niemieckiej flagi! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kserówki są większe niż normalne banknoty, więc spokojnie, spokojnie...

      Usuń
    2. Najpierw dałeś dzieciakowi do podrobienia bilety do teatru (co z tego, że instruowałeś go po chińsku?). Później było włamanie na plac zabaw i to włamanie z całą bandą. Teraz drukowanie banknotów. Normalnie, kurde, Breaking Bad po polsku! Dobrze, że nie uczysz chemii :-)

      Usuń
  4. Fajnie, że czytasz synowi - mój ojciec, choć czytać nienawidził, to mimo tego "Koziołka Matołka" nigdy mi nie odmawiał :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny blog! Zapraszam na mój :) http://pisarstwo-mojapasja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. O, Tytusa się fajnie czytało... Mieliśmy w domu ze dwa i w wiejskiej bibliotece jeszcze z parę. Ale wannolotu nie znałam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tytus, Romek i A'Tomek wykarmili mnie na swoich piersiach! Ja marzyłam właśnie o wannolocie i Ameryce, ale na Pewex nie wpadłam (wiem, wiem ile masz lat! Jesteśmy prawie równolatkami ;) Do tej pory uwielbiam te opowieści (najlepsze, wiadomo, najstarsze!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że najstarsze najlepsze. Tytus źle przeszedł transformację ustrojową i po Księdze XVIII (Tytus-malarz) rozstaliśmy się ze sobą.

      pzdr

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.