czwartek, 10 kwietnia 2014

Sen?Nie? Tak

Na fali (na szczęście nieco już opadającej) mojej nie-koncentracji taki oto dialog się pojawił:

- Tomek, coś ty taki zadumany - zagaduje koleżanka na dużej przerwie.

- Zmęczony jestem, wiesz - odpowiadam - trzy noce z rzędu kładę się spać około północy. Wstaję o szóstej rano. Potrzebuję trochę czasu, by dojść do siebie. Nie jestem już najmłodszy...

Koleżanka w śmiech.

- No a ile ty masz lat?

Podaję wiek. Orientacyjnie, bo mam kłopoty z dodawaniem/odejmowaniem, gdy jestem niewyspany.

- Kiedyś potrafiłem posiedzieć nawet gdzieś tak do północy i było ok następnego dnia - tłumaczę się - ale gdy skończyłem dwadzieścia lat, przeszło mi...

Śmiech.

Cóż, przyzwyczaiłem się, że od kiedy pamiętam wszystkich bez wyjątku zadziwiała moja tendencja do szybkiego chodzenia spać. Rzecz jasna potrafiłem dzień rozpoczynać o siódmej rano i najmniejszego problemu nie było, ale kłaść się spać 22:30 to już była patologia. 

Pamiętam pierwszy rok studiów na polonistyce. Około 200 lektur (z różnych dziedzin, książek, artykułów etc) do przeczytania. Zajęcia z angielskiego. Rozmowa, o dziwo po polsku, zeszła na temat naszego studenckiego życia. Nas-żółtodziobów akademickich zapytano, ile się uczymy i o której chodzimy spać.

- To kto z państwa chodzi spać po 22?

Podniosło się kilka rąk.

- Kto po 23?

Więcej rąk?

- A kto po północy?

Niemal cała grupa. Miażdżąca większość.

- A pan co? - kobieta zwraca na mnie uwagę; siedzę w pierwszej ławce - Pan w ogóle nie chodzi spać?

- Ja się kładę około 21.

Zapadła cisza.Serio. Nie wiem... Może pomyślano, że żartuję albo to jakaś prowokacja artystyczna.

Uwierzcie mi. Ja nie umiem inaczej. Próbowałem, próbowałem, ale nic z tego. W młodości, gdy chciałem jakiś horror w nocy obejrzeć (nie było jeszcze całodobowego TVN-u), musiałem zimną wodą spryskiwać twarz, szczypać się lub wstawać na spacer; trasa: kuchnia-łóżko-kuchnia. A i tak zasypiałem i budził mnie włączony telewizor, w którym buczał sygnał kontrolny.

Raz, jeden jedyny raz udało mi się zasnąć z książką. 

Budzę się rano i mówię sobie: "O! Jestem prawdziwym czytelnikiem! Czytam do późna. Klasa... Elitarny klub" 


Podniosłem się z łóżka. A wtedy okazało się, że zasnąwszy, osunąłem się na książkę. Zgniotłem haniebnie okładkę ("Labirynt śmierci" Philipa Dicka), która do dziś nosi bliznę po starciu z moją sennością. 

Ok, jest 21:14. Wiecie więc już co to może oznac..........................................

20 komentarzy:

  1. Ja strasznie późno chodzę spać - pierwsza, druga w nocy...
    Ale to wina "jeszcze jednego rozdziału" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ostatnio chodzę wcześniej spać - ok. 22, ale za to budzę się o 2 lub 3 w nocy, wypoczęta. Po zmuszeniu się do przespania kilku kolejnych godzin, wstaję z podkrążonymi oczami i bez najmniejszej chęci do działania. Przez te ostatnie zmiany pogody zupełnie nie mogę dojść do porozumienia z moim organizmem - wszystko mu się poprzestawiało, a skupianie się na czymś to udręka.

    Miejmy nadzieję, że ta wszechogarniająca dekoncentracja kiedyś się skończy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekaj na tego Mastertona, to wcale nie zaśniesz...

      ;-)

      pzdr

      Usuń
  3. Dziwny jakiś jesteś :-)
    Ja się do dziś szczycę tym (dziś mi pozostało tylko szczycenie się dokonaniami z tych obrosłych legendami czasów; szczycenie się chyba przed samym sobą, bo nikt tego nie chce słuchać ;-) ), że mnie o tuż przed szóstą wywalili kiedyś z najdłużej w mieście działającej knajpy, gdzie lądowały najwytrwalsze spady z przeróżnych imprez, po czym zdążyłem się kimnąć u koleżanki (którą wywalali razem ze mną), zajrzeć do swojego lokum w celach odświeżenia i o ósmej zameldować się na wykładzie z historii filozofii starożytnej. I to jest - legendarny czy nie - fakt autentyczny.
    Ech, kiedyś to się miało zdrowie. Ale skoro najfajniejsze tematyczne imprezy były we wtorki a wykład ze starożytnej w środę skoro świt - cóż było robić? Trzeba było być twardym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz, że masz coś racji z tymi wtorkowymi imprezami? Za moich czasów najbliższy klub studencki we wtorki proponował tzw. rockotekę. Hasało się od 22 do 3 nad ranem. Złote czasy Chumbawamba, Bregovic i jego "Kałasznikow." Tak, potrafiłem pójść w tany do rana niemal. Rzecz jasna imprezy w zacnej kompanii też mnie holowały do godzin nadrannych, ale gdyby tak zsumować 5 lat studiów, to wyszłaby z tego średnia, czy ja wiem... jakaś 22:30. Nie później.

      pzdr

      Usuń
  4. 21? Piękna pora :) za to budzę się przed 6.00 :) i dobrze mi z tym :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie Ty jeden. Nie przejmuj się. Miałem tak samo. Z wiekiem ro się zmienia. Teraz mogę spać mniej, no ale cudów nie ma, nie da się człowieka oduczyć spania, tak jak konia nie można oduczyć jedzenia, chociaż jednemu prawie się udało ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja cię rozumiem... Około 21 jestem odlatująca, około 22 - 23 MUSZĘ iść spać, a o szóstej rano jestem rześka jak ranne ptaszę :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję. W końcu ktoś z moją grupą krwi.

      ;-)

      pzdr

      Usuń
  7. Opowiastka o 21.00 - zabójcza.
    Chyba mnie zainspirowałeś do opisania moich przygód ze snem, a to nie jest waga lekka jak u ciebie, tylko liga zabójczych eksperymentów, ha.
    Dobranoc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, nie ma nic wartościowszego w naszej egocentrycznej blogosferze niż bezinteresownie przyznać, że czyjś post kogoś zainspirował. Dzięki! I czekam na Twoje senne seminarium...

      Usuń
  8. to Ci przeszkadza w funkcjonowaniu? po prostu jesteś zmęczony i potrzebujesz tego snu. Ja się czasem ratuję drzemką o 16, to mi pozwala przeżyć do 22.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drzemka o tej porze, możliwość jej, to prawdziwe szczęście. Błogosławie, którzy na drzemkę mogą sobie pozwolić...

      Usuń
  9. Powiadasz że masz dwójkę dzieci? hm. ;)

    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, mogłeś przespać trzecią ciążę ;)

      Usuń
    2. Ech, na poród bym się obudził. Oksytocyna mon amour!

      Usuń
  10. Masz rację, skurczy partych nie można wyprzeć z podświadomości/spod świadomości.

    OdpowiedzUsuń
  11. I wstajesz wcześnie? I szurasz skoro świt kapciami? I trzaskasz drzwiczkami od kredensu przed wschodem słońca? I mielisz ziarenka na poranną kawę?
    Uważaj na siebie! To są uzasadnione powody do popełnienia zbrodni małżeńskiej ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiem cytatem: "Nie wiem dlaczego, lecz kiedy sam jestem na nogach, widok śpiącego człowieka wybitnie działa mi na nerwy.” – Trzech Panów W Łódce(nie Licząc Psa) – Jerome K. Jerome.

      pzdr

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.