poniedziałek, 10 marca 2014

Po stole

Przypomniało się. Ostatni rok obowiązkowego poboru do wojska. Jadę autobusem, a za mną jedzie cała potężna grupa rozmawiająca ze sobą najczystszą gwarą śląska. Co tu robią, myślę sobie, dokąd jadą. Ja jadę do pracy, do szkoły, a oni? Kobiety, mężczyźni. Gdzie jadą? Potem mnie olśniło. Przysięga wojskowa! Jadą na przysięgę. Przecież w miasteczku, w którym uczę, jest jednostka, więc pewnie jadą na przysięgę. Tak wtedy kombinowałem. Może się nawet nie myliłem. W każdym razie dawno to było.

Wsłuchuję się. Większość rozumiem, chociaż muszę przetłumaczyć sobie inny akcent i leksykę. A z tego, co słyszę, rysuję sobie dość humorystyczny obrazek. Jadą już z tego Śląska kilka ładnych godzin i jednej kwestii nie mogą się nadziwić. Irytuje to ich sakramencko:

- Cholera! - tłumaczę ze śląskiego na ogólnopolski - Jedziemy i jedziemy. Tyle godzin, a tu ciągle płasko. Płasko jak na stole. Porzygać się można z nudów...

Fakt. Jechałem z Tymkiem do Kalisza w piątek. Płasko jak po stole. Z paroma fałdami.

No i brzydka ta zastawa stołowa, bo pościnane drzewa na poboczach. Bo małe wioski, które rzucają się w oczy dzięki wulgarnym komisom samochodowym, jakie straszą raz z lewej, raz z prawej strony. Bo ta cała pstrokacizna tanich reklam, ogłoszeń i zawiadomień przed każdą większą miejscowością.

Mgła gęstniała. Powoli. Z daleka zamajaczył nam Kalisz. I wielki okrągły szpital na rogatkach miasta.

Cukiernica.

***

W Kaliszu moi Rodzice. Oj, już powoli staruszkowie. Pamiętam, jak mając mało lat uświadomiłem sobie, że piosenka z "Czterdziestolatka" ("Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień...") zaczyna dotyczyć mojego Taty. Czterdziestolatek - myślałem sobie, chociaż nie umiałem nazwać tych emocji, mając lat być może 8? 10?

Za jakiś czas to ja będę czterdziestolatkiem... Teraz umiem nazwać te emocje, ale nie chcę. Być może się boję.  

W ich małym domku z ogródkiem piec kaflowy. Wciąż czynny. Pali się w nim drewnem z porąbanych palet lub, jak ostatnio, pociętym przez służby komunalne drzewem.

- Zadzwoniłem, gdzie trzeba - mówi Ojciec - bo drzew, wiesz, to z ulicy, patrzę, a ono jest całe puste w środku. Spróchniałe. No to przyjechali, ścięli. Dałem im na piwo, to dali mi trochę tego drzewa. Mieliśmy czym palić.

Tak. Po tym drzewie się wspinałem. Tam się wdrapywały moje koty, które potem musiałem ratować.

Taka tania i bezwstydnie nostalgiczna scenka.

***

Mój bratanek, siedmiolatek, dostał karę w szkole.

- No powiedz, jaką karę z chłopakami dostaliście - mówi mój Brat - No powiedz, nie wstydź się.

Bratanek milczy.

- A za co dostali karę? - pytam.

- Gadali i nie słuchali pani.

- To co to za kara była?

- Musieli tańczyć z dziewczynami. A on miał szczęście, bo szybko po niego do szkoły dziadek przyszedł i go przed końcem kary wypuściła pani.

***

Mama moja się autentycznie przejęła moimi bólami głowy. Oj, boli, gdy się zmienia pogoda lub gdy się pogoda nie zmienia. Boli częściej niż rzadziej.

Wyciąga elektroniczny ciśnieniomierz i już wszystko wie. Mam przerażająco niskie "podciśnienie." Dwa razy z rzędu sprawdziła. Potem następnego dnia ranem też. Wyniki były niepokojąco zbliżone.

- Już ja cię sprawdzę - mówi - masz mi do lekarza iść w tym tygodniu. Tu nie ma żartów.

***

Rytm życia moich Rodziców. Sobota. Około godziny 17. Moja Mama mówi do Taty:

- To co ojciec? Po "Teleexpressie" ścielimy i idziemy spać?

Zachód słońca 17:35.

9 komentarzy:

  1. Czasem marzę o takim spokojnym życiu - sobota, późne popołudnie i do spania, bez tej szalonej gonitwy...

    A tańczenie z dziewczynami jako kara - znam to...eh, człowiek młody był i głupi, dobrze, że teraz mam z kim tańczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jak człowieka dożyje emerytury, to tak powolutku będzie sobie żył. Może...

      pzdr

      Usuń
  2. Wspołczesne kary mnie przerażają. To, co ma być przyjemnością staje się traumą.. Za karę zatańczysz z dziewczyną, za karę przeczytasz 20 stron książki, za karę napiszesz po 10 razy..
    karą powinna być bezczynność. ławka rezerwowych, jak w sporcie, mobilizująco.

    W przemijaniu nie ma nic złego.. Chociaż i ja cierpię gdy coś mija. Dla Twoich dzieci co innego już będzie ważne. 40 to dopiero początek :)

    Do lekarza, tak, koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Oscar Wilde powiedział, że w każdym mieście szkoła powinna być najpiękniejszym budynkiem, żeby dzieci czuły dotkliwość kary, gdy zabroni im się tam przychodzić.

      pzdr

      Usuń
  3. Niedawno Adaś był niegrzeczny i dostał karę - musiał siedzieć w jednej ławce z moją córką! Poszłam na rozmowę do pani i doszło do zmiany regulaminu klasy - siedzenie z moją córcią zostało uznane za nagrodę! I wiecie, co się stało? Adaś nie chciał się przesiąść do innej ławki!
    Każda kara ma dwa końce...

    OdpowiedzUsuń
  4. Za moich dziecinnych czasów była już kara sadzania w ławce z dziewczynką, ale tańczenia nie. Boże, jak teraz wszystko się brutalizuje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kara zapewne stosowna do przewinienia - jak się z chłopakami gadało, to teraz się z dziewuchami tańczy.

      ;-)

      Usuń
  5. To o której Twoi rodzice mają poranek, skoro noc zaczyna się przed osiemnastą???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, mimo emerytury, moja Mama idzie dzień w dzień o 6 rano do wnucząt, mojego bratanka i bratanicy.

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.