środa, 5 marca 2014

O niemaniu

Czytam dziennik Mariusza Wilka, tę jego część ostatnią, "Dom włóczęgi." Autor opowiada między innymi o starości jednego z najlepszych polskich malarzy XX wieku - Józefa Czapskiego. Czapski pod koniec życia wciąż narzeka, że ma mało czasu. O wiele za mało. Lubi przy tym przytaczać zdanie francuskiego pisarza Jeana Rostanda: Utracony przyjaciel to zysk na czasie.

Początkowo buntowałem się przeciwko tym słowom, szukając w nich czegoś podejrzanego, fałszywego wręcz. Mizantropia swoją drogą, ale żeby aż tak przeliczać? No co pan, panie Czapski? Jak tak można?

Jednak stopniowo topniał mój opór. Zdanie to weszło we mnie jak gorący nóż w masło. Dlaczego? 

Dość długo przeżywałem fakt, że od czasów studiów (końca) nie potrafiłem znaleźć w swoim życiu nikogo, kogo mógłbym z czystym sumieniem nazwać przyjacielem lub bliskim znajomym. No nikt się nie trafiał. Jak okiem sięgnąć w najbliższej okolicy (i pracy) nie było nikogo, z kim mógłbym na piwo wyskoczyć, spędzić kilka godzin na niezobowiązującym gapieniu się w przestrzeń (w przestrzeni mogą rzecz jasna poruszać się obiekty, płci przeciwnej, dodajmy...). Rozumiecie?

Czasu nie ma. Okoliczności nie ma... Tak sobie tłumaczyłem. A potem mnie olśniło. 

A może ja wcale tych przyjaciół nie potrzebuję i tak naprawdę chciałem się tylko "usprawiedliwić" historiami o niemożliwościach przeróżnych, o przeszkodach, o przepaściach, jakie dzielą mnie i innych - potencjalnych bliskich...

No i skoro tak żywiołowo zareagowałem na zdanie o utraconym przyjacielu, musiało być coś na rzeczy. Zacząłem się uważniej przyglądać. Samemu sobie. A może to jest moją konstytucją? Może "manie" przyjaciół jest wmówionym mi przez świat, kulturę i całą resztę pewnym pożądanym stanem, więc przez długie lata myślałem, że ze mną jest coś nie tak, skoro ich nie mam?

Przecież jest serial "Przyjaciele." Komediowy, miły, nawet zabawny. Nie ma serialu komediowego "Gapiący się przez okno odludek, który udaje, że nikogo nie ma w domu, gdy ktoś dzwoni do drzwi."

Wybaczcie te autotematyczne rozważania, ale być może sprowokuję kogoś do prześwietlenia samego siebie. Pewnie (?) każdy z nas pielęgnuje jakieś poczucie braku, niedosytu, pustki, więc, kto wie, być może warto się z tą pustką nomen omen zaprzyjaźnić.

Lub nawet zaryzykować stwierdzenie, że skoro tak długo obywałem się bez czegoś, to może tak naprawdę tego nie potrzebuję?

Sam już nie wiem...

9 komentarzy:

  1. Gdyby był serial 'Gapiący się przez okno odludek, który udaje, że nikogo nie ma w domu, gdy ktoś dzwoni do drzwi', jak nic zostałbym wiernym widzem.
    A z przyjaciółmi to jest - moim zdaniem tak - że jednak ich potrzeba. Dobrze mieć kogoś, z kim jesteśmy blisko, ale kto jest jednak oderwany od naszych spraw. Dobrze robi, gdy od czasu do czasu można z kimś takim pogadać. Przydaje się taki wentyl. Nie musi to być ktoś, kto mieszka drzwi w drzwi i z kim spędzamy większość wolnego czasu (jak w tym drugim serialu). Ale ktoś, kto gdzieś tam jednak jest, nawet daleko, ale gdy zajdzie potrzeba - będzie blisko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadam się Marcinem. Przyjaciel jest potrzebny. Tylko że trudno o takiego kogoś, więc wielu z nas obywa się bez przyjaciela. Gdybyśmy go mieli, byłoby lepiej, bylibyśmy zdrowsi i świat byłby piękniejszy. Kto ma przyjaciela, jest bardziej kompletny. Kto nie ma, też żyje, bo człowiek to elastyczna bestia, ale jest mniej szczęśliwy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzicie panowie, wszystko się zgadza. Nie wątpię w wartość przyjaźni. Nie. Tak samo nie wątpię w sens racjonalnego sceptycyzmu, jedzenia warzyw i owoców, aktywności fizycznej i czytania mądrych książek. Przyjaźń byc może czyni bardziej kompletnym, choć pewnie zakładamy jakąś niekompletność człowieka, który przyjaciół nie ma.

    Ja podchodzę filozoficznie i jakoś tak chyba zbyt mechanicznie, mea culpa, bo wydaje mi się, że jak tyle lat bez przyjaciół ŻYWYCH wytrzymywałem, to wytrzymać potrafię i być może nie będę się zastanawiał, jak to fajnie byłoby przyjaciół mieć. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal...

    Wiem, okropny jestem Scrooge...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja też podchodzę... może nie mechanicznie, ale pragmatycznie. Nie wiem, czy ktoś, kto mówi o sobie, że przyjaciela nie ma, jest mniej kompletny, jakiś niepełny. Nie wiem, czy mnie przyjaźń jakoś wzbogaca, dopełnia i czy bez niej byłbym gorszym człowiekiem. Raczej bym nie powiedział, że tak jest. Twierdzę tylko, że kogoś, kogo traktujemy jak przyjaciela warto mieć. Nie tyle czyni to życie pełniejszym, co łatwiejszym i przyjemniejszym.
      Mam nadzieję, że ten wredny gnojek, co to mnie tyle razy namówił do złego, a którego nazywam przyjacielem, też ma przyjemniejsze życie dzięki mnie :-)

      Usuń
  4. Najzdrowszym objawem braku czegoś jest doskwieranie, jeśli tego nie czujesz jest OK.
    Jednym słowem ;) ten typ tak ma :)
    Pozdrawiam Marianka

    OdpowiedzUsuń
  5. No to masz przechlapane, teraz wszyscy, którzy dzwonili do Twoich drzwi i nikogo nie zastali będą mieć (i słuszne) pretensje, że im nie otworzyłeś (nawet jeśli akurat nikogo w domu nie było) ;)
    Zaś o przyjaciela jest bardzo trudno, a nawet bardzo bardzo. Znajomych, kolegów i kolegówny (to tak coby być korekt) mieć nie problem, ale przyjaciele chyba wyzdychali razem z dinożarłami.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja raz strasznie zawiodłem się na osobie, którą darzyłem przyjaźnią i od tamtej pory zwyczajnie w nią nie wierzę...dobre koleżeństwo tak, ale "przyjaźń aż po grób", to chyba już spotkam tylko w książkach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam przedwczoraj i od tej pory obracam Twój tekst w głowie na sto sposobów.
    Może dla Ciebie to słowo waży bardzo dużo, więcej niż by ktoś unieść potrafił. Dla mnie to też ważące tonę słowo. Jak dębowy stół - kiedy już stanie w pokoju, to na zawsze. Dzisiaj przyjaciółmi zwie się nawet ryczki. Jakaś dewaluacja.
    A może.... Twoja Żona jest Twoim przyjacielem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, nie chciałem, by się cokolwiek komukolwiek w głowie obracało przy okazji tego postu. Ja po prostu być może nawykłem do mojej pojedynczości.

      Słowo-mebel. Jeśli się tego trzymać, to u mnie teraz mebel nieco ... hmmmm ...widać da się bez niego obejść. Przykro to pisać, ale staję w prawdzie wobec siebie samego.

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.