czwartek, 27 marca 2014

Mniej niż 100 000 i takie tam z regionu

Snuję się w kuchni. Wczesne popołudnie. Lokalne radio, poznańskie. Zaczyna się tak zwana popołudniówka, w której po reportersku prezentuje się materiały z całej Wielkopolski. Z wszystkich jej zakątków. 

Pojawia się zajawka taka - jakiś zmęczony życiem głos kobiety mówi mniej więcej tak: "Widzi pan tę ulicę? Tu kiedyś ludzie żyli. Normalnie było. A teraz? Puste lokale. Puste kamienice, bo właściciele się znaleźli, ale nikt nie chce w nich mieszkać. Okna deskami zabite..."

"Za parę minut usłyszą Państwo cały materiał z jednego z wielkopolskich miast. Zapraszamy..." - mówi redaktor i serwuje nam piosenkę Toma Waitsa "Downtown train." Miłe zaskoczenie...

I czegóż się doczekałem, gdy Tom przestał rzęzić swoją przepiękną piosenkę? Materiału o moim rodzinnym Kaliszu. Tak. Tak coś czułem... Okazuje się, że Kalisz się wyludnia. Rodzi się mniej dzieciaków, coraz mniej. A coraz więcej "starych" mieszkańców przeprowadza się na tamten świat (oby lepszy...) lub wyprowadza się do innych miast. Kalisz za chwilę straci, o la Boga!, status miasta, które ma 100 000 mieszkańców. 

Radni debatują więc, co zrobić w tym przypadku. Jak ratować "ilość" Kalisza. Wymyślono, że należy rozszerzyć formułę karty dla rodziny wielodzietnej. Rozszerzyć w następujący sposób - uznać za rodziny wielodzietne te, które mają DWÓJKĘ i więcej pociech. O ho, nie wiedziałem, że ja z moim Tymkiem i moją Kaliną stanowimy wielodzietną rodzinę. U nas, pod Poznaniem, wielodzietni nie jesteśmy, ale wystarczy 100 kilometrów w dół mapy i już się definicja zmienia...

Rozmowny radny tłumaczy wszystko tak: "Jeżeli jakaś rodzina zastanawia się, czy decydować się na drugie dziecko, powinna poczuć, że dostanie od państwa wsparcie. Ulgi wszelkiego rodzaju na bardzo wiele różnych okoliczności."

Idąc dalej tym tropem, powinniśmy za chwilę za rodzinę wielodzietną uznać parę, która dopiero maleństwa się spodziewa lub zaczyna sobie planować, w jakiej pozycji spłodzić chłopca a w jakiej dziewczynkę... 

W sumie to smutne, że mój kraj lat dziecinnych pustoszeje, czas wszystkich wywieje, rozpuści się ta przestrzeń, która zorganizowała mi dzieciństwo i młodość... 


Oby nie tak to się wszystko skończyło...


Z drugiej strony coś bardziej optymistycznego. Pobliskie większe miasto - Września. Od jakiegoś czasu mieszkańcy Wrześni cali w skowronkach, bo niemiecki Volkswagen wybrał to miasto na miejsce, w którym powstanie wielka fabryka tego koncernu. Miasto walczące z potwornym (jak na Wielkopolskę) bezrobociem zareagowało entuzjastycznie. Trudno się dziwić. Czeka ponad 2000 miejsc pracy.

Historia chichocze, bo Wrześnię pamiętamy ze słynnych "dzieci wrzesińskich", które germanić się nie chciały i strajki urządzały, by móc modlić się po polsku, a nie po niemiecku. A teraz słychać we Wrześni takie głosy (zasłyszane w radio): "Dobrze, że ci Niemcy do nas trafili. Już nie będzie Obozu Pracy-Września. O nie. Już nie będzie pracy za marne grosze (u Polaków - mój dopisek). Teraz ci, którzy do tej pory dawali robotę we Wrześni, to całować po rękach będą ludzi, żeby u nich pracowali. Do Niemców pójdą wszyscy. Tak będzie. I dobrze!"

Krótko mówiąc, dobrze. A nieco dłużej mówiąc - bliżej mi do zacytowanej postawy niż do głosów, które by podobną radość krytykowały. To tak jakby co...

PS

Drugi tydzień bycia stoikiem mija spokojnie.

;-)

7 komentarzy:

  1. Polska się wyludnia i będzie się wyludniać - jak to jest, że gdy chodziłem do przedszkola (lata 90-te, początek) było miejsce dla KAŻDEGO dziecka, a dziś (przy niżu demograficznym) jest ciężko o miejsca?
    Problemy z pracą, późny "start" w życiu, pracujący dziadkowie, kredyt na mieszkanie - ciężko dziś o dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech to, znowu post antysingielski!
    Ja mam osobowość wieloraką i też chciałabym się doczekać, do cholery, jakichś zniżek. A rozmnażać się jest nam, singlom, bardzo trudno, choćby z tego tytułu, na zachętę ;)
    Niestety stolica nie wymiera. Dziwne, hm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warszawa przyciąga, podobno. Nie wiem, nie mam telewizora, więc nie wiem, jak tam macie...

      ;-)

      Usuń
  3. Zniżki? Dla rodzin z dwójką? O? To ja najbardziej poproszę te na podręczniki i przybory szkolne. Mimo, że nie kupuję kredek i piórników co rok, to wydaję prawie okrągłą sumkę na podręczniki, w których nie ma nut, tylko cyfry, a mnożenie brzmi: trzy po cztery to dwanaście.
    Bo z ciuchami sobie poradzę, w soboty są za złotówkę.
    INWENTARYZACJA - Ty masz osobowość wieloraką, ale ciągle jedną płeć. Jak zarobię na zmianę płci własnej - pomyślimy intensywnie nad stadłem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inwentaryzację zostaw w spokoju, ona jest (moim zdaniem) właściwej płci.

      ;-)

      A co do zniżek - 1000% racji. Nic dodać, nic ująć.

      Ściskam.

      Usuń
  4. Czasam żałuję, że matki różnych ludzi nie zaniechały działań prokreacyjnych przed spłodzeniem owych... Dotyczy to też urzędników, którzy myslą, że ich durne decyzje będą miały wiekopomny tudzież zbawienny wpływ na ludzkość.

    OdpowiedzUsuń
  5. Już kiedyś pisałam: jedno dziecko, dwójka, trójka czy więcej - moim zdaniem każdy ma tyle dzieci, ile sam chce. Jeżeli miałyby być zniżki, to dla wszystkich rodzin równe. Często są sytuacje, kiedy rodzinom z jednym lub dwójką dzieci jest ciężej niż tym wielodzietnym albo po prostu dodatki i zniżki trafiają do rodziców, którym nie powinno dawać się jakichkolwiek pieniędzy do rąk, gdyż nie spożytkują ich zgodnie z przeznaczeniem. Tak w wielu przypadkach wygląda pomoc rodzinom wielodzietnym. Przez kilkanaście lat w moim sąsiedztwie mieszkali tacy ludzie, mogłam obserwować, jak wydawane są wszelkie dotacje.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.