poniedziałek, 24 lutego 2014

Odruchy stadne

Gdzieś kiedyś przeczytałem słowa, że najlepszym prezentem dla dziecka jest rodzeństwo. Możecie się z tym nie zgodzić, możecie tworzyć apologię jedynactwa, ale ja z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, przekonuję się, że to prawda. 

Różnica wieku między Synkiem a Córką to dwa lata i trzy miesiące. W pewnym wieku to przepaść, w innym wieku już nie. Przez niemal trzy lata Tymek siostrę na przemian ignorował, drażnił ("Zobaczysz! Kiedyś rodzice cię wywiozą z domu i będę miał spokój!"), obrażał ("Ty stara dziewucho!"), rzadko kiedy rękoczyny się zdarzały, częściej irytacja z powodu Kalinowych nieporadności. Wszak on był starszy, co mu dawało oczywiste prawo, by patrzeć na młodsze dzieci z perspektywy fachowca od rzeczywistości i całej reszty...

Ostatnio coś się pozmieniało. Córka coś pokazała rogi. Krzyczała, buntowała się w jakiejś trywialnej kwestii, nie chciała założyć papci. Jakaś pierdoła generalnie... Nakrzyczałem na nią. Ostrym głosem wydaję dyspozycję. Ona w płacz i dalej nic. Zero reakcji, chociaż wie, że ma coś zrobić. No to ja ostrzegam:

-... jak nie, to idziesz do łóżka i do wieczora leżysz pod kołdrą!

Nic.

No to ją podnoszę z podłogi, kładę ryczącą na łóżko i nakrywam kołdrą.

- Nawet nie wychodź z łóżka, dopóki się nie uspokoisz!

Mała w ryk. Okrutny.

Tymek obserwuje sytuację i mówi do mnie przez zaciśnięte zęby:

- Zemszczę się...

Szczęka mi opadła. 



Sytuacja druga. Mniej dramatyczna. Jedziemy w gościnę do kuzynki Żony. Tak żyje chłopiec, czterolatek. 
Razem z naszymi dziećmi mieli się sobą zająć i dać dorosłym pogadać. Średnio się udawało do pewnego momentu, choć potem już było spoko. A ten moment wyglądał tak: 

Tymek przychodzi coś osowiały do mnie i kładzie głowę na kolanach.

- Co się stało?

- On ma tam grę w grzybobranie...

- Świetnie! Przecież my w domu też taką mamy. Pograjcie razem.

- Ale on nie chce.

- Nie chce z wami grać?

- Nie chce z Kaliną grać, bo mówi, że ona zje wszystkie grzyby. A jak Kalina nie gra, to ja też nie gram!

Dumny byłem z Synka.



Ok, pomyślicie, że kolejny parentingowy wpis, że dzieciaki opanowały mój wszechświat. Nie. Nie opanowały. Ja moje pociechy kocham, że ho ho, ale obce dzieci to lubię. A i tak lubię tylko te, które lubię. No więc jaki tam ze mnie parentingowy bloger. No chyba że parentingowiec-szowinista...

Ech, zagalopowałem się...

14 komentarzy:

  1. Wow, jaka solidarność wśród rodzeństwa! :)
    Ja jestem starszy od mojej siostry o 4 lata - w dzieciństwie nieczęsto się dogadywaliśmy. Teraz to się zmienia, całe szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, rożnie to może być. Ja się z braćmi doskonale dogadywałem dobrze wcześniej, teraz już gorzej nam idzie...

      Życie.

      Usuń
  2. Dobrze - rodzeństwo powinno być dla siebie grupą wsparcia. Nasi chłopacy (jest między nimi trochę mniejsza różnica, bo półtora roku) kłócą się, spierają, czasem dochodzi do rękoczynów, skarżą na siebie (Gucio nawet czasem podpuszcza Tytusa do robienia różnych głupot a później skarży, że ten głupoty robi), ale jak przychodzi co do czego, to w ogień by jeden za drugim skoczył. Troszczą się o siebie i krzywdy sobie zrobić nie dadzą. a gdyby co, głowę daję, że zemsta byłaby straszna, normalnie płacz i zgrzytanie zębów :-) I dobrze, tak powinno być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Ty masz nieco starsze pociechy, więc pewnie perfidniej sobie z sobą poczynają i pewnie solidarność jeszcze większa potem. I tak powinno być!

      Usuń
  3. Jedynaki są dziwne i rzeczywiście odstają, ale chyba tylko wtedy, gdy wychowywane są prawie zupełnie oddzielnie. Mój bratanek dla przykładu nie ma nic z zachowań jedynaczych i to może dlatego, że bardzo dużo czasu spędzał ze mną, a chociaż ja miałam 11 lat, kiedy się urodził, to traktowałam go jak młodszego brata i świetnie się dogadywaliśmy, a i kłóciliśmy jak rodzeństwo ;) Znam wielu jedynaków, którzy byli wychowywani lub są nadal oddzielnie od innych dzieci i widać po nich to jedynactwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, czasem widać, czasem nie. Generalnie jest chyba tak, jak piszesz - dzieciak musi mieć kontakt z innymi, bo inaczej "dziczeje" w pewnym sensie, nie wyrabia ważnych umiejętności społecznych, nie mówiąc już o tym, że zbyt długo tkwiąc przy dorosłych, sam zbyt szybko w doroślaka się zamienia.

      pzdr

      Usuń
  4. Jedynaki są dziwne? I odstają od reszty? Mam jedno Dziecko, prawie już dorosłe, nikt nie uważa, że jest dziwne. To niektórzy Rodzice jedynaków są dziwni. Wszystko zależy od wychowania. "Zemszczę się!" - no, chyba musisz się, Antku, zastanowić jednak nad tym karate, na które chciałeś zapisać Młodego. ;-) Fajnie mieć starszego brata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym karate znalazłaś niespodziewaną lukę w moim systemie zabezpieczeń. Fakt, muszę uważać.

      dzięki!

      Usuń
  5. Bosy, myślę, że dzieciaki właśnie opanowały Twój świat! I im bardziej zaprzeczasz, tym bardziej się panoszą. I im bardziej twierdzisz, że zachowujesz w sprawie pociech zdrowy rozsądek, tym bardziej rozsadzają Twój kosmos swoimi rakietami z klocków...
    Szczęściarzu!
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładnie to napisałaś. Zwłaszcza końcówkę.

      Ściskam.

      Czekam na fotkę, żebyś mi się przyśniła ;-)

      Usuń
    2. Przeczytałam kolejny wpis o snach i.... Dla dodania pikanterii powinnam teraz chyba napisać, że nazywam się Anna Ząb.
      To oczywiście żart, ale początek horroru byłby, przyznasz, niezły... ;-)

      Usuń
    3. Weź mnie nie strasz... Ja wrażliwy na takie historie jestem.

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.