środa, 12 lutego 2014

Kot w plecaku

Leżę wieczorami obok Synka i opowiadam mu tradycyjne historie "na dobranoc" - historie o tym, jakie i i ile miałem kotów w dzieciństwie. A miałem ich masę. Raz, w prehistorii, ledwie pamiętam, w domu i okolicach kręciło się kotów 9 (!!!). Mieszkaliśmy w małym domku z małym ogródkiem, a wokół nas inne domy z ogrodami, sady i pola... Idealne warunki.

Opowieści o kotach idealnie usypiają. Nie dlatego, że są skrajnie nudne i monotonne ("Kotek obudził się rano, wypił mleko i poszedł spać"), nie. One usypiają, bo te kocie żywoty Tymek słyszał już z tysiąc razy i już się kojarzą z kołderką, poduszką i ciepłym łóżkiem.

Ulubiona opowieść nasza traktuje o legendarnym wielkim kocurze, który żył z nami około 10 lat. Igrek się nazywał. Braliśmy więc Igreka do domu, na piętro, gdzie ja i moi bracia mieliśmy swoje pokoje. Oglądał razem z nami telewizję; wierzyliśmy, że obecność tego kota przynosi szczęście naszym piłkarzom (to były czasy, gdy w Lidze Mistrzów grały z sukcesami Legia Warszawa i Widzew Łódź). Razem z tym kotem oglądaliśmy do późna horrory. Spał, przytulony do wielkiego kaflowego pieca.

Problem występował, gdy trzeba go było w środku nocy wypuszczać na zewnątrz, bo miauczał przeraźliwie pod drzwiami. Nie chciało nam się schodzić z piętra na parter, otwierać drzwi, za którymi w nocy mógł czaić się jakiś psychopatyczny morderca-mutant z obejrzanego wcześniej horroru... Kto wie?

Wpadłem więc na pomysł, na jaki może wpaść tylko chłopak. Nastolatek, dodajmy. Igreka pakowaliśmy do mojego plecaka. Do plecaka przywiązywaliśmy kilkumetrowy sznurek i kota opuszczaliśmy na sam dół.

Kot bał się tylko za pierwszym razem. Potem już wiedział, co go czeka. Poddawał się bez walki.

Po co o tym piszę? Bo przyglądam się mechanizmowi, którego trybiki obserwuję i zastanawiam się, jak to możliwe, że zapamiętałem akurat to, a nie coś co było dzień wcześniej albo tydzień później.

Przykład z kotem jest wybitnie spektakularny, bo rzadko chyba kto tak kota na noc z domu wypuszcza. Ale reszta?

Dlaczego pamiętam akurat siebie takiego a nie innego sprzed lat? Te a nie inne punkty? Pamiętam środek lat 80, notoryczne braki energii elektrycznej i ciemne ulice, czarne, pozbawione grama światła. Pamiętam, jak się włóczyłem po nich ze starszymi ode siebie kolegami (ja może 8-10 lat, oni parę lat starsi). Ale dlaczego nie pamiętam czegoś innego? Coś się wtedy w moim mózgu wydarzyło i zapisało na lata. Całe lata...

Ale nie umiem odpowiedzieć na pytanie, dlaczego akurat to, a nie cokolwiek innego, bardziej pewnie spektakularnego.

Męczy mnie tak filozoficznie ta kwestia i wątpię, bym kiedykolwiek definitywnie rozstrzygnął, na czym ten cały problem się zasadza. Pomyślę jeszcze i dam Wam znak, co i jak...

12 komentarzy:

  1. Koty są genialne - mają "swój świat i swoje kredki", poza tym (jak dla mnie) są lepsze od psów. Psa jak się zawoła - przyjdzie, a z kotem jak z człowiekiem, musi sam chcieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty są zdumiewające, to prawda...

      pzdr

      Usuń
  2. Pewnie jak każdy zapamiętałeś to, co było dla Ciebie najistotniejsze w tamtym czasie. A co dziwnego w tym, że dla ośmiolatka istotne są chwile spędzane z kolegami, jakieś tam wspólne przygody? Każdy pamięta takie rzeczy. Kiedy ja miałem tyle lat mniej więcej, przeżywałem Letnie Igrzyska Olimpijskie... osiedlowe. Brałem w nich udział. Głównie jeździliśmy rowerami, ścigając się na długim dystansie szosowym (dookoła osiedla) albo na crossie. Niewiele więcej się wtedy liczyło i to było piękne. Nie dziwię się, że pamiętam akurat to właśnie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakieś medale do domu przywiozłeś?

      ;-)

      Usuń
  3. Kiedy mieszkałam jeszcze u rodziców, miałam kota, który wpadł na pomysł, że do mojego pokoju na pierwszym piętrze można spokojnie wspiąć się po winogronach, które sięgały do balkonu. Lato, upał, drzwi balkonowe otwarte, przysypiam sobie i nagle - bach! coś ląduje na moim łóżku. Zawał serca prawie że... Później się przyzwyczaiłam, gorzej było, kiedy balkon był zamknięty, gorzej dla kota. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. P.S. A nie bałeś się, że spuścisz plecak z kotem a jak wciągniesz go z powrotem, to wyskoczy dajmy na to gremlin? Albo obcy - drugi pasażer plecaka? Albo Chucky?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej Freddie z ulicy Wiązów. Bałem się zasnąć po tym jednej z części cyklu. Paraliżowała mnie ciemność. najupiorniejsze doświadczenie filmowe młodości.

      Usuń
  5. takie dziwne te wspomina nasze ....

    OdpowiedzUsuń
  6. Pamięć jest wybiórcza, a szczególnie pamięć dziecka, kiedy rzeczy teraz dla nas błahe wtedy były najważniejsze. Chyba każdy przechowuje takie strzępy wspomnień z dzieciństwa, jakieś okruchy, których czasami nawet nie da się poskładać w logiczną całość. I czasami są to wspomnienia wyidealizowane. Właściwie to dobrze, dzieciństwo to ogólnie straszny okres, nawet jeżeli było superszczęśliwe. Wyobraźnia działała cuda. Te wszystkie potwory, mutanty, baśnie - w nocy żyło to wszystko własnym życiem. A koty - tak, są genialne, są najcudowniejsze na świecie. Świetne imię dla kota: Igrek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inne imiona moich byłych kotów: Stego, Bobo, Drago, Pedro, Pikok, Skawa, Generał, Izydor, Cegła... Taka ferajna z nich była.

      pzdr

      Usuń
    2. Moje Kocury zawsze miały na imię Oskar, bo pierwszego Oskara dostałam w przeddzień wręczenia nagród filmowych, chociaż aktorka ze mnie żadna, a moje kotki to Teresa i Zuzanna, którą i tak wszyscy nazywają Hitlerem ze względu na wredny charakteru czarną plamkę pod nosem. Kiedyś miałam Psikusa, który okazał się być kotką - taki psikus. Pozdrawiam również. :-)

      Usuń
  7. Myślę, że nasza pamięć zbudowana jest z warkoczy. Chwycisz kawałek jednego i pokazuje ci się fragment spleciony w tym miejscu. Opowiadasz o kotach i pamiętasz plecak, ciemne drzwi... Zaczniesz wspominać coś innego i obejrzysz wtedy fragment spleciony w innym warkoczu, w innym miejscu... Pozornie przypadkowy.Tak jak w warkoczu - splecione są trzy pozornie osobne sznurki...
    Pamiętamy dużo. Na szczęście wspomnienia otwierają się małymi okienkami, bo czy chcielibyśmy nieść ciężar ich wszystkich na co dzień...?

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.