niedziela, 19 stycznia 2014

Pszczoły i warcaby

Człowiek nigdy nie wie, co go w życiu spotka, czeka za rogiem i jakie niewykształcone umiejętności będzie musiał w tempie ekspresowym szlifować. Tymek nie zbyt długo pozwala cieszyć się weekendem i budząc się około 6 rano, jest gotowy dezorganizować zastaną rzeczywistość, czyli, jego słowami, kombinować.

W piątek kupiłem mu w markecie budowlanym zwój drutu. 6 złotych mnie to wyniosło. Wczoraj zrobiliśmy z drutu choinkę. Dzisiaj, za sprawą rozważań na temat pszczół i ich roli w ekosystemie ("pszczółki są kochane i robią miód"), Synek wymyślił, że zrobimy z drutu własnie pszczołę. 

Ok, myślę sobie, co to dla mnie. Przecież urodziłem się metoloplastykiem...

Męcząc się niemiłosiernie, tnąc obcążkami, wyginając oporną materię, w końcu zdobyłem Mount Everest!


Synek własnoręcznie na gotowym szkielecie zainstalował lampki choinkowe i całość gotowa była do odpalenia.


A oto dumny konstruktor:


I jak w przypadku innych prac/projektów Tymek dość szybko stracił zainteresowanie już raz rozwiązanym problemem. Pszczoła wisi. Neon taki, a Synek szuka kolejnych pomysłów.

***

Obok jakby tej naszej dzisiejszej "przygody" znów naszły mnie tradycyjne rozważania na temat tego, czy mój Ojczulek też tyle czasu mi i moim braciom poświęcał. Jasne, wychodził z nami na spacery, czasem grał w piłkę, ale te siermiężne zimowe wieczory? A te jesienne popołudnia, gdy już się nigdzie nie idzie, rowery, podwórko odpadają, czy wymyślał nam cokolwiek? 

Nie pamiętam, szczerze mówiąc, nie pamiętam. Nie chcę krzywdzić Taty mojego kochanego, ale raczej brał gazetę, kładł się na wersalce i pozwalał nam robić to, co chcemy "w rozsądnych granicach." Po prostu był i to uważał za wystarczające. 

Dziś taki ojciec reprezentowałby "stary patriarchalny model", dinozaura, szowinistę, ewentualnie lenia i obiboka. Kiedyś to była norma. Chyba...

Rozmawiałem o tym ze znajomym, rocznik końcówka lat 70, więc mój niemal rówieśnik. Miał podobne spostrzeżenia:

- Chyba coś w tym jest. Ja potrafiłem za moim ojcem dwie godziny chodzić. "No tato, tato, zagrajmy w warcaby, co?" A on wtedy zrezygnowany odpowiadał: "No dobra. Jedna partyjka. Ale pamiętaj - będę przy tobie palił!"

10 komentarzy:

  1. wczoraj rozmawiałam z synem na temat wspólnych zajęć z ojcem bo cokolwiek mąż robił to zawsze w asyście, dzięki temu syn nauczył się robić wiele rzeczy, np skręcać meble, układać panele itd. I syn powiedział - mamo, ja myślałem, że my się bawimy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, jest BYĆ MOŻE jedna różnica. Twój mąż pewnie umiał skręcać meble i kłaść panele. A ja się instynktownie niemal wszystkim zajmuję. Raz jak chciałem "wzmocnić siłę" przedniego hamulca w rowerku Tymka, to całość zepsułem na amen. Taki jestem majster...

      pzdr

      Usuń
  2. Nie mam jakichś szczególnych wspomnień związanych z Ojcem (może kilka by się znalazło). Miałam starszego Brata i to raczej jemu Tata poświęcał czas. Za to mój Dziadek! Chcielibyście takiego dziadka. Miał tysiąc pomysłów na minutę i pomimo ciężkiej choroby tryskał humorem. Zawsze potrafił wymyślić jakąś zabawę i poświęcał nam mnóstwo czasu. Tak, że ten "patriarchalny model" jest względny i nie zawsze zależy od wieku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, gdy ojcowie bawią się z dziećmi - ja pamiętam, jak mój lepił ze mną całą sobotę Plastusia i Plastusiowo :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie chciał bym być niemiły ani złośliwy, ale... w życiu bym nie zgadł, że to pszczoła ;-) Już raczej jakiś kwiatek. Ale co ja tam wiem, na pszczołach się nie z nam w ogóle :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Taaaa, do pszczoły to niepodobne, ale chociaż duże i świeci! Więc się udało :)
    Ładnie się starasz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chłopaki, powoli podpadacie pod mowę nienawiści i hejterstwo...

    Ech, Polacy, człowiek pszczołę zrobi, to mu nie wybaczą, że coś mu prawie wyszło...

    ;-)

    Teraz chętnie bym zobaczył pszczółkę w Waszym wykonaniu.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałem zrobić zdjęcie cobyś zobaczył, ale wzięła cholera poleciała miód zbierać i pewnie gdzieś kretynka przymarzła. Nie tylko Tobie, jak widać, coś czasem nie wyjdzie ;)

      Usuń
  7. Mój ś.p. ojciec zawsze skręcał, zbijał, montował wspólnie z moim młodszym bratem. Wszystkie zajęcia domowe dzielił na męskie i "babskie" zatem mnie, konsekwentnie wysyłał do pomocy mamie przy garach. Całe to zło, które spotkało mnie w dzieciństwie rekompensuję sobie w życiu dorosłym. Sama skręcam, montuję, wiercę, maluję, a mój mąż zdecydowanie woli gary od wiertarki jego dwaj synowie idą w jego ślady. Daj Boże, żeby synowe dzieliły moje zainteresowania :)

    OdpowiedzUsuń
  8. p.s. mój komentarz nie ma nic wspólnego z propagowaną ostatnio ideologią gender. :) I nie jestem żadną feministką. Jak walnę się młotkiem w palec, albo wywiercę dziurę w złym miejscu to zanim się pozbieram, czasem sobie popłaczę jak "baba" i lecę do męża lub syna, żeby mnie ktoś przytulił :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.