wtorek, 21 stycznia 2014

Od ironii do bezmyślenia

Jacy to lodowi olbrzymi przemieszczają się nad Polską? Jaka Buka usiadła na naszym kraju nieszczęsnym? Już myślałem, że na oponach letnich cały okrągły rok sobie pojeżdżę, a tu co? "Jak zima to musi być zimno"? Dajcie spokój...

Wczoraj rano nie było szans, by się do samochodu dostać. Zamrożony, unieruchomiony jak owad w bursztynowym pancerzu. Biedactwo, pewnie zmarzło...

Tymek więc do przedszkola sankami jechał (nie mamy daleko, dzięki Bogu), a z Kaliną Żona do lekarza. Też sankami. Na Jowisza! Jakbyśmy w XIX wieku żyli! Brakowało jeszcze tylko, by doktorka zażądała zapłaty w naturze. Jajka, kilo mąki i udko indyka za konsultację, a dziecko na 5 zdrowasiek do piekarnika z ustawionym termoobiegiem.

Walcząc z siłami natury, złamałem dwie "skrobaczki" do szyb. Tak się zawziąłem, że strzeliły pod naporem mojej wściekłości na tę niespodziewaną w styczniu ujemną temperaturę i opady śniegu z deszczem.

W szkole lepiej nie było. Na własnej skórze przekonałem się, czym jest tzw. ironia losu. I, co gorsza, widzieli to inni. Długa przerwa się jeszcze nie skończyła, a ja już szedłem do sali obładowany torbami, książkami, papierami. W jednej ręce klucz, w drugiej kubek z herbatą (gardło odmawia posłuszeństwa, więc muszę duuużo pić).

Uczniowie mnie widzą:

- Już dzwonek był? - dziwią się.

- Nie - odpowiadam - Ale możecie iść ze mną. Lubię posiedzieć sobie w klasie przed lekcją i się przygotować. A tak poza tym to witam was! To jest dobry dzień!

Tak pieję z radości, bo już połowa dnia minęła, a ja się trzymałem dzielnie i nawet czegoś tam pożytecznego chyba nauczyłem.  

No i dwie sekundy po wypowiedzeniu tych słów, wspinając się po schodach, potknąłem się i poleciałem do przodu. Herbatę rozlałem, papiery rozrzuciłem, rękę niemal poparzyłem. 

Tak, to był dobry dzień...   

Natychmiast przypomniałem sobie równie krępującą sytuację ze mną w roli głównej. Pojechaliśmy z Żoną na zakupy do dużego centrum handlowego. Żona już ruszyła między regały, a ja poszedłem po spory wózek sklepowy. Taki mniej więcej:


No i idę z nim taką boczną alejką. Pusto wokoło, więc rozpędzam się do pewnej prędkości, podskakuję i opieram się całym ciężarem ciała na rączce. Tej niebieskiej (z obrazka). Chcę się po prostu, po chłopięcemu, przejechać kawałek.

No i możecie sobie wyobrazić, co się dzieje. Wózek się podnosi, staje na tylnych kółkach, ja się przewracam, a wózek nakrywa mnie sobą... 

Dobrze, że niewielu ludzi to widziało. No i że nikt mnie nie nagrał, bo byłbym z pewnością jedną z gwiazd Internetu i może wywiady by ze mną przeprowadzano:

- Co pan wtedy myślał? - zapytano by.

- Nic...

13 komentarzy:

  1. Antku,
    robisz z siebie ofermę :)
    Kasuj ten post, póki jeszcze coś z imidżu Ci zostało! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój imidż już słabszy być nie może. I uwierz mi - te wtopy opisane powyżej to małe miki w porównaniu z innymi przykładami mojej bezdennej głupoty.

      Ech...

      Usuń
  2. Po takim upadku człowiek się dowiaduje, ile kości i stawów w sobie nosi, prawda? Wszystkie bolą...;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, racja... Ponadto dowiaduje się, jak długo siniaki schodzą z potłuczonych kolan...

      Usuń
  3. Szkoda, że Cię nie widziałam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, dobra... Leżałabyś na podłodze ze śmiechu.

      ;-)

      Usuń
  4. Sierota jesteś i tyle Ci powiem. Ważę koło stówy, lat sobie liczę też już niemało, a właśnie w ten sposób jeżdżę po hipermarketach wózkiem. Tylko trzeba to robić z wyczuciem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt, sierota jestem. Mało treningu mam. Będę częściej do marketu jeździł. Albo kosz sobie sprawię na wiosnę.

      ;-)

      Usuń
  5. Dobra, nie używam więcej wózka! Właściwie mi to nie grozi, nigdy nie mam do kupienia więcej niż zmieszczę w ręce...Szczerze mówiąc najbardziej spodobał mi się pomysł leczenia dziecka w piekarniku z termoobiegiem...Tak nowocześnie i z zachowaniem tradycji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tradycja ponad wszystko. Wszak to nasze korzenie!

      Usuń
  6. Zimno, pech i w dodatku jeszcze ten Gender!
    współczuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gender jeszcze mnie nie dopadł, ale kto wie, co się za rogiem czai...

      pzdr

      Usuń
    2. Nic złego, to człowiek głupi i zło sobie wymyśla. najczęściej z nudów.

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.