czwartek, 16 stycznia 2014

Ech kolęda, kolęda...

Ciężki dzień w środę. Ja od samego rana aż do nocy, bo najpierw lekcje potem konsultacje z rodzicami. Żona najpierw lekcje, a potem wjazd na szkolenie. Oboje mieliśmy wrócić późnym wieczorem, więc dzieciaki trafiły pod skrzydła dziadków.

Odebrali Tymka I Kalinę z przedszkola. Potem jakieś szaleństwa na śniegu w ogrodzie. Potem powrót do domu, by buty i rękawiczki wysuszyć…

Podwieczorek, aż tu nagle dzwonek do drzwi. Teściowa otwiera, a tu na progu dwóch ministrantów:
- Przyjmie pani kolędę? Ksiądz chwilę będzie.

Teściową zamurowało, bo … no, cóż, są dwie możliwości:
- albo źle sprawdziłem datę kolędy w przykościelnej gablocie z informacjami (bardzo prawdopodobne),
- albo coś się zmieniło od czasu, gdy sprawdziłem (mniej prawdopodobne).

Tak czy siak to za moją sprawą w wielkim wiszącym w kuchni kalendarzu pojawił się kolędowy czwartek,  a tu ksiądz w środę przychodzi! Taka miła niespodzianka.

Teściowa po chwili oszołomienia, wyciąga cały equipment  - krzyż, wodę święconą (gdyby znalazł się jeszcze czosnek…) i księdza gotowa jest przyjąć.
Proboszcz, bo to on nas zaszczycił, zdziwił się, że taka skromna reprezentacja, ale na widok Tymka i Kaliny obrazki święte wyjął i wręczył im po jednym.

- Tymku – pyta mojego Synka – Zostaniesz ministrantem, gdy będziesz większy?

Myśli i odpowiada po chwili:
- Raczej nie.

Natomiast Kalina od początku kolędy coś „niewyraźna” była.
- Kalino – mówi teściowa – chodź bliżej. Nie bój się.

- Brzuch mnie boli – odpowiada Córa.

- Brzuszek cię boli – zmartwił się ksiądz.

- Boli mnie – potwierdza Kalina – bo nie mogę kupy zrobić.

Odwraca się i wraca do swojego pokoiku.

Ech, kolęda, kolęda…


13 komentarzy:

  1. Jaka urocza rozmówka :D uwielbiam dzieci pod tym względem, moja córka (która gada jak najęta) podczas kolędy odrzekła dwa słowa "wstydzę się" i w sumie dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem stary koń, a wciąż się wstydzę w niektórych sytuacjach, przy niektórych ludziach. I nie wiem, czy to dobrze czy źle...

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. No wesolutko było. Za rok może będzie podobnie? pzdr

      Usuń
  3. Ja pamiętam to od "drugiej strony", jak byłem ministrantem...Też było wiele ciekawych sytuacji. Pewnego razu jedna kobieta dała nam jakiejś dziwnej herbaty - brzuch mnie bolał po niej cały wieczór...

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam słuchać dziecięcej wersji odmiany słowa: ksiądz!
    Z panem księciem, o panu księżu, dla pana księcowego, mojej siostrze zdarzył się kiedyś nawet pan księżyc...
    Trudne słowo :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas też ksiądz przyszedł z zaskoczenia, ładnych parę lat temu. wszyscy byliśmy chorzy i z tego powodu niezorientowani w planie kolęd. Ksiądz w drzwiach, mama i ja pełna mobilizacja, świece, krzyż na stół, a my w dresach i z cieknącymi nosami. W momencie uroczystego wejścia i modlitwy moja kotka wskoczyła na stół, aby napić się święconej wody. Wskutek czego została wyegzorcyzmowana. Na szczęście ksiądz miał poczucie humoru.

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że pokolenie Twoich dzieci jest szansą dla naszego kraju :) Przywracasz mi wiarę w człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  7. No, u mnie też wesoło ;)
    Plus na szczęścia brak problemów z zatwardzeniem ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na parterze klatki na jednych drzwiach jest napis K+M+B, a na drugich C+M+B, czy jest w kościele jakiś prof.Miodek, który mógłby wyjaśnić, która wersja jest prawidłowa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś w końcu kiedyś napisze na dzrwiach:

      Control+Alt+Delete

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.