niedziela, 12 stycznia 2014

Dwa obrazki z pływalni, tytuł mało atrakcyjny

Pojechaliśmy na basen z Tymkiem. Luksus. Tak, to luksus jechać TYLKO z jednym dzieckiem, gdyż ostatnimi czasy zabierałem jeszcze Kalinę i wyprawa na pływalnię zamieniała się w prawdziwy surwiwal. Człowiek zanim rozbierze dwójkę dzieci, mijają kolejne minuty. Potem włącza opcję "oczy dookoła głowy" i puszcza dzieciaki w kierunku wody. Na końcu kocią sprawnością trzeba się wykazać, przebierając i susząc delikwentów. Ech, mówię Wam...

Tym razem Kalina pojechała ze swoją Mamą w odwiedziny, a my, panowie, prysnęliśmy na basen.

Późne popołudnie, sobota, pływalnia wypełniona niemal od krawędzi do krawędzi. Oszczędzę Wam szczegółów naszego wypadu, bo niczego niezwykłego nie byłem świadkiem. Ach, zapomniałbym. Jeden z najsmutniejszych obrazków ostatnich tygodni. 

Małe okrąglutkie jacuzzi, w którym zazwyczaj aż biało było od gorącej wody i milionów pęcherzyków powietrza, zepsuło się. "AWARIA JACUZZI" głosiła kartka, a martwa woda stała nieporuszona wewnątrz. I do tej okrągłej sadzaweczki wchodzą dwie wyraźnie otyłe nastolatki. Zanurzają się po szyje i tak siedzą, patrząc się w przestrzeń. Nie wiem dlaczego, ale widok ten mnie zahipnotyzował. Strzeliłbym niezłe bardzo boleśnie realistyczne zdjęcie, a potem ratownik wezwałby policję...


Coś a la w ten deseń...


Najciekawiej było jednak w szatni. Coś tak czułem, że trafi się jakiś "bonus" z tego wyjazdu. 

Przebieramy się z Synkiem, gdy do szatni wpada dwóch chłopaków. Tak mniej więcej 12-13 lat mieli. Spieszą się. Ubrania niemal z siebie zdzierają. Każdy swoje, oczywiście. I taki dialog w międzyczasie:

- Ej, ale poczekaj na mnie. Wchodzimy razem.

- Dobra. Ale przebieraj się szybciej.

- No spieszę się, no! 

- Sandry już pewnie nie ma. Nie bój się!

- Jest! Ona jeszcze pół godziny będzie.

- No dobra. Gotowy jesteś?

- Już! I pamiętaj. Zasłaniasz mnie. Dobra?

- Dobra... A w sumie czemu mam cię zasłaniać?

- Bo ja gruby jestem.

I poszli. 


PS

Pozdrawiam Sandrę.

15 komentarzy:

  1. Cha, cha. Z parawanem mógł przyjść. Pewnie wcale nie był gruby, biedny. A panienki to takie okrągłe od tego siedzenia z d... w jacuzzi. Na basenie pływa się! Dlatego właśnie nie cierpię aquaparków. Wolę sportowe baseny. Jeszcze takie da się znaleźć. Kocham pływać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pływać też lubię, ale szybko się męczę. Niestety. Kondycja nie ta. A co do dziewczyn w stojącej wodzie. Cóż, takie małe posążki Buddy z nich były. Brak ruchu, zła pasza i tak się kończy jazda. Smutne.

      Usuń
  2. Sandrę trzeba było pozdrowić. A taki widok, jak te dwie panny znieruchomiałe w znieruchomiałym jacuzzi też rozumiem, że był wart zdjęcia ... szkoda :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za umilenie mojego poranka dzisiejszego ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedne te nasze nastolatki... I biedni my, rodzice tychże... :-)

    A za jakis czas, Bosy, będziesz szedł na basen z dziećmi i ustalał jeszcze przed wejściem: za 2 godziny spotykamy się w szatni... A jak przypadkowo wpadniecie na siebie gdzieś w kolejce na zjeżdżalnię, to otrzymasz najwyżej dyskretne skinienie, żeby nikt nie zauważył, że tata jest na basenie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boję się tego momentu, gdy się swojego staruszka będą wstydzić. Porażka. Choć ja też czasem przeżywam katorgę, gdy jedno lub drugie dziczeje w miejscu, gdzie trzeba zachowywać się inaczej niż się zachowują.

      pzdr

      Usuń
  5. Kurde, nigdy nie byłem na basenie. Wychowałem się nad jeziorami i pływanie tak mi się kojarzy: dużo wody, mało ludzi (zwykle wybierałem dzikie plaże, a nie tą miejską, z pomostem i tłumami na brzegu). I na basen mnie nie ciągnie nic a nic.
    Kiedyś, raz w życiu, wybrałem się na lodowisko. Masakra. Wychowałem się nad jeziorami i łyżwy tak mi się kojarzą: hektary lodu i na nim ja. A wokoło raczej pustka. Lodowisko, to był dramat. Tłum ludzi jeżdżących w kółko, bo inaczej się nie dało. Jak sobie pomyślę o tym lodowisku, to automatycznie odechciewa mi się basenu - przez analogię. Bo między lodowiskiem a moją bezkresną taflą jest pewnie taka sama różnica, jak między moim jeziorem i dziką plażą, a tą wanną ze zjeżdżalniami, pełną grubasów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najlepiej wspominam pływanie w gliniankach tuż obok mojej szkoły podstawowej. Woda cieplutka, głęboka (parę osób się tam utopiło, ja na szczęście nie), kameralnie jakoś, dziko i naturalnie. Pływało się znakomicie.

      Teraz teren zasypano i buduje się tam osiedle jakoś. Szkoda.

      Nie ma gdzie już pływać w moim rodzinnym Kaliszu.

      Usuń
    2. Za czasów mojego dzieciństwa w Kaliszu jeździliśmy nad jakieś jezioro... Przy nim był gigantyczny głaz narzutowy... Kojarzysz takie miejsce? Zaznaczam, że głaz ten umieścił nad jeziorem lodowiec nieco wcześniej, niż przypadało moje dzieciństwo w Kaliszu ;-)

      Usuń
  6. Na basenie można niezłych cudaków spotkać - ale najgorsze co może być to chamskie chlapanie wodą...Czy niektórzy myślą, że są sami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chlapanie to pół biedy. Od zawsze straszy się nas basenowymi bakteriami. To jest dopiero pech załapać jakąś grzybicę lub inne paskudztwo. To już chyba wolę być pochlapany...

      pzdr

      Usuń
  7. W mojej rodzinie jest Wojtek (jestem jego ciotką), który aktualnie chodzi do drugiej klasy. Kiedy miał sześć lat, wybrał się z dziadkiem na basen. Po wyjściu z wody dziadek patrzy, a Wojtek ma na plecach wzór z siniaków o regularnych kształtach - ponieważ będąc w wodzie przycisnął się plecami do rury odpływowej. Dziadek na to: - Wojtek! Jak my się teraz pokażemy twoim rodzicom! A Wojtek na to: - Dziadku, a czy ja mógłbym dzisiaj nocować u Ciebie?
    Pozdrawiam :-)
    A. (Ania)

    OdpowiedzUsuń
  8. O całym zdarzeniu dowiedzieliśmy się poprzez otrzymanie mailem zdjęcia pleców Wojtka :-)
    Nawet gdyby udało się namówić dziadka na nocowanie, to taki wzór z pleców nie zszedłby przez jedną noc ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.