środa, 15 stycznia 2014

Albo-albo

Od dawno myślimy o tym, by Tymka zapisać na jakieś zajęcia sportowe. Wyżyć się musi chłopak, bo go po przedszkolu energia rozsadza. Często młodsza siostra staje się partnerką zbyt forsownych zabaw i zazwyczaj kończy się to wszystko guzami, siniakami i płaczem jednego lub dwójki dzieci. 

No coś trzeba wymyślić...

A ostatnio mówi Synek, że ktoś mu wielką przykrość w przedszkolu sprawił.

- Co się stało - pytamy.

- Kolega w szatni mnie uderzył. Ja się schylałem po buty, a on mnie w pupę klepnął mocno! - opowiada rozżalonym głosem.

- To wiesz co trzeba było zrobić? - zaczynam, ale nie kończę, bo to może by było niewychowawcze. Wpadam jednak na inny pomysł - Musimy zapisać cię na karate!

Z tym karate to nie przez przypadek tak wyskoczyłem. Rok temu jeszcze w przedszkolu można było zapisać dziecko na zajęcia ruchowe z elementami tej sztuki walki. 

- Tak, tata! - podchwycił - I wtedy jak mu oddam, to przeleci przez dwie ściany i wpadnie na plac zabaw dla maluchów!

Nie chciałem go wyprowadzać z błędu, że karate raczej takich ciosów nie naucza, ale w sumie się nie znam...

A skąd to tytułowe "albo-albo" ?

Bo mam dylemat, czy Synka zapisać na wyżej wspomniane zajęcia, czy samemu wykupić sobie karnet na pływalnię i odtłuścić nieco własne zapuszczone cielsko. 

Biję się z myślami, ale w żadnym konkretnym stylu.

11 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ech, padłbym (finansowo) pewnie.

      Ale może jak jest aerobik wodny to może też karate?

      Usuń
  2. Też mam dylematy, kiedy oddać, a kiedy odpuścić... A co dopiero taki brzdąc...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A oddajesz? Kurcze, myślałem, że dorośli to cierpliwi są i wszystko wybaczają...

      ;-)

      pzdr

      Usuń
  3. Zapisz Młodego, kiedyś Ci podziękuje. A odtłuszczać się możesz inaczej ALBO od przyszłego miesiąca (żeby jeszcze było z czego :-) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest z czego. Niestety, jest. Zapuściłem się przez 2013 i nic nie dbałem o siebie. Już nie muszę paska do spodni zakładać.

      ;-)

      Usuń
  4. Karate właśnie naucza takich ciosów. Judo nie naucza. Żebyś czasem nie zapisał dziecka na to, na co nie zamierzasz :)
    Na Ciebie szkoda forsy. Basen... he, he. Nie jedz łakoci, to nie będziesz miał śmietnika.
    Inwestuj w chłopca, on może rozsławić jeszcze Twoje nazwisko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, młody na swoje nazwisko będzie sam pracował. Ma predyspozycje, ma. Tylko żeby go szkoła nie zepsuła. A co do łakoci - od dziś tylko bigos z łakoci.

      pzdr

      Usuń
  5. Zapisz Młodego na karate a później trenuj razem z nim w domu - przyda mu się ktoś do przerzucania przez ściany. A zamiast basenu - pompki, brzuszki, drążek - to nic nie kosztuje :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pompki, brzuszki - ok. Ale drążek jest przerażający. Wstyd - nie podciągnąłbym się...

      A pływanie jednak nieźle ogólnie rozwija.

      Usuń
  6. Pływanie jest dobre, ale ja mimo wszystko wolę piłkę nożną - również nieźle wyszczupla i poprawia kondycję, a do tego ta sportowa rywalizacja :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.