niedziela, 29 grudnia 2013

Ze świąt nie o świętach

Święta minęły.

Święta minęły szybko. Łagodnie. Jakoś tak chyłkiem. Ledwie zaczęte, już się zwinęły. Śniegu nie było, co żadną nowiną nie jest, ale powtórzę z pełną odpowiedzialnością: jak dla mnie ciężarówki wiozące Coca-Colę mogłyby nie mieć zimowych opon. Chwytacie?

Dzieciakom jakoś śniegu nie brakuje. Ostatnio nawet wydawać by się mogło pożegnany aż do wiosny rower poszedł w ruch i Tymoteusz śmigał na nim, żeby mi udowodnić, że jazdy raz nauczonej nie da się zapomnieć. A tak w ogóle to młody zaczyna na potęgę czytać i pisać (w wersji CAPS LOCK NA RAZIE). Wszystko stara się przeliterować, zapisać, odczytać... Przekomicznie przenosi za długie wyrazy do następnej linijki tworząc przy okazji meandry i esy-floresy prawdziwe.

Nie możemy się doczekać Sylwestra. Nie, nic się nie zmieniło - wciąż pałam do tego dnia czystą platoniczną niechęcią, ale Synek odkrył fascynujący świat fajerwerków i sztucznych ogni, więc w najbliższy wtorek gdy tylko się ściemni, w ogródku odpalamy fontannę wulkan, parę rakiet i kilkanaście piratów. Będziemy głośni!

Głośniejsi od bomb.

Miało nie być parentingowo, bo zaczynam coraz mniej życzliwie patrzeć na blogi kupczące macierzyństwem lub ojcostwem (oddzielna kwestia, na inny, brutalny, post), ale muszę się podzielić dwoma obrazkami:

Siedzimy w pokoju, cała rodzinka nasza. Żona w pewnym momencie, przy okazji jakiejś książeczki akurat czytanej, pyta się dzieciaków, kim chcieliby zostać:

- Tymku, kim byś chciał być?

- Mechanikiem! - bez chwili wahania odpowiada.

- A ty Kalino?

Młoda milczy. Brat, chcąc dokuczyć siostrze (normalne u niego, niestety...), odpowiada za nią:

- Ja bym chciał, żeby Kalina została starą kawalerką!

Druga scenka:

Ubieramy się, by wyjść na spacer. Kurtki, buty wysokie, czapki. Żona schyla się, by zawiązać but, a tu podlatuje Tymoteusz i zaczyna ją...wąchać.

- Tymku! Nie zachowuj się jak pies!

- Mama, masz dwie możliwości wyboru. Mogę cię wąchać, ale mogę cię też lizać. Co wybierasz?

Cóż, wybór niby jest prosty...



12 komentarzy:

  1. "Stara kawalerka" rządzi :D

    Udanego Sylwka :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że śniegu nie ma. Właśnie dlatego, że na rowerze można jeździć, chociażby. A Sylwester nie taki zły. Dobrej zabawy. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brak śniegu nam nie przeszkadza, ale gdyby było choć ze dwa stopnie mrozu to byłaby pełnia szczęścia - teraz wszędzie straszne błoto jest...

    Race i fajerwerki też mamy przygotowane - Piotrek, jako prawie dorosły ośmiolatek obiecuje czekać z ich odpaleniem do północy. Cóż, zobaczymy czy się uda.

    A przy okazji - wszystkiego najlepszego w Nowym Roku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Przyda się najlepsze, dobre też wezmę...

      Usuń
  4. gdybyś raz zobaczył jak bardzo cierpi pies czy kot z powodu ludzkiej uciechy z fajerwerków.. ech

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, w takim razie zlikwidujmy wiosenne i letnie burze, bo zwierzęta też się ich boją...

      A tak na serio - miałem w domu rodzinnym psa i masę kotów. Jasne, pies w Sylwestra spod stołu kuchennego nie wychodził, ale tak samo się działo, gdy burza się zbliżała.

      Przeżył lat 13 mój kochany czworonóg, ale wątpię, bym poważnie skrócił mu życie wypalając kilka petard w ogrodzie.

      Zawsze trochę mnie dziwiło narzekanie na cierpienia psów, gdy tym czasem ja bardziej myślę o dzieciach malutkich, które rok w rok budzą w nocy z powodu fajerwerków.

      Na swoje usprawiedliwienie dodam, że strzelamy tylko popołudniu z Synkiem. 16-17. Potem idziemy na kolację i koniec hałasów.

      Usuń
  5. Nie taki Sylwester straszny! Są gorsze dni. Na przykład Nowy Rok. Otwierasz oczy, jeszcze ciemno, a tu nad Tobą uśmiechnięta, najszczęśliwasz twarzyczka dziecka, które informuje, że jest już głodne... Malutki żołądeczek nie rozumie, że rodzice przed chwilą położyli się spać...
    Wszystkiego Njalepszego w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasze dzieci opanowały nieprawdopodobną zdolność do NIEINFORMOWANIA o tym, że są głodne. A już Tymek mógłby cały dzień nic nie jeść, gdyby go nie prowadzono na kolejne posiłki.

      W sumie przydatna umiejętność, sporo czasu się oszczędza.

      Usuń
  6. My przezornie zesłaliśmy Chłopaków do dziadków. Mamy wakacje, wszyscy są zadowoleni, wysypiamy się (śpimy perwersyjnie długo, jakby to tak działało, że można na zapas...). Tylko nie mam pretekstu, żeby sobie coś dziś wystrzelić... Popatrzę, jak strzelają sąsiedzi - nigdy nie zawodzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Wam tych dziadków. Cóż, my mieszkamy z dziadkami, więc dzieciaków nie ma gdzie wywozić... Ech, a przydałoby się.

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.