czwartek, 12 grudnia 2013

Urywki ostatniości XIV

I

Nie staram się nawet tego ukrywać - mam za mało czasu, a jeszcze mniej ochoty, dyscypliny, samozaparcia jak zwał tak zwał, by pisać kolejne notki. Przede wszystkim angina mnie powaliła. Siedziałem ostatnie dni z chorującą Kaliną i snuliśmy się wspólnie po domu, nie mogąc sobie poradzić z narastającą frustracją - chcemy być zdrowi, a nie możemy i musimy wciąż te świństwa połykać, które podobno mają nam pomóc.

Dziś jest już dużo lepiej. Zdaje się, że choroba się wyprowadziła z domu, ale boję się jak diabli, że wróci jeszcze przed Świętami i będziemy mieli w domu szpital z sanatorium połączony.

II

Czytamy z Kaliną książeczkę. Przypadkową. Podoba jej się.

- Powiedz tacie - pytam ją - Kim będziesz, jak będziesz duża?

Chyba nie do końca zrozumiała pytanie, bo nic nie odpowiedziała.

- Bo Tymek to chyba będzie jakimś mechanikiem, bo lubi majsterkować. A ty pisałabyś na przykład książki?
- Tak!
-O! Jak miło! A o czym byś napisała?

Myśli, myśli.

- O piesku!
- O piesku? Super! A jaki tytuł miałaby ta książeczka?
- "Zero przygód pieska."

Kurde, mówię Wam, szykuje się hit wydawniczy! I pamiętajcie - tytuł już zaklepany!

III

Pamiętacie Amerykanów, którzy nas odwiedzili w maju? Otóż odezwali się ostatnio! W bardzo miły sposób. Kontynuując stare dobre tradycje obowiązujące w ramach stosunków polsko-amerykańskich przysłali nam paczkę z prezentami! Serio! Ale spokojnie, nie żywność, nie konserwy, masło i napoje gazowane. Nie. Przesyłka świąteczna z ładnymi życzeniami wewnątrz. A oprócz życzeń?

Zdradzę tylko, że na przykład Kalina dostała a u t e n t y c z n ą amerykańską lalkę Barbie, Żona dostała bluzę Uniwersytetu św. Tomasza, a ja dwa zeszyty:



Kolejne arcydzieła poezji i prozy, tudzież krytyki literackiej, mają gdzie powstawać.

IV
Trzymajcie się jako i ja się trzymam!

12 komentarzy:

  1. Poproszę o ten hit wydawniczy z dedykacją :)

    I zdrówka życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dedykację masz załatwioną. Autorki samej!

      Usuń
  2. Ja jestem na szczęście anginoodporny. Żonę dopada dwa razy w roku (podobno, jak się raz przypałęta, to będzie wracać...), a nie nie rusza. Złego licho nie bierze, jak to mówią.

    'Zero przygód pieska' - lepszego tytułu w życiu nie słyszałem! Przeczytam jak tylko się ukarze, na bank.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A masz migdały? Ponoć tym, którzy migdały wycięli, anginy niestraszne.

      Ja już jestem za stary koń, żeby się ich pozbywać.

      Usuń
    2. Migdały można wyrzucić z siebie zawsze! Ja byłam bardzo, bardzo duża, gdy mi je usunięto i od tego czasu i ja przestałam chorować, i dziatwa leśna, na którą chuchałam i kichałam bakcylami... Wydaje mi się, że motywacja do usunięcia migdałów rośnie z każdą kolejną anginą... A pierwszy ropień na migdale jest dostatecznym powodem, żeby biec w te pędy na laryngologię :-)

      Usuń
  3. "Zero przygód pieska" - naprawdę intrygujące :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tak dłużej pomyśleć o tym tytule, to może być faktycznie niezła książka.

      ;-)

      Usuń
  4. "Przede wszystkim angina mnie powaliła, którą przejąłem od dzieci."
    No rzeczywiście, sądząc po konstrukcji zdania, jesteś troszku chory ;)
    Ale tak czule się czepiam przecież. Zdrowia i pomyślności i paczek życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawiłem, czule...

      Dzięki. Przedawkowałem kopiuj-wklej.

      Usuń
  5. Tak książka o piesku będzie rewelacyjna:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Daj zdjęcie tej lalki. Jestem ciekawa, jak wygląda autentyczna lalka ;)
    Książką Twej córci jestem zafascynowana ;)
    Evik

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymaj się jedną ręka zeszytów, drugą żoninej bluzki. Będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.