czwartek, 14 listopada 2013

Idealne popołudnie

Wracam z pracy. Wchodzę do domu i widzę, że listonosz przyniósł mi książkę. Już już sięgam, by ją wyciągnąć z koperty, gdy dociera do mnie głos Teściowej:

- O! Dobrze, że ubrany jesteś - mówi - Słuchaj, wyszedłbyś do rzeźnika po wątróbkę? Bo coś za mało chyba kupiłam, a tak to byś zjadł z nami...

Ok. Biorę paczuszkę pod pachę, lecę. Po drodze odpakowałem książkę i wchodzę z nią pod pachą do rzeźnika.

- Wątróbkę poproszę. Jedną. O taką - pokazuję palcem.

Kobieta wybiera, waży, oblicz coś na kasie. Zza moich pleców dociera głos innego klienta, starszego dżentelmena:

- O widzi pani. Popołudnie z książką. Dobre jedzonko. Piwko.

A pani rzeźnikowa na to:

- A skąd pan wie? Może to dla żółwia?

7 komentarzy:

  1. Witam :) Moja córka bardzo chciała żółwia teraz po przeczytaniu wpisu już nie chce hehe nie lubi wątróbki :))))) Dziękuje bardzo ,a już nie miałam argumentów ,aby wybić jej to z głowy :)))))
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój brat miał żółwia. Żółwia już nie ma. Padł. Być może powinien więcej wątróbki jeść.

      pzdr

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Rzadko się zdarza taki "teatrzyk" przenieść na łamy bloga. Humor jakoś ucieka... Może tym razem się udało?

      Usuń
    2. Od razu zaznaczam, że nie mam z tego żadnych korzyści (w dzisiejszych czasach lokowanie produktu bywa krępujące), tylko rzeknę: na "Mister Barańczaka" do Nowego w Poznaniu warto... Rzekłam.

      Usuń
  3. w sumie żółw to dosyć pieszczotliwie o teściowej :P

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.