piątek, 18 października 2013

Wierzcie lub nie

Tydzień się kończy. Ciężki tydzień, bo i pogoda się popsuła, i "Dziady cz. III" w szkole omawiam i nie mogę się powstrzymać, by nie wyobrazić sobie Konrada walczącego w Wielkiej Improwizacji z Bogiem i Konrad ten miałby twarz naszego ex-trenera reprezentacji piłki nożnej Fornalika... 

Nie pytajcie mnie, dlaczego - podświadomość wieje kędy chce...

Trudne miałem poranki, bo dzieciaki budziły przed 6 rano, trza je było wyprawić do przedszkola, skąd ciężko było je wczesnym popołudniem odbierać, bo Kalina zaczęła pokazywać rogi. Nie słucha pań, wylewa (specjalnie) wodę lub herbatę na siebie, ewentualnie na stoliczek. W czasie leżakowania chodzi zasypiającym dzieciom do łóżeczek, budzi je. Wspina się na meble. Rysuje kredką po ścianach. Panie skarżą. Ja się pytam Córy:

- Powiedz mi, dlaczego jesteś niegrzeczna?
- Bo lubię.

I gadajcie tu z taką...

Podłą miałem historią ostatnio. Możecie wierzyć lub nie. Ale jak dobrzy z Was ludzie, to uwierzycie.

Siedzę na przystanku. Po kilku ładnych godzinach starć w niesprzyjających warunkach atmosferycznych (ciśnienie spadało, w głowie ćmił ból głowy)  czekałem na autobus, który miał mnie bezpiecznie zawieść do domu. Mam parę minut. Wyciągam książkę z torby, lokalizuję ostatnio przeczytany fragment i zaczynam czytać. Tak naprawdę usiłuję czytać... Literki się rozmywają. Kurde! Nie wziąłem okularów ze szkoły. Ja nie mogę... Ale jestem idiotą? Gdzie ja je mogłem zostawić? Na moim stole? Nie, tam bym ich nie odkładał. Za duży tam bałagan, nie, nie... Może w jakiejś klasie? Parę razy zdejmowałem, przecierałem oczy, więc może w jakiejś klasie leżą? Kurde, tego mi brakowało! Patrzę na zegarek - mam trzy minuty do autobusu. Może zdążę? Może autobus się spóźni? Lecę. Bieg przez ulicę. Wpadam między bloki, widzę już budynek szkoły. Nagle czuję, że coś uwiera mnie w nos. Dotykam. Okulary.

Jakby się zmaterializowały. Możecie wierzyć lub nie.

A inna historyjka? Ech, Polska, myślę sobie. Wychodzę popołudniem do sklepu. Mam dobry humor. Usłyszałem w radiu wesołą skoczną piosenkę. Przyczepiła się melodia, więc gwiżdżę ją sobie, a trzeba Wam wiedzieć, że gwiżdżę dość dobrze, podejrzewam nawet, że mam do tego talent.

No więc gwiżdżę sobie całą drogę do sklepu. Wchodzę z gwizdem między półki, gdzie docierają do mnie słowa kasjerki. Kobieta mówi do klienta, na tyle głośno, żebym słyszał:

- A moim zdaniem gwizdać to można w lesie...   

6 komentarzy:

  1. Ech, żebym ja jako dziecko spróbował być niegrzeczny, zaraz by mi rodzice pokazali, gdzie moje miejsce w szeregu...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi rodzice byli pewnie bardziej odporni na moje "patologie" z dzieciństwa, pewnie teraz mi często ludzie mówią, że jakiś taki niewychowany jestem.

      ;-)

      pzdr

      Usuń
  2. W pradawnych czasach, gdy nie miałam jeszcze własnych dzieci, wiedziałam wszystko na temat ich wychowania. Wygłaszałam mądre przemowy, pouczając wszystkich dookoła. Potem urodziły się moje córki i ... bardzo przepraszam wszystkich, którym bezustannie dawałam "złote" rady... Za jakiś czas zobaczysz, że chodzenie wokół leżaczków w przedszkolu jest jedną z najsłodszych rzeczy, jakie mogła robić w życiu Twoja córka i z nostalgią będziesz jej o tym opowiadał... A ona będzie mówiła: "Oj, jaka byłam kochana!" I będzie miała rację!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja to racja. Ja rzecz jasna jeszcze nie za bardzo widzę słodycz tego rozwydrzenia Córki, ale może za jakieś 10 lat czas wszystko wyrówna.

      Nie, żartuję oczywiście. Córkę mam kochaną i nie mam zamiaru przejmować się paroma wybrykami z przedszkola.

      pzdr ciepło.

      Usuń
  3. Z tym gwizdaniem... to trzeba coś zrobić :) U mnie w domu też nieustanne: "przestań, to niegrzeczne". Ja nie wiem. A gwizdanie z natury swojej... kocham :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Gwizdanie jest niewinne, tylko na żaglowcach nie wolno. A w lesie to też nie, przecież tam od gwizdania są ptaki. Jak można gwizdać w lesie! Sarenka się zestresuje, jeleń będzie miał problemy ze stolcem.
    Gwizdałem swego czasu w kukurydzy, bo nie chciałem, aby dzicy na mnie przypadkiem wleźli. Oni tam lubią się pożywiać, wylegiwać, oj tak.
    Gwiżdż na poziomych gwizdokrytykantów :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.