poniedziałek, 16 września 2013

Zachwiania równowagi

Mój serdeczny przyjaciel, "prawie ateista", często mawia, że w życiu istnieje "jakaś forma sprawiedliwości" i że często jej doświadcza.

- Ja się nawet nie cieszę, gdy coś znajdę na ulicy, gdy coś gdzieś przypadkowo wygram - mawia - bo za chwilę coś zgubię lub coś przegram. Sprzedam coś z zyskiem na Allegro, to za chwilę muszę coś kupić, bo niespodziewanie psuje się coś niezbędnego... Tak już mam.

Jeżeli więc istnieje taka właśnie, dość prosta przyznacie, forma sprawiedliwości, trzyma nas ona w bezustannym napięciu. Nie możemy być zbyt szczęśliwi, ani zbyt nieszczęśliwi, bo wtedy musi interweniować, by doprowadzić zakłócony wszechświat do jako takiej równowagi.



Cóż, być może tylko w życiu mojego przyjaciela tak się dzieje. Dla przeciwwagi weźmy moje dzieciaki - Tymek przez dwa lata dzień w dzień ryczał niemal, że musi iść do przedszkola. Nie chce i koniec! "Możemy sobie zrobić wolne?" - pytał i patrzył tymi swoimi niebieskimi oczami sentymentalnego spaniela.

Kalina? Miało być inaczej - to znaczy miała spokojnie i bez stresowania otoczenia poznawać przedszkole, inne dzieci, panie wychowawczynie... No i tak było przez parę dni, bo ostatnio Córa nieźle w przedszkolu ponoć wywija. Jest uparta, nie słucha pani, nie chce siedzieć przy stoliku w czasie obiadu... 

A miała być taka grzeczniutka i kochaniutka. Miała... Taaa... Kiedy się wyrówna? Siła Wyższa raczy wiedzieć.

Natomiast na innych frontach prastara sprawiedliwość działa bezbłędnie.

Całą niedzielę Teść spędził na rybach. Pływał łódką po jakimś jeziorze i wędkował. Zjawił się późnym wieczorem z dwoma sporymi szczupakami. 

Niestety, telefon komórkowy wpadł mu przypadkowo (?) do wody i zniknął w czeluściach jeziora.

Coś za coś, ja to mawiają...


17 komentarzy:

  1. u mnie to też jakoś tak średnio działa...
    Choć dziś miałam farta - trafiłam super okazję na allegro :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie mow i to działa ...
    ale jakoś dziwnie :PP
    Jak się powodzi to przez miesiąc a jak się wali to przez dwa :P Ciągiem i żadnego następowania naprzemian nie zauważyłam :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Tiaaaaa...znam to, znam. Ja sie ciagle pocieszam, ze syn w koncu przestanie plakac idac do zlobka, a Ty mi tu z dwoma latami wyskakujesz...:p Teraz, gdy spodziewam sie blizniakow, to slysze "zeby chociaz jedno bylo takie jak moje" (czyt. masakra w kazdej sferze). Tak dla rownowagi zapewne...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobry sposób na pozbycie się komórki. Może kupię sobie wędkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaj się lepiej, że chcesz namiary na to jezioro.

      ;-)

      Usuń
  5. różnie się na to mówi, karma nie karma, Palec Boży albo... roztargnienie :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Odnośnie do dzieci w przedszkolu: może powinniście mieć jeszcze dwójkę, wtedy te młodsze będą uwielbiały przedszkole i się wyrówna... Bo w statystyce im bardziej liczna próba, tym większa zbieżność ze złotym środkiem...
    Na pocieszenie dodam tylko: nielubienie przedszkola mija zwykle w okolicach szóstego roku życia :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnio byłem na rybach. Pierwszy raz po latach, z ojcem. Najpierw dzwoniła mama - to taty, później żona - do mnie. Że niby co tak długo? Nie dziwię się, że czasem telefony się topią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że niby specjalnie? na to bym nie wpadł. Muszę wędkę sobie kupić. Coś czuję, że ucieka mi jakiś poważny i niebagatelny element rozwoju duchowego i intelektualnego.

      Mój brat łowi ryby, więc może też zacznę?

      pzdr

      Usuń
    2. Ja tam w sumie nie łowię. Lata całe tego nie robiłem. Ale teraz - to był relaks w czystej formie. Piąta rano, mgiełka nad wodą, wschód słońca, przelatujące czaple... I nawet nam brały (nie czaple - ryby), choć większości zwróciliśmy wolność z racji wymiaru.
      No i nie pamiętam kiedy spędzałem tak czas z tatą. Na pewnym etapie zaczyna się to doceniać.
      Własnej wędki jeszcze nie kupiłem, ale kto wie?

      Usuń
    3. Oj tam, ryby po prostu chciały zadzwonić do rodziny, co wyjechała z twoim teściem ;)

      Usuń
  8. Nie możemy być zbyt nieszczęśliwi lub zbyt szczęśliwi - chciałbym mieć pewność w takim razie, kiedy to nieszczęście i monotonia się skończą...
    Karma to "Boskie G...", jak mawiają w moich jakże tajemniczych kręgach.
    Z racji, że już dawno zaczął się sezon chorobowy, a teraz to już leci pełną parą (zważywszy na naszą [również niezbyt zdrową] pogodę), zdrowia życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, mój drogi, zdrowia zawsze nie za dużo.

      pzdr

      Usuń
    2. Czy mógłbym być tak wredny i paskudny, prosząc pana o opinię na temat posta 18? http://breathtaking-nights.blogspot.com/2013/09/18-beznadziejne-rozterki-przy-zotych.html
      Jeśli pan nie chce czy nie ma czasu, okej.
      Po prostu spytałem.

      Dobrej nocy, bo późno się robi.

      Usuń
  9. Ech, żeby to tak z egzaminami wychodziło...:(

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja bardziej wierzę w "przyciąganie myślami" i w to że "dobro zawsze wraca.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.