poniedziałek, 23 września 2013

Urywki ostatniości XIII

I

Jesień dziś już, Panie i Panowie... Najdłużej trwający pretekst do tego, by nie wychodzić z domu i czytać książki.

Oczywiście najpierw trzeba uśpić dzieciaki, sprawdzić około 30 wypracowań lub sprawdzianów, ewentualnie kartkówek, zastanowić się, o czym się będzie gadało na jutrzejszych lekcjach...

Zostaje jakieś... hmmm... 15 minut aktywnego kontaktu z książką, a potem nieco mniej aktywny, ale za to bliższy kontakt z poduszką.

II

Wybrałem się z Tymkiem do moich Rodziców do Kalisza. Całą drogę lało. Lało! Ale... cała sobota była przepiękna. (Komu przywieźć pogodę?) 

Przyjechaliśmy zrywać orzechy. Orzech, potężne drzewo rosnące w ogrodzie przed domem moich staruszków, w tym roku wyjątkowo obrodziło. Orzechy sypały się niemal same na głowy, gładko dawały się wyłuskać z pękających zielonych skorup. Chrupiące, pozbawione późniejszej goryczy.

Tymek zaangażował się w akcje zrywania (zanim Brat mój wszedł na drzewo) i strącił kilkanaście ładnych sztuk.


Mój Ojciec się śmieje, że orzech w tym roku się zrehabilitował. Dwa lata temu dopadł go jakiś okrutny przymrozek i nie było czego zbierać jesienią. Rok temu w ogóle bez dania racji niczym prawie nie obrodził. 

- Już mieliśmy go wyciąć - mówi mój Ojciec, nagle wcielony w kogoś, kto decyduje o być albo nie być drzewa, niemal jak Bóg Ojciec jakiś - ale uciekł spod noża.

III

Mój Ojciec kupił sobie zegarek. Drażniło go wieczne poszukiwanie telefonu, na którym żarzą się niewyraźne cyferki. 

Patrzę na ten zegarek i się śmieję:

- O! Ale masz zegarek! - mówię.
- A pewno! Co chcesz? Dobra firma, przeczytaj.

Przyglądam się i czytam - ROMEX.

- Dobra firma - potwierdzam - Dobra.
- A wiesz, ile za niego dałem? Nie zgadniesz. 7 złotych! 

Kiedyś ROMEXY były droższe widocznie...

;-)

IV

Zgłosiły się trzy panie po książkę Myśliwskiego "Ostatnie rozdanie." Losowania nie udało się zorganizować pod obecność kamer radiowo-telewizyjnych, a nie umiem posługiwać się odpowiednimi programami komputerowymi. W każdym razie książkę wyślę RYBCE74, tak wylosowaliśmy z Córą. Proszę o kontakt na priwatny adres: oslo.francja@gmail.com

Przepraszam, że nie dawałem znaku życia, ale zagoniony w ostatnim tygodniu byłem fest.

V

Jutro też jest dzień. Nie siedźcie za długo przy komputerach!

Pa!

15 komentarzy:

  1. A u nas na orzechy wybitny nieurodzaj...za to książkowo coraz lepiej, parę się czyta, jedną się pisze :) Wena przychodzi wtedy, gdy jest właśnie taka pogoda jak teraz.
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedną się pisze... Jak idzie? - że się tak spytam - i o czym?

      Usuń
  2. Biedny orzech od razu pod topór?
    U moich rodziców nie długo też zacznie się zbieranina. Co roku dostaje palpitacji bo ojciec wdrapuje sie wysoko na drzewo i trzesie galeziami. Wpadlismy na fajny pomysl
    i smazymy obrane orzechy z nasionami sezamu, pychota... tak si ostatnio lagodnie mwiac objadlam ze bolal mi zoladek, ale to z lakomstwa.
    Sory klawiatura mi szwankuje.
    vi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zdziwiłem, że tak z miejsca wykarczować, ale... Cóż, może lepiej nowe drzewko wstawić niż łudzić się, że "za rok, może dwa" coś wyda na świat.

      pzdr

      Dzięki za przepis!

      Usuń
  3. Zapomnialam o najwazniejszym, dodajemy jeszcze cukier i odrobine masla.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatecznie postanowiłam się tak od razu nie obrażać na cały świat, że przegrałam losowanie... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi... Kurcze, zawsze mam ból, jak rozdaję książki, bo ktoś nie dostanie i co? Jeszcze pomyśli, że nie lubię kogoś tego...

      pzdr

      Usuń
    2. Jeśli to miało być posypanie głowy popiołem, to za mało! Musisz bardziej okazać skruchę ;-)

      Usuń
  5. Zimno, wietrzenie i deszczowo na dworze a tym samym trochę więcej czasu na czytanie książek to chyba jedyny powód, dla którego jesień jakoś da się znieść. pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam:) Bardzo się cieszę ,że wygrałam książkę - to pierwsza moja w życiu wygrana tym bardziej proszę wycałować córkę :)Jeszcze raz bardzo dziękuję :)Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dwa lata temu były straszne przymrozki, kiedy orzechy już miały liście. Liście zmarzły, zbrązowiały i opadły, owoców nie było... Też tak mieliśmy.
    A z zegarka się nie śmiej - dobra marka, to jest to. Jak kiedyś kupiłem oryginalne buty Adidosa, dawały radę na wf-ie przez dwa lata chyba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo my z pokolenia jesteśmy, co to na wychowaniu fizycznym jeszcze ćwiczyło.

      ;-)

      Usuń
  8. Awww :< No trudno, może następnym razem!

    Dla mnie jesień to kasztany. Uwielbiam je! :) Mam ich całe garście i co roku zbieram nowe. Mam taką zasadę - w każdej torebce i kurtce muszę mieć co najmniej jednego kasztana. W rezultacie mam kilkanaście kasztanów pochowanych w każdej z kurtek. I jeszcze kolejne w szufladzie i różnych zakątkach mieszkania, kot bardzo lubi się nimi bawić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, mam nadzieję, że dorobię się w końcu kota, bo tyle mi kasztanów się bezużytecznych wala wszędzie.

      pzdr

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.