niedziela, 29 września 2013

Takie buty

Poranna długa dyskusja przy kuchennym stole. Temat - garderoba i garderoba sportowa zwłaszcza. Okazuje się, że koleżanka Żony chcąc spalić nieco zbędnych kilogramów, wybrała się do popularnego marketu sportowego, by się zaopatrzyć w ciuchy i buty do aerobiku.

Weszła więc, rozejrzała się i okazało się, że samych butów do biegania jest kilkanaście typów - do biegania po asfalcie i po trawie, po żużlu i ściółce leśnej, buty na lato i buty na zimę, nie mówiąc pewnie o przedwiośniu... A dresy? Kostiumy? Zwykły aerobik to banał. Istnieją stroje do streachingu, do pilatesu, do zumby... 

- Kiedyś, jak jeszcze biegałem - wspominam stare dobre czasy - to miałem jedne buty na każdą nawierzchnię i każdą pogodę. Dzisiaj skompromitowałbym się tymi zwykłymi tenisówkami, w których kolejne kilometry pokonywałem.
- A wydawać by się mogło, że bieganie to najtańszy sport - wtrąca się Teściowa.
- Gdzie tam! Teraz wszyscy biegają, więc trzeba z tego najtańszego sportu wycisnąć tyle kasy, ile się da. Wiadoma rzecz.  Interes. A tak przy okazji - zwracam się do Żony - masz już buty na swój wyjazd? (Żona jedzie niebawem w góry z tzw. "wycieczką zakładową.") Wiesz, musisz szukać na półce "Buty do chodzenia po Górach Stołowych." 
- Właśnie - podejmuje Żona - w jakich ja butach pojadę? Chyba w mertensach jednak...

Tak, legendarne martensy, samo wspomnienie o nich,



to niezawodny sposób, żeby moją Żonę rozdrażnić. 

- W martensach chcesz jechać? 
- A co? To najwygodniejsze buty...
- No, ortopedyczne.

I się zaczyna. Złośliwościom nie ma końca. Ja tradycyjnie podpieram się opinią mojego kumpla, który twierdzi, że dziewczynom chodzącym w martensach śmierdzą nogi, Żona każe mi wąchać jej kilkuletnie martensy. 

I tak od lat to trwa i trwa.

- No po prostu nie mogę patrzeć na laski w martensach. W skórzanych kurtkach też zresztą...
- Jak się poznawaliśmy, to też nosiłam martensy.
- "Miłość wszystko znosi, wszystko przetrzyma..."

19 komentarzy:

  1. Ja tam się akurat zgadzam z Twoją żoną, że martensy najlepsze :-) A i laski w martensach mają coś w sobie... i skórzanych kurtkach. I w ogóle takie rockowe. Najważniejsze w sumie i tak to, co jest nad martensami. I nad kurtką. Ni i pod nią ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia gustu, stary. Nawet w tej kwestii POD.

      pzdr

      Usuń
  2. A ja uwielbiam dziewczyny w martensach i kiedyś sobie takie buty kupię, chociaż dziewczyną byłam kilka dziesiątek lat temu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Buty są fajne i właśnie się z takim rozglądam. moim zdaniem lepsze to niż glany:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja córka właśnie takie zażyczyła sobie na urodziny. Nie jestem fanką tego pomysłu, ale siedzę cicho i się uśmiecham, bo też nosiłam :) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No bo martensy naprawdę najwygodniejsze. Nie do zdarcia.
    I nie rozumiem, co facetowi do tego, jakie buty nosi kobieta? To, w dekolt już nie patrzycie? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrzymy, bo nam dekolty wcale często eksponujecie.

      ;-)

      Usuń
  6. Ależ całkowicie się z Tobą zgadzam! Żona powinna damą być, szczególnei w Górach Stołowych, które znane są z elitarnych ścieżek i hrabiowskich łąk! Uważam, że czerwone szpilki, te w których zwykle zmywa naczynia po deserze, będą jak znalazł! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabójcza kobieca ironia. Aż zapiekło...

      ;-)

      Usuń
    2. A niemiało. Anie miało. Aniemiało. ;-)

      Usuń
  7. Ech, dziewczyny, uderzyć w stół...

    Widzę, że ten w sumie humorystyczny obrazek stał się pretekstem do całkiem poważnej potencjalnej dyskusji. Cóż, nie przewidzisz człowieku, w którą stronę skręci temat...

    Ale do rzeczy. Powiem wprost - i niech z tego wypłyną konsekwencje wszelakie: moim zdaniem, osobniczym, być może staroświeckim, a w oczach feminizujących pań heretyckim, kobieta powinna się ubierać jak kobieta, mężczyzna jak mężczyzna.

    I tyle. Kwestia wygody w górskich wyprawach jest również kwestią bezpieczeństwa, więc martensy w tym przypadku odpuszczę.

    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. No weź, ja miałam kilka lat cudne glany i były jednymi z najwygodniejszych butów jakie w życiu miałam.
    Biegać biega(ła)m, czasem, ale biegam w adidasach z biedronki, które kupiłam za 19,90. Nikt mnie nie nabierze na bieganie w jakichś super-duper butach, które same biegają.

    OdpowiedzUsuń
  9. Faktycznie, jak ktoś biegnie w zwykłych ciuchach i zwykłych butach to tak nieprofesjonalnie to wygląda... No chyba, że za autobusem ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie mam martensów i nigdy nie miałem i przez to deficyty emocjonalne się w moim życiu pogłębiają. Za to nadrabiam glanami. Mam w sumie cztery pary - różnokolorowe... Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie mam martensów i nigdy nie miałem i przez to deficyty emocjonalne się w moim życiu pogłębiają. Za to nadrabiam glanami. Mam w sumie cztery pary - różnokolorowe... Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Żona karze, czy każe wąchać?
    Raczej nie zwracam nikomu uwagi, czasem tylko dziennikarzom, lub polonistom.
    Pozdrawiam serdecznie.
    A. (Ania)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawione. Dziękuję. Zawsze mam z tym problem.

      ;-)

      Usuń
    2. Z podstawówki zapamiętałam, że piszemy karze, bo kara (r wymienia się z rz),
      natomiast każe, bo kazać (z wymienia się z ż).
      Pozdrawiam ciepło :-)
      A.

      Usuń
  13. Miałam martensy, nogi mi nie śmierdziały.
    Nogi to śmierdzą facetom!:))

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.