poniedziałek, 9 września 2013

My Polacy tak mamy...


Ja już myślałem, że niczym mnie moja lokalna Biedronka nie zaskoczy, ale jednak. 

Robię ostatnio większe zakupy. Ludzi masa, wózki ledwie się między półkami mieszczą. Szum rozmów, metaliczne zgrzyty, gdy wózek na wózek wpadnie, irytujący dźwięk skanerów czytających kody paskowe.

I nagle przez ten potok decybeli przeciska się wołanie jednej młodej matki, której synek zamarudził gdzieś przy słodyczach:

- GLEN, GLEN! Ile razy mam ci mówić, żebyś się mnie trzymał?! GLEN!

Tak, my Polacy tak mamy...



32 komentarze:

  1. Codziennie niskie ceny... :P
    Polacy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś się śpiewało: "Codziennie nowy pozew!"

      Za czasów, gdy Biedra walczyła z kobietami, którym kazała przerzucać tony towaru bez odpowiedniego sprzętu, a te się wściekły i do sądu zaczęły prowadzać naszego owada.

      pzdr

      Usuń
  2. Wśród ludzi w moim wieku śpiewa się teraz "Codziennie nic nie chcemy".
    Glen... W ogóle skąd ten pomysł? Zdawało mi się, że zasłyszałem to w jakiejś starej kreskówce, a imię to nosiła postać żeńska, huh...?

    OdpowiedzUsuń
  3. No lepiej niż Dżesika, albo Kewin, lub Denis.

    OdpowiedzUsuń
  4. od roku lub dwóch mieszkają w UK i zapomniały polskiego. Nie za grzecznie i zbyt złośliwie napisałam, dlatego wyjaśniam - ludzie żyjący "na dwóch krzesłach" zaznaczają tak swe dzieci aby było wiadomo, że liznęły wielkiego świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten wielki świat to najczęściej TV, Internet i "Twoje Imperium."

      Niestety...

      pzdr serdecznie

      Usuń
  5. Nie lubię Dżesik i Kewinów, szczególnie pisanych fonetycznie, ale ... na usprawiedliwienie biednego Glena powiem: Skąd wiecie? Może jego tato jest Amerykaninem, a mama przyjechała do Polski na urlop?
    Moje dzieci (część urodzona w Anglii, część w Polsce) mają typowo polskie imiona i szczerze powiedziawszy nie wiem co gorsze 'Kewin' czy tragicznie poprzekręcane przez ich angielskich kolegów imiona (np. Madża zamaiast Maja czy Kasza zamiast poczciwej Kasi :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nic nie wiemy. Zostaje sucha obserwacja, ale założę się, że spora część tych, którzy dają dziecku na imię "Jennifer" lub "Brian" raczej za granicą nie była, za to sporo ogląda TV.

      pzdr

      Usuń
  6. Witam:)Była nietypowa sytuacja - jestem w lesie na grzybach z mężem i naszym pieskiem co chwilę słyszę Aron,Aron mówię do męża wezmę naszego pieska na ręce bo nie wiadomo co to za wielki Aron biega bez smyczy.Mijamy się z młodym małżeństwem i około 4 letnim chłopczykiem,a ich psa nie widać. Chłopczyk biega z kijem i puka o drzewa i znowu słyszę Aron tak nie wolno bo drzewko będzie płakało.
    Sytuacja się wyjaśniła więc swobodnie mogłam skupić się na poszukiwaniu grzybów ,a nie wypatrywaniem wielkiego psa:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo niepoprawnie polityczny komentarz... Takie najbardziej lubię!

      Uśmiałem się, bo i autentyk, i takie życiowe.

      pzdr

      Usuń
  7. Polecam: http://www.rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=category&id=76:opinie-o-imionach&Itemid=58&layout=default

    Moje ulubione imiona, opiniowane na tej stronie przez Radę Języka Polskiego to Amsterdam, Hosanna i Sokół, ale oczywiście nie będę się upierać ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sokół to brzmi dumnie. Takie "Sokół, leć po kredę!" robiłoby furorę w szkole.

      pzdr

      Usuń
    2. A ta Hosanna to rodziców do sądu przypadkiem nie podała!? :)))

      Usuń
  8. Wybuchnęłam śmiechem.
    A jestem w pracy.
    Niech cię!

    OdpowiedzUsuń
  9. Na szczęście imię można sobie zmienić jak się człowiek uprze :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No cóż, za czas jakiś będzie pewnie jeszcze mnóstwo młodych Antuanów itp. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, tylko nie to! Mam alergię na imiona "staropolskie" - za dużo ich się teraz porobiło i co drugie dziecko to Franuś, Staś, Jaś, Antek (nomen omen), Tadeuszek...

      Tłumaczę, że swoje "blogowe" imię wziąłem od pogardliwego określenia mieszkańców tzw. "Kongresówki" a także mojego rodzinnego Kalisza.

      Usuń
  11. Dobrze, ze to byl chlopczyk bo tak to 'mloda matka' gledzilaby :)ze hej! Glenda, Glenda!
    A ja mam sasiada, tak mam. Pewnego ranka budzi mnie glos, nie zegarynki. Slysze: Tomi, tomi, tomiiii, tomiii! Slucham - ktos mnie wola, tez cos i dlaczego o 5 rano. Potem cos bialego przefrunelo pod oknem. Przetarlam oczy: bialy, maly pies bez lat zalatwial sie na moim trawniku, a wlasciciel psa ciagle drze ... usta - Tomi, to me! To me, Tomi! Pies o imieniu Tomi machnal ogonem na znak, ze gotowy. Wylazlam w 'szlafroku' rozwianym, powiesilam rozowa reklamowke i zamocowalam przylepke otrzymana wlasnie w jakiejs akcji na pojemniku do smieci: "Tu mozna wrzucac psie odchody" trafiajac we wnetrze pojemnika - pomyslalam zadumana nad odkryciem ...imienia psa.

    OdpowiedzUsuń
  12. Taaa... Kiedyś spotkałem Denisa. Jakaś mama na ulicy woła: Denis, Denis! Denis - penis, pomyślałem. To było silniejsze ode mnie. Jeśli nie tylko ja tak mam, dzieciak będzie miał trudno w szkole...

    OdpowiedzUsuń
  13. My Polacy to już tak mamy, że na wydźwięk lub wygląd czegoś obcego prychamy i parskamy, zamiast przejść nad tym do porządku dziennego i pilnować własnego nosa.

    To tylko imię tylko.

    Dlaczego bronić rodzicom nazywać dzieci jak sobie tylko chcą?

    (Argument, że będą miały ciężko w szkole nie ma racji bytu, gdyż dzieciaki są na tyle kreatywne, że nawet dla najpospolitszego imienia znajdą jakieś rymowane przezwisko.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie zgodzę się. Barwne i egzotyczne imiona świadczą o braku wyobraźni, banalnym guście i, w najlepszym razie, o ślepym zapatrzeniu w obcy wzorzec.

      I taka jest prawda. Tacy rodzice (oczywiście nie wszyscy) z reguły mają niższe kompetencje wychowawcze. Ale, powtarzam, nie wszyscy. Uczyłem raz Nikolę - dziewczyna kapitalna, mądra, inteligentna i zdolna. Jednak to tylko wyjątek - gdy przypomnę sobie długą listę uczniów "egzotycznych" (nie tylko uczonych przeze mnie), z reguły nie były to orły.

      I nie zgodzę się z tym, że Polacy parskają na coś obcego. Odwrotnie - Polacy mają niestety często zbyt dużą łatwość w kalkowaniu wzorców płynących z Zachodu. Ale to nie od dziś wiemy, prawda? Wystarczy sięgnąć do historii.

      I nie zgodzę się też na aprobatę milczącą pewnych "głupich" zachowań. To, że ktoś ma pełnię władzy nad swoim życiem, nie znaczy, że mu się pewne podpowiedzi nie należą.

      Bo skoro palacze papierosów, amatorzy tanich win wciąż słyszą, że coś im szkodzi (dosłownie), to dlaczego nie mówić innym, że na przykład nieczytanie książek szkodzi, nie interesowanie się sprawami społecznymi szkodzi, życie bierne, nieobywatelskie, też szkodzi.

      Sprawa z imionami jest delikatna, ale jakby w najbliższej rodzinie ktoś chciał dziwacznie "ochrzcić" dziecko, to nie wiem, czy nie zabrałbym głosu...

      A tu link to pewnego artykułu, może niezbyt naukowego, ale potwierdzającego moje słowa:

      http://www.edziecko.pl/ciaza_i_porod/1,79473,8775986,Imiona_stygmatyzuja___Nikola_i_Dzastin_skazani_na.html

      Usuń
    2. Owszem Dżesiki i Brajany w ogóle mi się nie podobają, ale też nie lubię Anek, Kaś, Grześków, Pawłów innych takich.
      Chłopca nazwałabym Jolan albo Ignacy albo Konstanty, a dziewczynka miałaby na imię Aurelia albo Taisa. Twierdzenie o braku wyobraźni trochę mnie obraża, mój drogi. Znam doskonale konsekwencje posiadania dziwnego imienia (za moich czasów byłam jedyną Mają w szkole do tego jeszcze innego wyznania! Skandal!) i świadomie, korzystając z wyobraźni właśnie, wybieram takie imiona dla swoich dzieci.
      Artykuł mówi o stereotypizacji, a nie ma nic gorszego i bardziej destrukcyjnego od stereotypów
      , trzeba z tym dziadostwem walczyć, a nie się poddawać bo, co ludzie powiedzą!

      To jest właśnie bardzo polska mentalność, byle by się tylko nie wychylać.

      Antku, fakt, że używasz sformułowania "banalny gust" sprawia, że już nie mam ochoty dalej dyskutować.

      "De gustibus non disputandum est" wszyscy jakoś zawsze zapominają o tym pięknym powiedzeniu.

      Usuń
    3. Ech, niepotrzebnie odbierasz to wszystko tak osobiście. Serio, nie miałem zamiaru kogokolwiek obrażać, ale też nie będę udowadniał, że nie jestem wielbłądem.

      Przyznaję sobie samolubnie prawo do zachwycania się lub niezachwycania tym, co obserwuję. Tyle i aż tyle.

      O samych gustach też można dyskutować. Bo nie porównujemy tutaj "rzeczy" równorzędnych. Nie porównujemy "Lalki" Prusa i "Anny Kareniny." Porównujemy "50 twarzy Greya" z "Mistrzem i Małgorzatą." I nie mów mi, że nie można wskazać w świecie czegoś, co jest wartościowsze od czegoś innego.

      Rozumiesz? Są gusta wypaczone, banalne w takim rozumieniu, że zbudowane zostały one na uproszczonej, "bajkowej" wizji świata. Świata mody, filmu, "holiłudu" etc. Świata telewizji i kolorowej prasy.

      Gdy w Polsce dziewczynki będą nosić imię BARBIE, może dojdziemy do porozumienia.

      Usuń
    4. Są na tym świecie ludzie, którzy uwielbiają "50 twarzy Greya" a "Mistrza i Małgorzaty" nie ruszą. Nie wszyscy ludzie myślą w ten sam sposób co Ty czy ja. I nie ma w tym nic złego. O tym właśnie mówi wyżej wymienione powiedzenie.
      Człowiek jest istotą wartościującą, przy czym wartości nie są ani lepsze ani gorsze, po prostu są.
      Zbyt często moim zdaniem używa się wartościowania do podwyższania samooceny, a zaczyna się już w podstawówce, kiedy dzieciaki wskazują palcem osobnika o dziwnym imieniu.
      Zamiast unikania wprowadzania innowacji ze strachu przed brakiem zrozumienia może warto by było nauczyć dzieci tolerancji i otwierania się na to co nowe i nieznane?

      I tu nawiązuję do Twojego nowego postu "żenderowego". Nie chcesz wiedzieć co myślę :-)

      W tej kwestii się nigdy nie dogadamy, więc siedzę cicho i już nie marudzę, bo i po co?

      Usuń
    5. Widzisz, moim zdaniem nie można uniknąć hierarchizowania. Zawsze kultura, a mówimy o jakimś elemencie kultury z tym Greyem, tworzyła swoje hierarchie i zawsze coś było wyżej a coś niżej. No z czegoś wynika przecież podział na kulturę niską i wysoką.

      Nie ma nic złego w obcowaniu z kulturą niską, kulturą piwa w plastikowym kubku i darmowego koncertu z okazji Dnia Pieroga. Natomiast nikt mnie nie przekona, że ilość czytelników lub odbiorców danego dzieła to dzieło nobilituje.

      Swego czasu M jak Miłość oglądało 10 milionów Polaków. Tak zamiast np. teatru telewizji. I co? Powiesz mi, że dobrze robili, bo pławili się w tandecie i banale?

      Usuń
    6. O kochany, ty lepiej nie pisz do kulturoznawcy o kulturze niskiej i wysokiej, bo Cię zaraz zapytam co to w ogóle jest kultura i dopiero będziesz miał zagwozdkę :-P.

      Usuń
    7. No to możesz, kochana, z dyplomowanym filologiem po studiach dziennych porozmawiać, ale nie wydaje Ci się żenującą taka licytacja?

      Za chwilę powołamy się na autorytety i znajomych z uczelni przyprowadzimy, by dali nam oręż.

      Słabe to...

      Usuń
    8. "Po studiach dziennych"?

      Liczyłam raczej na dyskusję, jak dorosły z dorosłym, raczej życzliwą niż kąśliwą.

      Bywaj, Antku.

      Usuń
  14. Nadawanie polskim dzieciom anglosaskich imion jest dziwactwem, to jasne, a imię nie powinno być dziwne. Nie potrzeba chyba nikogo przekonywać, że posiadacz pretensjonalnego imienia może mieć tylko kłopoty z tego powodu i żadnych korzyści.
    Glenn jest dla mnie zaskoczeniem. Jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś nadał takie imię dziecku. Pogratulować rodzicom swoistej oryginalności.
    Miłośnicy swingu Glenna Millera, czy astronautyki (John Glenn)?
    Fatalnie to brzmi po polsku. Jak glut :(
    Natomiast nie wiem, co masz przeciwko Frankom, Stasiom i Jasiom?
    Ja bym się wzdragał przed nadaniem imienia Bożydar, Gniewomir, albo Mieszko, ale Staś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ove, ja nawet te imiona nasze stare lubiłem, ale jak w najblizszym otoczeniu (i tym ciut dalszym też) mam kilku Stasiów (serio) i Franków, to powoli czuję przesyt.

      Już tęsknię za starymi dobrymi Marcinami, Michałami, Pawłami...

      pzdr

      Usuń
  15. Hmm, tak se myslę, że jakby dziecko było pół Amerykaninem to napewno matka nie robiła by zakupów w Biedronce, hehe

    OdpowiedzUsuń
  16. O rany, dopiero teraz trafiłam tu przez Linkwithina (dobre imię?;) pod notką grudniową.
    Jak mi ten Glen mógł się prześlizgnąć nieprzeczytany, aaa?
    Dobre, dobre.
    A może to od Glena Millera? którego osobiście uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.