sobota, 17 sierpnia 2013

Z namiotu plażowego

Leżę z głową w cieniu. Świeci nasza gwiazda intensywnie. Na piasku gorąco. Ludzi pcha do wody. Przynajmniej do kolan się dostać. 

Nagle słyszę narzekanie-gderanie kobiety. Nie widzę, słyszę.

- No i gdzie wchodzisz do tej wody? Poszedł i idzie. A kto mi mówił, że ma na sobie dwie pary spodenek, a kąpielówek nie ma? No kto mi mówił?! Jak małe dziecko! Mokry teraz do pokoju  będziesz wracał? Ledwie wodę zobaczy, a już idzie. No jak dziecko! Jak Boga kocham...

Podniosłem się i widzę, jak... około siedemdziesięcioletnia babcia ochrzania swojego siedemdziesięcioletniego męża.

Wróciliśmy znad Bałtyku!

Witajcie!

12 komentarzy:

  1. Ojj, starsze panie tak potrafią...:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też taka będę za jakiś czas! A co mi tam?!

    OdpowiedzUsuń
  3. Miło Cię znowu widzieć.
    A starsze pokolenie słynie z takich gadek :) W sklepach słychać szczególnie. A najciekawsze, że ta para tak już z 50 lat najmarniej ze sobą wytrzymuje, mimo że ona ciągle go ochrzania! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na coś takiego liczę w moim małżeństwie...

      ;-)

      pzdr

      Usuń
  4. Dobrze, ze opierniczala swojego dziadka a nie jakiegos plazowicza spod namiotu:D. A z innej beczki: zanim taki dziadek doczlapie do domu w ten upal to nawet tuzin spodenek zdazy wyschnac co do ostatniej pary.

    Ja pamietam zdarzenie na promie. Jak to bywa na poczatku podrozy wszystkie stoliki w kawiarenkach i barach zajete, ludziska glodne to sie rzucaja na zer i napitek. My zdazylismy (obeznani ze zwyczajami) zajac sobie miejsce przy wiekszym stoliku i obserwowalismy co sie dzieje obok. Z grupki czekajacych w kolejce wyrozniala sie para juz dobrze dojrzala ale sprawna i sympatyczna. Starszy pan byl nawet bardzo ruchliwy. Po wielu probach zakupu kawy z ekspresu, nieudanych bo przyciskanie na przerozne znaczki nie przynosilo pozadanego rezultatu. Starszy pan wypatrzyl dzbanek z herbata, sprawnie napelnil szklanke, dobral sobie cukier, smak cukru poprawil miodem, po probie siorbniecia plynu dorzucil plasterek cytryny. Na jego poczynania z boku zerkala starsza pani skora do pomocy ale zanim sie zdecydowala na ruch pomocny, starszy pan byl juz gotowy. Jakie zadowolenie bilo z jego twarzy, oczu mu sie zaswiecily, wargi, podniebienie juz smakowaly goracy plyn. Ale jeszcze nalezalo przebyc droge do stolika w pelnym tloku. Zauwazyl, ze przy naszym stoliku jest miejsce wolne i sie tam skierowal. Usiadl sobie ukontentowany, powoli lyzeczka mieszal plyn, ktory przybieral zlociste i zlocizsze kolory. I dolaczyla wkrotce do niego pani towarzyszka zycia i aniol ochraniajacy przed wszelkimi i naglymi. Usiadla i zaczela sie jakos tak kokosic. Lokciem siegnela, przypadkiem, szklanki pana a ta wylala cala zawartosc na jasne, popelinowopodobne, z kantka spodnie rozlewajac sie w plame wskazujaca jednoznacznie na wpadke pana. Oj, oj ... to nasze oje, bo pan nawet nie syknal, pani tez nie, tylko spojrzala na niego i po godzinie spojrzala ponownie, i powiedziala: Dobrze, ze masz druga pare w walizce. Uf. Odsapnelismy rowniez.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opłacało się czytać ten długi komentarz. Filmowa niemal scena. Dzięki!

      Usuń
    2. Wybacz ale nie potrafilam tego wyrazic telegraficznie czy sztaudyngerosko typu: 'Echo: Ma wlasne zdanie - na zawolanie' - tak potrafia tylko mistrzowie :D

      Usuń
  5. Strasznie uroczo <3.
    Aczkolwiek w zeszłym roku tak się zawiodłam polskim wybrzeżem, że nie wiem, czy tam wrócę.
    zapraszam: lewa-reka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.