wtorek, 6 sierpnia 2013

Przy prostowaniu koła

Nie ma to jak odkładać na ostatnią chwilę, prawda? 

Kiedy późną wiosną (śnieg ledwo co spłynął z ulic) pojechałem zmienić opony na letnie, wulkanizator powiedział mi, że tylna felga jest krzywa. Musiałem w coś uderzyć, w coś wjechać. Nie wiem do dziś, ale koło było nielicho krzywe. 

- Musi pan coś z tym zrobić - mówi fachowiec i daje namiar na pobliskie miasteczko, w którym jest warsztat prostujący felgi. 

Rychło w czas, mówię Wam, bo akurat pod koniec tygodnia jedziemy nad morze i wolałbym nie stracić koła gdzieś w połowie drogi.

Wyjechałem rano, umówiony na 9. Liczyłem na moje notatki, jakie sporządziłem, gdy szukałem trasy przejazdu: mój dom-warsztat. Spisałem wszystkie ulice, jakie musiałem przejechać i... Oczywiście nieźle błądziłem w dwunastotysięcznym miasteczku. Na szczęście miałem szczęście oprócz notatek, więc jakoś trafiłem.

Mechanik okazał się starszym, trzymającym się prosto i dostojnie mężczyzną. Z obowiązkowym zestawem przekleństw, soczystą gwarą zawodową tłumaczył mi zawiłości prostowania felg. W końcu zeszła nam rozmowa na temat wakacji, bo to i upał, i centrum kanikuły...

- Ja to mam działkę nad jeziorem - mówi - nawet sporą. Ale teraz nie mam czasu. Tylko trawę jeżdżę kosić. Takie ryby w jeziorze. Sandacze, dzikie karpie, szczupaki. Ale to dopiero we wrzesniu odpocznę, jak wszyscy z tych działek wyjadą.

Dobrze go rozumiałem.

- Wiem pan - zaczynam - ja jestem nauczycielem i niby dwa miesiące wakacji, ale nigdy żadnego wyboru terminu mieć nie mogę. Tylko lipiec albo sierpień. 

Mechanik spojrzał na mnie uważnie.

- Ja też kiedyś pracowałem w szkole. Trzy miesiące na zastępstwie, bo kolega robił właśnie uprawniania trenera (tak zrozumiałem - Autor). Nie miałem nigdy gorszej pracy. Nie na moje nerwy. Głupie i leniwe te dzieci. A już najgorsze te dziewczyny. Najgorsze.

Kiwam głową. Czułem, na co się zanosiło.

- Głupie i leniwe - powtarza - dwadzieścia dziewczyn w grupie, a połowa nie może ćwiczyć akurat. I tak lekcja w lekcje. Cholera, liczyć nawet zacząłem. Niektóre to po siedem okresów na miesiąc miały. A potem wyrastają takie kaleki...

- I potem płacą grubą kasę na siłowni lub na aerobiku - dodaję.

- Zgadza się.

Tak sobie ponarzekaliśmy, więc czas szybko minął i koło się wyprostowało jakoś tak niespodziewanie.

Nie ma to jak wspólny temat z fachowcem, wspólny mianownik doświadczeń i parę wulgaryzmów wymienionych, by podkreślić zasadność i niepodważalność naszych sądów.

13 komentarzy:

  1. Facet miał rację - pamiętam, co się w liceum na wf działo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, wf to patologia jest. Mówię o podejściu uczniów oczywiście. I w ogóle kultura fizyczna leży i kwiczy u nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem złośliwy z natury i nie mogę się powstrzymać. Za młodu leży i kwiczy, bo się nie chce. Później leży i kwiczy, bo się już nic nie musi ;-)
      Złośliwość, ale z sympatią
      Z wakacyjnym pozdrowieniem!
      P.S. jak upały, nadal dają w kość?

      Usuń
    2. Dzisiaj CAŁY dzień w domu. Dopiero od 18 ogród.

      Usuń
  3. Witam:) Pamiętam swoje czasy,ale nasz nauczyciel wymagał obowiązkowo zaświadczenia od pielęgniarki czy lekarza ,że jest niedyspozycyjna do ćwiczenia więc mało kto nie ćwiczył :)
    W dzisiejszych czasach jest obowiązkowy basen jak słyszę rodziców na wywiadówce szepczą po cichu:
    -po co ten basen jeśli moje dziecko nie ma ochoty pływać
    -pytam dlaczego
    - jest za gruba i się wstydzi
    -odpowiadam to tym bardziej powinna korzystać z basenu bo woda,ćwiczenia pomagają pozbyć się tłuszczyku
    -co pani opowiada za bzdury jeśli moje dziecko nie ma ochoty to nie będę jej zmuszała
    To tylko przykład rozmowy jednej z wielu rodziców szlak mnie trafia:/Mamy inne czasy i teraz dzieci rządzą rodzicami przykre ,ale prawdziwe i nauczyciele muszą się z takimi dorabiać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie załamujące. "Bo dziecko nam się spoci w nową koszulkę z Decathlonu..."
      Chociaż na basenie ten problem akurat odpada.
      Pzdr

      Usuń
  4. W prostowaniu felg mam swoje doświadczenia. Zasadnicze wspomnienie jest takie, że to drogo kosztuje, jeśli jest dobrze zrobione. A Twój mechanik miał specjalna maszynę do felg?

    A co do wf, to powiedzcie mi, drodzy wuefmeni, dlaczego dziewczyny miałyby lubić tę lekcję, no dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapłaciłem 80 PLN za prostowanie, a nowa alufelga kosztuje pod 1000 złotych.

      Co do w-f...

      Miałem w liceum kolegę, pseudonim ŻABA, który ze względu na jakąś chorobę nie chodził na wf przez całą podstawówkę.

      W liceum nie potrafił zrobić fikołka. Uwierzysz? Nie potrafił!

      To chyba jest odpowiedź najlepsza.

      Usuń
    2. Antku,
      to wcale nie jest odpowiedź na pytanie, dlaczego dziewczyny miałyby lubić w-f. Pozwolę tez sobie postawić pytanie, po co umieć zrobić fikołka? Ja umiem, ale nie pamiętam, żeby mi się to kiedyś do czegoś przydało, poza w-f, oczywiście. Tak, nigdy nie zrobiłem fikołka poza salą gimnastyczną, albo tak dawno, że już zapomniałem.

      Usuń
  5. Wprowadzić na lekcje pilates, areobik i inne takie na sylwetkę, zamiast tych wszystkich akrobacji, i wszyscy zaczną ćwiczyć. Nie wiem jak tam inni, ale mnie skoki przez kozioł przerażały. Dzieciaki mają po prostu ćwiczyć, a sport wyczynowy powinien być dla ludzi którzy mają do tego talent.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chłopaki też mają podrygiwać? Ją proponuję więcej gier zespołowych, ale też trzeba się spocić, więc część naszej pachnącej młodzieży z miejsca zrezygnuje.

      Usuń
    2. Dla panów też są ćwiczenia. Na klatę... :P
      A tak na marginesie, to nie wiem dlaczego w programie szkolnym jest jakaś dziwna ambicja na zrobienie z ludzi akrobatów. Po co ludziom te fikołki, równoważnie i inne wyskoki, we wszystkich możliwych konfiguracjach. Na festynach wiejskich będą występować, czy co...

      Usuń
  6. Muszę protestować. Fikołki, skoki etc to elementy szeroko rozumianej sprawności fizycznej. Jasne, najfajniejsze są wg mnie gry zespołowe, ale bez solidnej rozgrzewki skurcze i kontuzje murowane.

    I jak tu gonić autobus, który ciut szybciej przyjechał niż powinien?

    ;-)

    pzdr

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.