sobota, 3 sierpnia 2013

Pierwsze efekty fali upałów w Polsce

Przystanek Woodstock. 

Namiot pełen gawiedzi i mędrcy, którzy pobłogosławieni przez J. Owsiaka wygłaszają swoje mądrości.

Na pierwszy ogień idzie ksiądz Boniecki, który wsławił się tym, że bardzo satanistów zdeklarowanych lubi (o Nergalu, który w artystycznym odruchu podarł Biblię, mówi tak: „Adam to miły, mądry, spokojny człowiek" ). 

Co oferuje nam ów ksiądz katolicki?

"Nic nie przyjechałem oferować. Róbta co chceta!" – mówi.

(Czekam tak sobie, może za rok zaproszą na Woodstock ministra sprawiedliwości, a on wygłosi podobne orędzie.)

Na ów iście ewangeliczny apel rychło odpowiedział zdesperowany i chyba niezbyt wierny  widz TVN-u, który wpadł na scenę i spoliczkował Grzegorza Miecugowa. Miecugow chyba nie wziął sobie do serca apelu księdza Bonieckiego, by robić, co się chce, i wygraża teraz krewkiemu napastnikowi, że „mu nie odpuści.” 

Zaś sam premier podobno przestał planować roczny urlop zdrowotny (siadł mu kręgosłup, bo zbyt często schylał się, by zamiatać różne rzeczy pod dywan) i nazwał owe policzki „czymś ohydnym.” 

Na deser dostajemy głos podobno legendarnego menadżera grupy Pink Floyd, Petera Jennera, który wypalił, że:

Powinniśmy, jeśli szanujemy muzyka, którego słuchamy, i wiemy, jak dużo serca wkłada w swoją pracę. To powinno być tak oczywiste jak opłaty za prąd. Rachunki za muzykę powinny być dołączane do opłat za energię. Taki widziałbym sposób na płacenie artystom za muzykę. Problem jednak nadal pozostaje nierozwiązany. Pytanie, dokąd konkretnie te pieniądze miałyby trafić. Przecież nad jednym utworem pracuje sztab ludzi. Każdemu należy się zapłata.

Nie szanuję muzyki za grosz (nomen omen), więc nie zamierzam za nic płacić.

Inaczej chyba wymyślił minister kultury (kiedyś typowany na ministra od czołgów i łodzi podwodnych) Adam Zdrojewski. Tutaj upał uderzył równie silnie – minister wykoncypował, że abonament (haracz, jak mawiał kiedyś pewien aktualnie panujący premier) powinni płacić wszyscy, którzy mają możliwość odbioru telewizji lub radia. I mają (lub nie) telewizor lub radioodbiornik.



I dlatego właśnie nie lubię upałów – ludzie głupieją aż miło. 

Najgorsze jest to, że słońca w najbliższych dniach nie zabraknie. 

7 komentarzy:

  1. Jakże się cieszę, że telewizor służy u mnie w domu tylko do katowania XboXa. A radio, jeśli już, to głównie z internetu (byle by wiadomości co godzinę nie było). W ten sposób nic nie widzę, nic nie słyszę, nie wiem co się dzieje i wcale mnie to nie obchodzi. Szczęśliwym człowiekiem jestem, nawet w ten morderczy upał!

    Ściskam całą rodzinkę. Bądźcie dzielni, już niedługo zima!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dostanę wytrzeszczu przez Ciebie! Oczy mi z orbit wyskoczyły, jak przeczytałam Twojego posta! ;-) Ja w innym kraju mieszkam! U nas jest teraz cudowne lato, upał za oknami, gramy z dziećmi w chińczyka, malujemy akwarelami kwiatki, próbujemy skorzystać z okazji i wyszarpnąć coś z propozycji Jana A.P. Kaczmarka i żadnych premierów, dziennikarzy i ministrów nie ma! ;-) Może powinieneś ekran od telewizora zamienić w planszę do gry w Scrabble w ramach przystosowywania się do ocieplenia klimatu? Wyłącz wiadomości, włącz dość głośno Czajkowskiego i zapomnij o tych durniach z telewizora! I, jak mawia mój tata, podziękuj Bogu, że w Twojej najbliższej rodzinie nie ma polityków :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem jak u Ciebie, ale u nas się ochłodziło. Czyli jest nadzieja. A na przyszłość, tak dla zdrowia, radzę nie oglądać tv, nie czytać gazet, w radiowych audycjach skupiać się na muzyce, przynajmniej w upały :-) Bonieccy i Zdrojewscy przestaną Ci psuć nastrój.

    OdpowiedzUsuń
  4. Klasyk "Człowiek z nadziei" Wałęsa powiedział: "Nie chcesz pan temperatury, zbij pan termometr."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to i naiwne, ale się sprawdza. szczególnie w przypadku rzeczy, na które i tak nie ma się wpływu.

      Usuń
  5. Opisany przez Ciebie ksiądz B. osiągnął już, według mnie, 50 % doskonałości. Nic nie oferuje. Teraz tylko czas, żeby księża przestali czegokolwiek oczekiwać i będą idealni.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.