wtorek, 20 sierpnia 2013

K

Pierwszy i ostatni raz powiedziałem "brzydkie" słowo przy moich rodzicach, a konkretnie przy Mamie, gdy miałem jakieś 12 lat. Pamiętam jak dziś. Było lato. Prowadziłem rower, któremu notorycznie spadał łańcuch i już nie miałem siły go kolejny raz zakładać na ulicy. Obok szła moja Mama. 

Byłem zły na ten rower. Autentycznie. Postanowiłem więc sobie ulżyć i rzuciłem niby do Mamy, niby do siebie taki oto tekst:

- Jak mi się ten rower ciągle będzie psuć, to go rozbiorę w pizdu!

Moja Mama zatrzymała się i dostałem potężnego liścia, po którym całe popołudnie piekł mnie policzek. Takie czasy. Taka reakcja. 

Niemniej w moim rodzinnym domu NIGDY nie przeklinano. Nie, nie reprezentowaliśmy wyższej klasy społecznej, mentalnej burżuazji. Mama-krawcowa, Tata-milion zawodów w PRL-u i w PRL-u Bis (po 89 roku), dzielnica miasta raczej proletariacka niż reprezentacyjna. Wszystko sprzyjało temu, żebyśmy rzucali mięsem na lewo i prawo, od rana do wieczora, a jednak nie. 

Nie wiem dlaczego. Przecież nie zapytam dzisiaj moich Rodziców, czy umówili się, że nie będą w domu przeklinać? Czy celowo chronili w domu moje i moich braci uszy? A może po prostu nie wypadało przeklinać? Nie wiem...

Wiem, jak jest dzisiaj. Wy też wiecie.

Żona wraca z wieczornego spaceru po Sarbinowie, naszym kurorcie nadbałtyckim, miejscu, które lubię i chętnie tam jeżdżę. Ja zostałem w pokoju, pilnując śpiących już dzieci. Godzina około 21. Ruch "na mieście" nasila się, początek długiego weekendu.

Żona wraca i zaczyna mówić:

- Wyobraź sobie... Starsi i młodsi, kobiety, mężczyźni, eleganccy i ci mniej. Wszyscy rzucają "kurwami." Bez opamiętania.

Nie musiałem sobie tego wyobrażać. Wystarczy poleżeć na plaży. Zamknąć oczy, przesunąć na dalszy plan szum oceanu i już sypią się te wszystkie "kurwy" i "ja pierdolę."

Ja już nawet nie mam siły zastanawiać się, jak z tym walczyć. Nie mam siły i ręce mi opadają, gdy słyszę, że wulgaryzmy to naturalny sposób ekspresji, wyrażania emocji etc. Nie myślę już nawet o totalnym schamieniu naszych mediów - telewizji, prasy,

Wycinek okładki pewnego tygodnika opinii. Żenujące.


Internetu etc.

Częściej zastanawia mnie, skąd ten język. I zrozumiałem, że nie mylił się Oskar Wilde, gdy pisał, że to sztuka inspiruje życie, a nie odwrotnie. Ludzie musieli się tego nauczyć. Musieli się nasłuchać, naoglądać polskich filmów z początków lat 90. Tych wszystkich "Psów" Pasikowskiego, tych debilnych komedii Lubaszenki. I sprawdzić, jak taki język funkcjonuje w domu, w szkole, na podwórku...

Poprawcie mnie, jeżeli się mylę.

Co by nie powiedzieć o cenzurze obowiązującej "za komuny", działała ona również na polu, powiedzmy, moralności. Przypomnijcie sobie te wszystkie stare dobre polskie filmy - komedie Barei, "Seksmisję", nawet smuty z moralnym niepokojem w tle lub stylizowane na "zapis z życia" "Dziewczyny do wzięcia."

Tam się nie przeklina, a jeśli już, to ktoś rzuci hasło: "Chyba wam się w dupach poprzewracało!" i to wszystko.

A teraz? Zawieszam...

...może ktoś mądrzej dokończy.

PS

To jak się w końcu nazywał bohater "Procesu" Kafki? Józef K.? "K" jak co...


19 komentarzy:

  1. Sam nie wiem. U nas w domu też się nie klęło. A ja się jakoś nauczyłem i zdarza mi się. Nie uważam, że to coś strasznego. Wiem kiedy i przy kim kląć nie należy, nie wstawiam wulgaryzmów w wypowiedź, gdy mi słów zabraknie albo zamiast przecinków, nie uważam, że wszystko jest 'zajebiste' (bo nie jest ;-)), znam też inne przymiotniki i je stosuję. Ale jak mnie czasem szlag trafi z jakiegoś powodu...
    A 'Psy' obejrzałem stosunkowo późno. Rodzice mi nie pozwalali. Może się bali, że się kląć nauczę z telewizora?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja przeklinam dużo. Jak się zdenerwuję albo mnie coś emocjonuje. Nie robię tego tam, gdzie wiem, że jest to niemile widziane, bo nie każdy lubi tego słuchać, ale kiedy jestem w towarzystwie, które do tego podchodzi na luzie, klnę. To tylko jeszcze jedna forma ekspresji.

    Zdarzyło mi się dziś po ciężkim dwunastogodzinnym dniu pracy, w nowym obuwiu, wleźć w psią kupę po drodze do domu. No i oczywiście poleciał bluzg. Nie wyobrażam sobie w tej sytuacji powiedzieć czegoś w stylu: "o kurczę", albo "o ja cię", kiedy dusza krzyczy "k...a!!!". Czułabym się więźniem we własnym ciele.

    A ja nie cierpię jak mnie coś więzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobieta i nowe buty.

      Jesteś rozgrzeszona.

      Usuń
  3. Faktycznie wszystkie te przekleństwa są dominujące. Wszędzie.
    Ja po prostu zaczęłam od siebie, eliminuję przyzwyczajenie przeklinania za kierownicą, staram się nie rzucać żadnych mięsnych wyrazów nawet kiedy mocno się zdenerwuję. Uczulam dziecko, choć już dorosłe.

    p.s. z satysfakcją stwierdzam, że jakoś na mojej ostatniej imprezie się nie przeklinało... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, ze na urodzinach mojego Synka będzie podobnie.

      ;-)

      Usuń
  4. Ale jak mi jakiś nieciekawy człek wepcha się przede mnie samochodem czy czymś innym, to nie znajduję lepszego sposobu odreagowania, niż właśnie soczysta kurwa albo coś podobnego :))
    Wiem, gdzie nie wolno i nie wypada oraz nie nadużywam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiecie, ja nie robię z siebie jakiegoś Ojca Scholastyka, też przeklnę, ale TYLKO, gdy NIKOMU nie będzie dane tych przekleństw słuchać. Pusty dom jest najlepszym odbiorcom bluzgów, gdy na przykład szukam kluczy lub laptop mi strajkuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Długo się oduczałam przeklinania, po zwolnieniu z pracy, gdzie wszyscy klęli na potęgę. Oj, długo...
    A z tymi filmami, to prawda. Przedtem gdy ktoś przeklinał, to był cham, a teraz to norma - niestety.

    OdpowiedzUsuń
  7. W moim rodzinnym domu nigdy nie było przekleństw,teraz też nie przeklinam mając własną rodzinkę.Zastanawiałam się nie raz dlaczego rówieśnicy mojej córki(8lat)przeklinają i to w szkole głośno wyraźnie wypowiadając słowa wulgarne??!!Wychowawczyni znalazła świetny sposób na takie wybryki (było to uzgodnione z rodzicami na wywiadowce ,aby później nie było pretensji od rodziców ,że pani znęca się nad dziećmi)za każde brzydkie słowo dziecko musi zjeść np. plaster cytryny,cebule itp. to zależy czego dziecko nie lubi.Ten sposób skutkuje i maluszki bardzo się pilnują.Podam jeden z wielu przykładów:)
    Rodzice czekają przed klasą na własne dzieci wychodzą,przebierają się,jeden z chłopców ubiera but nie na tą nogę co trzeba matka przeklina jej synek mówi mamo nie mów takich słów bo w domu będziesz musiała zjeść chrzan,matka się zawstydziła i to bardzo zapadła cisza, a reszta dzieci po czasie zaczęła się śmiać właśnie z tej pani ,że po chrzanie będzie śmierdziała.
    Więc chyba jest to dobry sposób na naukę dla dzieci ,ale też i dla rodziców :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jasny gwint (to chyba nie wulgaryzm...)! Ja się chrzanu nie bojam, ale zupa mleczna to by mnie wyleczyła szybko z przeklinania.

      pzdr ciepło!

      Usuń
    2. Moj znajomy wspomina, ze w domu rodzinnym, w okresie szkolnym dzieci, byl zwyczaj, ze za przeklenstwo nalezalo wymyc jezyk i cala jame ustna mydlem pieniacym sie, do czystosci, ktos dorosly sprawdzal :). Od tamtej pory znajomy umial puszczac banki mydlane prosto z ust :) i twierdzil, ze gdyby sie tego nie nauczy (nie wypowiadac slow zaliczanych za niewlasciwe) to banki same wychodzilyby mu uszami :). Moze i wychodzily, kto go tam wie :)

      Usuń
    3. Okno mojej sypialni wychodzi na ulubione miejsce zabaw chłopców w wieku 6-9 lat... Nie muszę chyba pisać, jakim językiem mówią ci chłopcy.
      Zastanawia mnie, skąd u nich taka poprawność gramatyczna. Ile razy musieli usłyszeć te wszystkie słowa używane przez dorosłych, skoro nie mają żadnych problemów z łączeniem ich w poprawne składniowo formy?

      Usuń
    4. Istnieja dyslektycy to czemu by nie 'kurlektycy' czy 'jeblektycy'? :D Wystarczy u psychologa otrzymac zaswiadczenie i mozna klac :D, rodzic pomoze w potrzebie wyboru odpowiedniego slowa, reszte koledzy dopomoga.

      Usuń
  8. Przekleństwa zawsze były używane i to dobrze, bo są potrzebne. Niezrozumiałe jest tylko ich nadużywanie. Dlaczego coś jest zajebiste? To dziwoląg. "Jebać" jest wulgaryzmem, dlaczego więc coś zachwycającego ma być zajebiste? To tak jakby powiedzieć dziewczynie "Kurwa, jak ja cię kocham!". A może już tak się mówi w niektórych kręgach?

    PS Zastosowałeś określenie "w pizdu" zupełnie adekwatnie do sytuacji, jakkolwiek trochę niezręcznie. Zdenerwowany rowerzysta nie powinien roweru rozbierać w pizdu, lecz go w pizdu rozpierdolić. Może za to mama Cię uderzyła? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwunastoletni Jezus nauczał w świątyni mędrców. Ja dwunastoletni miałem zamiar...no, wiesz sam co.

      ;-)

      PS

      A słowo "zajebisty" to wiocha. Kwintesencja mentalnej wiochy.

      Usuń
  9. No i się zawstydziłam! Co innego można powiedzieć w chwili silnego wzburzenia, motyla noga?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można tez powiedzieć "kurza twarz!", albo "do szarej kaczki!" :-)

      Usuń
  10. Razi mnie nadużywanie wulgaryzmów, te rzucone w złości - juz nie tak bardzo. Ale z jednym się w stu procentach zgodzę - w mediach wulgaryzmy powinny nie mieć miejsca! Nie i już, koniec kropka, amen. Schamienie zwykłe, ot co...

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.