wtorek, 9 lipca 2013

Prosta kanikuła

Dziś żeśmy poszaleli. Wielkie miasto. Poznań! Pojechaliśmy całą rodziną pokazać dzieciakom tramwaje, wieżowce i ratusz, na szczycie którego o godzinie 12 w południe pojedynkują się dwa koziołki. 

Brzmi to rzecz jasna jak początek wywodu jakiegoś prostaczka, który przeżywa wyjazd do Dużego Miasta (ok, umówmy się, w skali europejskiej stolica Wielkopolski wcale jakaś tam spora nie jest), ale faktem jest, że mało jesteśmy mobilni i choć Poznań mamy na wyciągnięcie ręki, jeździmy tam rzadko. A ja to już w ogóle prowincjusz jestem, który w dużymi mieście czuje się źle, narzeka na hałas, ciżbę i odległości.

Przyjechaliśmy. Na szczęście nie załapaliśmy się na największą spiekotę, ale i tak słońce dało nam popalić. Trzeba było szukać cienia, łapać podmuchy wiatru. 

Po drodze na Stary Rynek Tymek znalazł się w strefie przyciągania jednego z najbardziej znanych poznańskich pomników, "Starego Marycha" i, rzecz jasna, musiał usiąść (jak każdy) na bagażniku pomnikowego roweru.


Na Placu Wolności rozbito "punkt zabaw" dla dzieci i nie tylko. Rozłożono zadaszenie, leżaki, nawet kilka hamaków i masę puf wypełnionych styropianowymi kulkami. Jakieś namiastki knajpek, duża scena obudowana reflektorami i poważnym systemem nagłośnienia - trwa festiwal teatralny Malta, więc coś tam się ma dziać wieczorem.

Dzieciakom oczywiście najbardziej podobało się stanowisko sponsorowane przez jakaś firmę meblarską. Pełno drewnianych elementów, śrubek, kołków etc, które można ze sobą dowolnie łączyć, skręcać, zbijać młotkami. Synek rzecz jasna złożył model wiatraka. 


Upał się wzmógł, więc dzieciaki szybko trzeba było przywrócić do stanu używalności, by zdążyć na Stary Rynek na godzinę 12. Musiały sobie nieco odpocząć w takich warunkach komfortowych:



Potem sprint pod ratusz, gdzie tabuny turystów podziwiały widowisko z drewnianymi koziołkami. Naszym dzieciakom też się podobało, więc cali zadowoleni poszliśmy na obiad do... baru mlecznego. I to był jeden z najlepszych pomysłów tego dnia. 

Potomstwo się najadło, rodzice też niemal, a zapłaciliśmy za wszystko prawie tyle, co za JEDNĄ dużą mrożoną kawę w STARBUCKSie, na którą miałem sporą ochotę. Nie ma co...

Ale żeby zamknąć wątek finansowy dodajmy, że Tymek znalazł w jednej z dużych galerii handlowych (tam zaparkowaliśmy) 20 złotych. Leżało, bezpańskie...

Tak więc opłacało się jechać do Dużego Miasta! 

;-)

To pisałem ja, prostaczek z prowincji.

11 komentarzy:

  1. U nas również turystycznie :)
    Do Poznania wypadałoby się wybrać (mimo dzielącej go z Krakowem odległości), bo do tej pory byliśmy tam wyłącznie przejazdem...
    Pozdrawiamy :)
    A&M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadajcie! Za przewodnika robić nie umiem, ale jakieś piwko można by gdzieś wypić.

      pzdr

      Usuń
  2. Myśmy Kraków w ubiegłą niedzielę zaliczyli - też rzadko jeździmy chociaż o rzut beretem się znajduje:(
    No, ale dzieć coraz starszy i mądrzejszy więc trzeba go ze wsi do miasta wozić i zapoznawać z dziedzictwem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziedzictwo dopiero w pewnym wieku może zainteresować, ale Kraków zaliczony to dobra rzecz.

      pzdr

      Usuń
  3. A ja marzę, żeby z miasta na wieś, ale może już w sierpniu się spełni.
    Kocham moje miasto, ale nie w taki upał. Pozdrowienia z Warszawy :),

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak z Warszawy to się nie dziwię, że prowincja ciągnie.

      Pzdr z WLKP!

      Usuń
  4. Byłam...całkiem niedawno na spotkaniu z moją blogową przyjaciółką :)
    fajnie tam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie zależy gdzie fajnie. Ja znam miłe poznańskie miejsca i te mniej miłe też.

      Usuń
  5. Ja zaliczyłem Poznań dwa lata temu, całkiem przez przypadek, jadąc stopem na Jarocin. Nie znalazłem 20 złotych niestety, za to wypiłem dobre piwko, warzone na miejscu, przy rynku. Warto był zahaczyć o Duże Miasto ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto miasto nad Wartą. Tak mi się złożyło.

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.